Łaskę detoxu daj im, Panie.
Wedle utajnionej biblijnej Księgi Henocha, skrzydlaci bene ha Elohim (synowie Boga) przekazali ludziom wiedzę o kuciu mieczów i noży, o zaklęciach i ogrodnictwie, o odczynaniu uroków, o znakach na ziemi i słońcu, o cyklach księżycowych oraz o astrologii.
36 obserwujących
284 notki
370k odsłon
252 odsłony

Dylemat Europy 1 - czerwona, czy niebieska tabletka na wojnie?

Wykop Skomentuj5

Niezbadane są ścieżki i wyroki Opatrzności i czasem trzeba pójść mało prawdopodobnymi i szalenie krętymi drogami, by trafić prosto do celu...

image

Podczas wojny iracko-irańskiej w latach 80-tych ub. wieku obie strony przypisywały sobie tak wielkie i tak nieprawdopodobne sukcesy militarne kosztem sąsiada, że skłoniło to twórców brytyjskiego telewizyjnego programu satyrycznego „Not The Nine O`Clock News” do takiego przesunięcia nazw obu państw na mapie (co wymagało jedynie zmiany jednej litery), że Iran stał się Irakiem i vice versa – Irak Iranem, co elegancko sumowało absurdalność tamtej bombastycznej propagandy.

Podobnie stało się  w ostatnich latach z polityką europejską, gdzie prawica stała się lewicą i vice versa (gdyż "triangulacja polityczna" polegająca na przejmowaniu kluczowych elementów programu przeciwników -  doprowadziła do tego, że po kilku kampaniach wyborczych dawni oponenci, w praktyce - i ku zdumieniu wyborców - zamieniają się miejscami), i stąd politykom blisko do mimowolnych klaunów i komediantów, podczas gdy to "trefnisie" - satyrycy, komicy i kabareciarze - wypełnili powstałą pustkę w życiu publicznym, wchodząc w ich buty i nieraz dostarczając analiz zadziwiających swą trafnością.

image

To ogólne rozchwianie daje się też zauważyć na mapie Europy, bo zamieniając stosowne litery można by dziś spokojnie przesunąć „Za-chód” na wschód i odwrotnie – „Ws-chód” na zachód. Albo "E-ast" zamienić na "W-est", i vice versa....

Ale z przezwyciężeniem wielowiekowych uprzedzeń, stereotypów, obojętności i zwykłego ludzkiego braku zaciekawienia "Zachodu" losem i kulturą ludzi na "Wschodzie" to już tak łatwo nam nie pójdzie ...

image

(należy przy tym pamiętać, że choć Rosja faktycznie leży na wschodzie Europy
- ale tylko geograficznie... - i do "Wschodu Europy" nie da się jej pod żadnym względem zaklasyfikować

- gdyż reprezentuje całkiem odrębną cywilizację - => Turańskie oblicze Rosji)

Ale gdzie tak naprawdę kończy się (i jednocześnie zaczyna się) Europa...?

"I wszyscy posługiwali się tym - niekiedy niewypowiedzianym wprost, ale będącym fundamentem- założeniem, że "my-Zachód" to Francja, Niemcy, Belgia... ale już nie Polska czy państwa bałtyckie. (...)

Warto dużo zapłacić za to, żeby któregoś dnia, w takich - jak wyżej opisana - dyskusjach, zachodni politycy i zachodni wpływowi dziennikarze rozumowali w kategoriach "my-Zachód" rozumiejąc przez to tak samo dobrze Paryż, jak i Warszawę, Bukareszt czy Tallin.
 - = > Gdzie kończy się Zachod

Powszechny pogląd we Francji jest taki, że Europa kończy się na Niemczech.
Na wschód od nich są kraje, których się nie zna i nie rozumie.

- = > Dla Francji Europa kończy się na Niemczech

Czyli Europa to dla nich nadal wyłącznie "Zachód", a prawy brzeg Odry to już ..."D-z-i-k-i-e  P-o-l-a"...?

A dotąd to właśnie „Zachód” Europy (+ zamorskie kraje anglojęzyczne, w tym USA) był miarą wszystkiego i  hegemonem, centralą, drogowskazem i wzorcem rozwoju.

A „Wschód” Europy odgrywał rolę ubogiego i nieco zapóźnionego w rozwoju krewnego z b. głębokiej prowincji (co, poczynając od XVI wieku, wynikało ze stopniowego pogłębiania się ekonomicznego podziału kontynentu, - =>  Europejski dualizm gospodarczy)

Ale już tak nie jest...

image

Bo przede wszystkim nadchodzi wielkimi krokami moment końca pouczeń i strofowania  "Wschodu" przez elity zachodnie, które zawsze czuły się zobowiązane do wytykania i korygowania "błędów", nagminnie popełnianych, no, może nie przez "słowiańskich podludzi" - bo to jednak było pewne przegięcie i typowo teutońska finezja - ale przez "kmiotków ze wschodu", to już jak najbardziej...

image

Bo to przecież do nadzoru i dyscyplinowania "młodych wschodnioeuropejskich demokracji" (oficjalnie ten paternalizm jest kamuflowany jako "pomoc ustawowa i konstytucyjna") "Zachód" powołał takie instytucje, jak "Komisja Wenecka" w roku 1990.

A obecnie z pobłażliwością patrzy się tam na masakrowanie demonstrantów na ulicach katalońskich, czy też francuskich miast przez tamtejsze ZOMO - bo "tam przecież przestrzega się prawa", podczas gdy najmniejsze (najczęściej wydumane i rozdmuchane) podejrzenie o "łamanie praworządności i naruszanie wartości europejskich" na coraz wyraźniej emancypującym się "Wschodzie" (ostatnio - w Polsce, w Rumunii, na Węgrzech, czy w Czechach) wywołuje w "europejskich" stolicach i na unijnych korytarzach palpitacje serca, spazmy, wołanie o sole trzeźwiące oraz apele o sankcje...

Równie nerwowe reakcje wywołuje udana wolnorynkowa konkurencja "Wschodu" z regulowanym socjalizmem "Zachodu":

  • - jak np. zamykanie swoich rynków przed firmami ze "Wschodu" (pamiętacie siedmioletni okres karencyjny dla polskich pracowników w Niemczech, lub kłopoty "Orlenu" na tamtejszym rynku? czy też francuskie lamenty i obawy przed "polskim hydraulikiem"?)
  • czy też próby administracyjnego wypierania wschodnich (głównie polskich) firm transportowych z rynku, gdy te okazały się zbyt sprawne i zbyt silne dla lokalnych konkurentów.

Czyli "Zachód" na "Wschodzie" to może robić intratne interesy, ale "Wschodowi" na "Zachodzie" to już tego robić nie wolno.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale