Gerd Altmann z Pixabay
Gerd Altmann z Pixabay
Rafał Osiński Rafał Osiński
404
BLOG

Dlaczego szkolnictwo nęka "punktozą"? Za jaką cenę?

Rafał Osiński Rafał Osiński Edukacja Obserwuj temat Obserwuj notkę 11
Rankingi, rywalizacje w konkursach, wyścigi do bardziej renomowanych szkół. Jaki to ma sens? - warto zapytać w maju, kiedy odbywają się punktowane matury oraz egzaminy ósmoklasistów. "Punktoza" pomaga czy raczej szkodzi? W jakim stopniu decyduje o całym życiu?

Od ponad dwudziestu lat, kiedy wprowadzono reformę szkolnictwa autorstwa ekipy rządowej Jerzego Buzka (przygotowującą Polskę na nieodległe wejście do Unii Europejskiej), nastolatki uczą się dla punktów. Wcześniej świadectwa ukończenia szkół podstawowych i średnich (w tym maturalne) miały znaczenie, ale nie aż tak znaczące. O przyjęciu do szkół ponadpodstawowych i wyższych decydowały egzaminy wstępne. To na ten etap przekładał się stres. Zwłaszcza uczelnie wyższe miały pewną autonomię w doborze kandydatów. Egzaminy - głównie te ustne - mogły być jednocześnie nacechowane silnym subiektywizmem członków komisji. Teraz rekrutacja wydaje się bardziej obiektywna, czemu przypisujemy cnotę sprawiedliwości.

Egzamin ósmoklasisty przypada na trudny okres wejścia w dorastanie - przemęczenia hormonalnego adolescenta, któremu nauczyciele i rodzice usilnie próbują wmówić, jakoby od "jakości" szkoły ponadpodstawowej zależało jego całe dorosłe życie. Tymczasem gruntownie uczyć się (ale też obijać) uczeń ma szanse w każdym liceum - tym z czoła rankingów, jak i tzw. "szarego końca". Jeśli zaś nastolatek nie zmieści się w wymarzonym technikum, kompetencje zawodowe uzyska w szkole branżowej, jaka nie jest "ślepą uliczką", lecz pozwala na kontynuację kształcenia w wybranym fachu na poziomie średnim. Ewentualna porażka na egzaminie ósmoklasisty nie jest katastrofą. I lepiej w takiej atmosferze przygotowywać nastolatków niż w panice przed ryzykiem życiowej klapy. Następstwa silnego długotrwałego stresu przedegzaminacyjnego oraz kilkutygodniowego oczekiwania na wyniki mogą być znacznie poważniejsze dla przyszłości. Ze względu na szkody zdrowotne. Dysfunkcje zdrowotne skuteczniej blokują rozwój kariery niż pomoże w niej nawet najznamienitsza szkoła.

Dla większości nauczycieli różnych szczebli "punktoza" przez lata stała się już ich naturą. I niezbyt szerokie grono apeluje o uelastycznienie. "Punktoza" chroni przed zarzutami o faworyzowanie albo ocenianie z niechęcią. Ponadto jest zgodna z szerszym trendem międzynarodowym.

Matura już coraz rzadziej jest nazywana egzaminem dojrzałości. Bo z dojrzałością nigdy nie miała za wiele wspólnego, a teraz ma jeszcze mniej. "Punktoza" nie zweryfikuje dojrzałości - to dzieje się zdecydowanie w innych okolicznościach życiowych, do których szkoła nie przygotowuje.

A tym uczniom i rodzicom, którzy są zafiksowani na wyborze tej "jednej jedynej" rzekomo idealnej szkoły z poleceń znajomych i rankingów, warto uświadomić ryzyko, że w praktyce może okazać się miejscem udręki na najbliższe kilka lat. Rankingi według "punktozy" ani zachwyty innych nie są gwarancją trafności określonej szkoły dla dziecka. Zawsze warto być gotowym na awaryjne wyjście.

Więcej na ten temat w podcaście na You Tube: https://youtu.be/MqdvgT_eJgY  Zapraszam.

Rafał Osiński


Sprawy edukacyjne, ochrony zdrowia, społeczne i kościelno-religijne to bliskie tematy. Ale nie tylko. Jestem uważnym obserwatorem i pomagam, abyśmy nie utopili się w naszej rzeczywistości. Prowadzę kanały: https://www.youtube.com/@RafalOsinski-Czlowiekiembyc https://twitter.com/RafalOsinski_

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo