Doniesienia o tym, że kardynałowie i biskupi z pewnym ... ujmijmy to ... dystansem przypatrują się niektórym poczynaniom papieża Franciszka, dochodziły z Watykanu od dawna. W ostatnich dniach jednak, za sprawą synodu, sytuacja zaczęła coraz bardziej wyciekać do mediów świeckich, jak wiadomowo - uwielbiających styl nowego papieża. Dziś Onet opublikował artykuł będący kompilacją artykułów z prasy włoskiej. informujący o różnicy poglądów między książętami Kościołą a jego głową. Otóż papież miałby nie tyle popierać, ile chcieć inicjować rozmowy na temat możliwości udzielania ślubów osobom po rozwodzie, które żyją w powtórnych związkach, oraz uświęcenia małżeństw jednopłciowych. Od siebie dodam, że dyskusję ZAWSZE inicjuje się w celu zmiany istniejącego stanu rzeczy - inaczej taka dyskusja nie ma sensu (vide: przypadek prof. Hartmana). Biskupi, o wiele bardziej, jak się okazuje, od samego papieża, nie zgadzają się na taką dyskusję, co może się skończyć nawet niepodpisaniem przez nich wstępnego raportu).
Artykuł, jak artykuł. Moim zdaniem, choć skrótowo, to dość wiernie przekazuje istotę sprawy. Natomiast komentatorzy onetowscy nie zawodzą - i wcale nie mam ty na myśli całej tej typowej palikociarni, chamskiej, bezczelnej i bezdennie głupiej. Mam na myśli tę część komentarzy, którą podejrzewam o pewien wspólny impuls.
Jedna grupa tych komentarzy to ubolewania na biednym papieżem Franciszkiem, który - wreszcie - chce wprowadzić trochę upragnionego postępu do skostniałej instytucji, ale czy da sobie radę z księżmi - konserwatywnymi, pazernymi, grzesznymi ....?
Druga grupa to dość proste komentarze w rodzaju: niegdy nie chodziłem do kościoła, ale dzięki Franciszkowi powrócę na jego łono.
Trzecia zaś grupa to już wyznania wręcz chwytające za serce (i gardło). Czasem pisze się to we własnym imieniu, kiedy indziej - ciotki czy koleżanki, ale historia ta jest w gruncie rzeczy jednobrzmiąca: wyszłam za mąż, a mój mąż okazał się pijakiem/damskim bokserem/zdrajcą/pedofilem, więc poradziłam się księdza, a ten kazał mi cierpieć. Rozwiodłam się jednak dla dobra dzieci, a potem znalazłam szczęście u boku innego mężczyzny, który jest istniym aniołem i cudownym ojcem dla moich dzieci. Ale do kościoła nie chodzę, bo skoro nie mogę przyjmować komuniii, to po co? ... Ale gdyby papież Franciszek .... oczywiście, dama zaczęłaby w nagrodę uczęszczać na msze.
W żadnym - żadnym - komentarzu nie znalazłam żadnej głębszej refleksji na temat wiary, zasad ... Zero rozterek, bicia się z myślami, wątpliwości. Jedno, co tam jest, to: JA, JA, JA. I MOJE SZCZĘŚCIE. Tu i teraz. Na ziemi. A jeśli Kościół postąpi po mojej myśli, to JA się zastanwię, czy go zaszczycić swoją obecnością. Strasznie to wszystko płytkie, wręcz infantylne, i jeśli rzeczywiście jest sterowane, to można było postarać się choć odrobinę lepiej.
Poniżej dałam link do artykułu w Onecie, ale uprzedzam: głosy przyzwoite, nawet jeśli sterowane, zalane są wprost rzekami zwykłych palikociarskich fekaliów.
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/wloska-prasa-pisze-o-burzy-na-synodzie-biskupow/sh120
Inne tematy w dziale Społeczeństwo