22 obserwujących
180 notek
309k odsłon
2161 odsłon

O pedofilii i jej tuszowaniu - szczerze i bezkompromisowo

Wykop Skomentuj31

Gdy zniesmaczony tuszowaniem afery pedofilskiej przez wydział katechetyczny łódzkiej kurii odchodziłem z pracy katechetycznej we wrześniu 2003 roku, wówczas miałem wielką ochotę napisać ku przestrodze książkę kulisach całej tej sprawy. Tytuł był chwytliwy: "Osy i szerszenie". Tematyka gwarantowała bestseller. Jednak bardzo szybko zrozumiałem, że książka ta nie przysłuży się niczemu dobremu - ci, których miałaby przestrzegać i tak po nią nie sięgną (lub sięgną tylko po to, aby szukać słabych punktów próbując zaatakować autora), zaś ci, którzy chcą za wszelką cenę dokopać nie tylko kościołowi jako organizacji, ale także Kościołowi jako wspólnocie zyskaliby potężny oręż - także do ranienia mojej Rodziny i Przyjaciół żyjących w tejże wspólnocie. Dodatkowo zauważyłem, że rozdrapywanie ran opóźni mój powrót do życia. Więc mimo grafomańskiego uzależnienia od pisania (dziś piszę artykuły, wcześniej pisałem piosenki) nie napisałem ani jednej strony tej książki. Miałem wtedy 31 lat. Och, gdyby księża, dziennikarze i politycy mogli zrozumieć tę prostą prawdę, którą ja zrozumiałem wtedy! 

W nocy z soboty na niedzielę fragment filmu braci Sekielskich (wytrzymałem tylko pierwsze pół godziny) tak mnie zdenerwował, że napisałem artykuł "Czy moglibyście wreszcie skończyć? - pytam w imieniu ofiar molestowania!" Podkreślę, że pierwotnie między słowami "moglibyście" i "wreszcie" było częściowo wykropkowane słowo na "q" (co widać po linku). Dlaczego? Bo jestem eksploatacją tego tematu już naprawdę bardzo zmęczony. Jednak w dyskusji pod artykułem oraz w niedzielny poranek dostrzegłem kilka istotnych aspektów sprawy, które koniecznie trzeba poruszyć. 

1. Całkowicie podtrzymuję tezy, które zawarłem w poprzednim artykule

Ponieważ część adwersarzy wrzucających swe komentarze nie czyta wcale artykułów, tylko odnosi się do tytułów, a część czyta artykuły filtrując w swych mózgownicach ich treść tak, by tylko wychwycić to, co dla ich sposobu widzenia świata jest wygodne, więc podkreślę jeszcze raz: ten temat powinien być zamknięty już dawno temu, ale za to, że dalej się ciągnie powodując dalszy ból ofiar odpowiadają trzy grupy: 

  • zakłamani hierarchowie kościelni, którzy nie tylko tuszowali grzechy i zbrodnie księży (głównie z lat 90-tych - wtedy pod wpływem zachłyśnięcia się wolnością kościół się pogubił, a część księży poczuła się bezkarnie), ale przez dwie dekady od nich nie chciało im się odnaleźć i przeprosić ofiar oraz ukarać winnych, 
  • zakłamani dziennikarze, którzy udają troskę o ofiary, a w rzeczywistości tylko rozdrapują ich rany, aby mieć materiał, 
  • zakłamani politycy i aktywiści antykościelni, którzy cynicznie wykorzystują ten temat do wszczynania wojny ideologicznej, a ostatnio głównie do totalnej wojny politycznej. 

2. Istnieje sprzężenie zwrotne pomiędzy zakłamanymi hierarchami kościelnymi i zakłamanymi aktywistami antykościelnymi. Aktywiści chcą "dokopać kościołowi" za wszelką cenę - także popełniając ewidentne świństwa, więc kler zamyka się w "oblężonej twierdzy" i próbuje "prać brudy we własnym gronie", co powoduje kolejne świństwa ze strony kleru, które z kolei chcą wykorzystać aktywiści i błędne koło się zamyka. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy rozkłada się po 50% na te dwie grupy. Dziennikarze są tylko narzędziem w rękach aktywistów - najemnikami za pieniądze wykonującymi rozkazy. 

3. Rozumiem, że autorzy filmu nakręcili go w sposób mający wywołać wstrząs, bo musieli tak zrobić. 

Wiem z autopsji, ze jak się hierarchom nie rzuci kasety z twardymi dowodami na stół, to nie ruszą czterech liter i nic nie zrobią... a jak się ją rzuci, to i tak zamiast zrozumieć i odpokutować grzech, będą kombinowali jak po odesłaniu winnego na przymusową emeryturę i odczekaniu jednego roku (aby sprawa przycichła) pozbyć się niewygodnego świadka dyskredytując go wyreżyserowanymi intrygami. Dlatego rozumiem, dlaczego autorzy filmu zagrali va banque

4. Moment i okoliczności publikacji filmu to wielokrotne draństwo (a raczej sq...syństwo) do n-tej potęgi.

  • kulminacyjny moment kampanii wyborczej - niezależnie od tego, jak wpłynie on na wynik wyborów, wszelkie pozytywy wywołanego wstrząsu (przeproszenie ofiar, ukaranie winnych, wdrożenie procedur zapobiegających dramatom w przyszłości - czyli trzy rzeczy o które publicznie apeluję od roku 2013) nie będą w stanie zrównoważyć tego, że z tej i następnej kampanii wyborczej wyjdziemy jeszcze bardziej spolaryzowani, rozbici, nienawidzący siebie nawzajem, fanatyczni, zagubieni, osłabieni... 
  • maj - miesiąc Pierwszych Komunii Świętych - dla katolików to okres radości i  świętowania przyjęcia Najświętszego Sakramentu, dla antykatolickich aktywistów to "rytuał inicjacji przyszłych ofiar pedofilów", bo ci dewianci w każdym księdzu widzą pedofila lub jego "zaopatrzeniowca", a w każdym czynie (także w sakramentach) widzą logistykę zbrodni seksualnej, 
  • poprzedzenie publikacji rozklejaniem wizerunków Najświętszej Marii Panny Jasnogórskiej z sześcio-barwną tęczą LBGT oraz politycznie-antyklerykalną kanonadą Jażdżewskiego przed "wykładem" Tuska - nawet gdyby ktoś bardzo chciał wierzyć, że film nie jest prowokacją polityczną, to po takim wprowadzeniu nie uwierzy. 

5. Najlepszy przykład sprzężenia zwrotnego, o którym mowa w punkcie 2, to sprawa Ryszarda S. która stała się jedną z przyczyn mojego odejścia z pracy katechetycznej.

Wykop Skomentuj31
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo