Tędy i owędy
Nie siedzę okrakiem na barykadzie!
82 obserwujących
2425 notek
3072k odsłony
  738   2

Zakisić ogóra

Tytuł to oczywista podpucha: miałam nadzieję, że przywabi wyrafinowanych wielbicieli twórczości Marcelego Prousta. Na pewno wszyscy pamiętają, że Gilbercie ta fraza wyrwała się kiedyś przy Narratorze, po czym dziewczyna natychmiast się zorientowała, jak fatalnie wpadła. No bo, jak sobie jej właściciel, a zarazem niewolnik, uświadomił - "nawet najgorsze k.... tak nie mówią - nawet, jeżeli TO robią".

No więc nie będzie o kiszeniu ogóra, ale o kiszeniu już tak. Ukisimy (lub - zakwasimy: tak, niektóre regiony o zakwaszeniu mówią tak, jak my o zakiszeniu. Taka forma występuje też w starych polskich książkach kucharskich) mój autorski wynalazek. Tak przynajmniej uważam, bo nigdzie nie spotkałam się z taką kiszonką; nie czytałam też żadnej wzmianki na ten temat.

Oczywiście skład możemy modyfikować dowolnie, tu podaję jedną z moich ulubionych wersji.

Składniki:

1 mała główka kapusty czerwonej

1 średnia cebula

1 średnia papryka czerwona lub żółta (zielona jest bez sensu, bo to po prostu niedojrzała wersja)

3 ząbki czosnku

2 jabłka ze skórką

Wykonanie:

Wszystko myjemy, osuszamy, obieramy ze skórki (poza jabłkiem, które wydrążamy) i kroimy w mniejsze kawałki. W robocie kuchennym blendujemy wszystko partia po partii, gotowe warzywa wykładając do dużej miski, starając się nie rozgnieść wszystkiego na miazgę - no, ale drobno będzie na pewno. Na tę proporcję warzyw proponuję soli niecałą połowę MAŁEJ filiżanki. Wymieszać warzywa z solą bardzo dokładnie (w trakcie mieszania masa puści sok i stanie się jednolita) i przełożyć je do naczynia kamionkowego albo szklanego. Należy warzywa ugnieść tak, żeby nie było pęcherzyków powietrza, a na wierzchu położyć np. szklany talerzyk odpowiedniej wielkości - warzywa MUSZĄ być przykryte sokiem, więc ewentualnie na talerzyk położyć jakiś obciążnik, też najlepiej szklany lub porcelanowy. Naczynie przykryć np. kawałkiem gazy, który przytwierdzamy gumką albo sznurkiem.

Niech to stoi w temperaturze pokojowej przez 5-7 dni (obecnie raczej to drugie), a potem można kiszonkę przełożyć do mniejszych słoików i wynieść do piwnicy albo schować w lodówce.

Od razu wyjaśnię: nie mam nic przeciwko kiszonej kapuście. Wręcz przeciwnie, kocham ją i używam codziennie. Jednak w diecie, podobnie jak w życiu, liczy się różnorodność. Im więcej produktów włączamy do jadłospisu, tym jest to dla nas zdrowiej. Taka kiszonka nie tylko jest fantastyczna w smaku, ale jeszcze zawiera różnorodne składniki. Trzeba też przyznać, że przygotowanie dużego (około dwóch litrów - tyle wyszło mnie) garnka kiszonych warzyw bardzo ułatwia przygotowywanie codziennych zdrowych posiłków. Zamiast za każdym razem robić od podstaw jakąś sałatę, wyciągamy po prostu porcję kiszonki, dodajemy łyżkę oliwy i ... już.

Polecam gorąco!

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości