Obserwując scenę polityczną, chyba mało kto wierzy, aby nowy Minister Edukacji i Nauki - Krzysztof Szczucki (jako członek nowego rządu Mateusza Morawieckiego) sprawował tę funkcję dłużej niż 2 tygodnie. Według planów dotychczasowej opozycji (czyli nowej koalicji), ministerstwo to zostanie podzielone na dwa odrębne resorty (jak przez lata było wcześniej): nauki i szkolnictwa wyższego kierowany przez nieznaną dotąd szerzej Karolinę Zioło-Pużuk z Lewicy (jako pracownik naukowy może będzie miała orientację, o co chodzi w tej branży) oraz ministerstwo nad przedszkolami i szkolnictwem do szczebla szkół średnich i policealnych włącznie pod wodzą rozpoznawalnej Barbary Nowackiej z Koalicji Obywatelskiej.
Złośliwie można by wytknąć, że parytet przyzwoitości zostanie złamany, ponieważ dlaczego przy podziale ministerstwa na dwa odrębne resorty nie przekazano jednego kobiecie, a drugiego mężczyźnie? Z logicznego punktu widzenia oczywiście nie ma to znaczenia, lecz symbolicznie ma stanowić triumf wojującego feminizmu? Kto na tym zyska?
Szkoła według ministra Czarnka miała bronić uczniów przed tzw. seksualizacją i nadmiernie wciskała martyrologię, której współczesna młodzież nie czuje ani nie rozumie (i w większości już nie ogarnie), dodatkowo łącząc ją z Bogo-Ojczyźnianym nurtem, a przy okazji niszcząc i tak już kruchą pozycję autentycznej religijności wśród młodego pokolenia. Istnieje ryzyko, że tymi samymi metodami w ramach odwetu edukacja pod wodzą sztandaru feministycznego będzie zwalczać to, co było, na rzecz skrajnego postmodernizmu za wszelką cenę i upowszechniania nowoczesnych zabobonów bądź rodem z pogaństwa (byle jak najdalej od chrześcijaństwa). Grzeczni nauczyciele zamiast akademii patriotycznych będą teraz organizować akcje promujące postępowość. Wszystko zgodnie z tzw. programem wychowawczym na podstawie corocznie ogłaszanych "priorytetów ministra". Czy niepokorni mogą liczyć na wyrozumiałość, czy też spotka ich ostracyzm oraz kara zgodna z demokratycznym prawem?
Polskie szkolnictwo w wielu placówkach unowocześniło się technicznie, ale w mniejszości mentalnie. Odchodzenie od kredy i zielonych lub czarnych tablic nie ma żadnego znaczenia. Niestety, niewiele zapowiada, aby nadszedł przełom i otwartość na naprawdę niezależne myślenie: bez ślepego odrzucania wszystkiego, co niezgodne z wizją ministra bądź nauczycieli albo uczniów. Praca w grupach zadaniowych ani prezentacje multimedialne czy dalekie wycieczki nie zastąpią kształtowania u młodzieży zdolności do refleksji i wolności w stawianiu także niewygodnych pytań oraz dyskusji - z szacunkiem dla każdego człowieka, lecz jednoczesną możliwością sprzeciwu wobec akurat obowiązujących poglądów. Inaczej wychowujemy dzieci reżimowe (nawet jeśli pod wolnościowymi hasłami).
Chciałbym zobaczyć cud, że moje czarnowidztwo nie sprawdzi się. I nadejdzie szkoła tolerancyjna dla różnych poglądów (zgodnych z prawem), mimo iż sprzecznych z ministerialnymi wytycznymi.
Jednak skoro nawet Roman Giertych dokonał metamorfozy (przed laty znany z zupełnie innych poglądów niż obecnie prezentuje), to w szkolnictwie niewyobrażalne zmiany okażą się także możliwe. Wspomnienie o Romanie Giertychu i Przemysławie Czarnku w tekście i nagraniu (linki poniżej). Zapraszam - Rafał Osiński
https://www.salon24.pl/u/rafal-osinski/1295110,czarnek-vel-giertych
https://youtu.be/btlGvAkj_mM?feature=shared


Komentarze
Pokaż komentarze (2)