Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
83 obserwujących
2302 notki
2960k odsłon
  510   0

Ostry sos

Habanero dostałam jako gratis do zamówienia złożonego na polskim portalu z ostrymi sosami. Zużytkowałam do potraw różnych (zdziwią się Państwo, że do wielu, ale moja dwuosobowa już znów, po wyprowadzce syna, komórka społeczna nie szaleje za ostrymi smakami, choć zmusza się dla zdrowotności), a potem pomyślałam, że przecież mogę wysiać nasiona do doniczki. Może wzejdzie? ...

Wzeszło, a jakże, więc przesadziłam do dwóch doniczek i postawiłam na parapecie południowego okna. Słońce robiło swoje, podlewanie nawozem z dżdżownic - swoje, po jakimś czasie rośliny przesadziłam do większych doniczek, no a potem papryki zaczęły kwitnąć. Na spacerze przygarnęłam ptasie pióro, które - umyte i wysuszone - posłużyło jako motyl bądź inna muszka. Czyli: zapylałam. Po krótkim czasie doszłam do wniosku, że nie ma takiej konieczności, bo wypukłości pośrodku kwiatków robiły się chyba bez mojego udziału. Potem owoce rosły i rosły, zmieniając po drodze kształty, ja czasami uszczykiwałam którąś papryczkę, bardziej dojrzałą, aż uznałam wreszcie, że mowy nie - nie uda mi się tego zużyć do normalnego gotowania, bo ja preferuję kuchnię polsko-francuską z elementami włoskimi i rosyjskimi, czyli tradycyjną polską. Trzeba było przerobić rekordowe zbiory :-D na coś, co da się wykorzystać na prezenty.

Zerwałam 6 papryczek, z tych najmniejszych, ale dojrzałych. Takie niewyrośnięte konusy, jak Donald Tusk, nie przymierzając.  sklepie kupiłam 1,1 kiwi: specjalnie szukałam bardzo dojrzałych, ale nie przejrzałych. Kiwi moczyłam przez godzinę w wodzie, a potem - po osączeniu na sicie - obrałam ze skórki i pokroiłam na małe kawałki. Habanero opłukałam i osączyłam, też pokroiłam na mniejsze kawałeczki, starając się odrzucić jak najwięcej pestek. Do masy dodałam czubatą łyżkę soli do przetworów (mam na strychu z Wieliczki, sprzed lat, bo tknięta zakupowym geniuszem kupiłam kiedyś 30 kilo), wymieszałam i zostawiłam pod przykryciem w temperaturze pokojowej na 2 godziny. Potem zmiksowałam ....

... rany Julek, to po prostu eufemizm. Jak tylko zaczęłam miksować, opary z garnka poderwały się do góry, atakując i oczy, i nos. Najpierw musiałam założyć okulary, a potem - maskę, taką, jak nam minister Niedzielski ordynuje (wreszcie do czegoś się to-to przydało! :-D). Faktem jest, że nie nadużywam ostrości, więc może to było przyczyną.

Zmiksowaną bardzo dokładnie masę podgrzałam pod przykryciem na MAŁYM ogniu - nie wiedzieć czemu strasznie pryskało. Ale jak! Masa wcale nie była gęsta, garnek wysoki, a na dużym grzaniu pryskało aż na pokrywkę ... Nie gotowałam długo: po zagotowaniu dosłownie minutę.

Gorącą masą napełniłam małe słoiczki, takie "grzybkowe" (jakieś 120-150 ml każdy), dokładnie je zakręcając, i ustawiłam do góry nogami. Dodatkowo przykryłam folią aluminiową i ściereczką.

Oczywiście trzeba pamiętać o zostawieniu wolnej przestrzeni w słoiczku: masa nie może podchodzić pod przykrywkę. Musi zostać co najmniej centymetr wolnej przestrzeni.

Wyszło mi 7 słoiczków.

Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Jak dla mnie, smak jest w porządku: łyżeczką tego nie wyjem, ale też kropla zajzajeru nie wypali mi podniebienia. Kolor jest niezbyt intensywnie zielony, przyznaję: połączenie niezbyt intensywnej barwy kiwi z żółcią habanero nie zadowoliłoby z pewnością Rubensa. Jednak smak jest pyszny, a aromat - po prostu oszałamiający. Przyznaję, że właśnie na to liczyłam: habanero ma zapach kwiatowo-owocowy, a kiwi pachnie mocno i bardzo świeżo.

No to teraz tylko etykiety dla rodziny i przyjaciół - mam nadzieję, że prezent się spodoba. Nie tylko smak i zapach, ale i walory zdrowotne tego domowego ostrego sosu powinny wielu osobom przypaść do gustu.

Na krzewach zostało jeszcze trochę papryk, tych najpiękniejszych i najbardziej wyrośniętych. W styczniu będzie sianie nasion do malutkiej doniczki!

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości