rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
38 obserwujących
45 notek
207k odsłon
  169   0

Wyprawa krzyżowa dzielnych rycerzy polskich II

Na ratunek wiedźmie

Nie dotrzymał stary wojownik słowa, ale nie nadszedł jeszcze przedświt, kiedy zbudził Spytka cichy i niepokojący dźwięk delikatnie łamanych pod stopami gałązek. Ktoś ostrożnie i z wolna zbliżał się ku nim, nieudolnie minimalizując dźwięk kroków i najwyraźniej usiłując ukryć swoją obecność.

Trwoga ogarnęła doświadczonego rycerza, któren nadal leżąc na ziemi zerknął w kierunku Mirko. Płomienie ogniska zgasły, a miecz leżał oparty o drzewo, obok umierającego druha. Należało zwinnie doskoczyć do broni, licząc na dosięgniecie jej nim będący bardzo blisko, niewidoczny i nieznany przeciwnik zdąży zadać cios.

Raz, dwa… - rachował w myślach Spytko i szykował się do ruchu – Trzy! – doliczył, błyskawicznie wstając i rzucając się w kierunku miecza, którego rękojeść złapał niemalże w locie.

Trzaskanie gałązek natychmiast ustało, a stary woj, mimo że z uwagą wlepiał wzrok w ostępy mrocznej puszczy, żadnej postaci nie dostrzegł. Napełniło się niewysłowioną grozą serce wojownika. Musi z wiłą, duchem lub upiorem mieć do czynienia – pomyślał i znak krzyża przed sobą ruchem ręki nakreślił w powietrzu.

Minęła minuta, a może nawet dwie, nim niepokojący, milczący impas został przerwany, ustępując miejsca dźwiękowi szybkiego, nerwowego i płytkiego oddechu. Nie padły jednak żadne słowa, a po czole wojownika zaczęły spływać strużki potu, kiedy jego rozbiegane oczy wyglądały niebezpieczeństwa. Prędko biło mu serce, a włosy powstały dęba na głowie na myśl, że może z jaką maszkarą ma przyczynek.

 – Pomogę mu, zratuję żywota Panie, jeżeli pozwolisz mi podejść – odezwała się niespodziewanie istota z lasu, prędko wyrzucając szeptem słowa. - Znam zioła, które ocalą Twojego druha, przysięgam – dodała.

- Ki diabeł z Ciebie, pokrako? – syknął Spytko, zapomniawszy, że z marami nie wolno w pogawędki się wdawać, boć potrafią zwodzić.

– Błagam, pomogę mu i zratuję żywota, jeżeli pozwolisz mi podejść – powtórzyła postać drżącym z przerażenia głosem, a w puszczy zamajaczyły w oddali rzędy niewielkich, szybko przemieszczających się pochodni.

Tedy ujrzał niewyraźny kontur wojownik. Niewysoka postać kryła się za drzewem, a następnie wyszła z uniesionymi rękoma. Ni diabeł ona, ale wiedźma pewnikiem – zmiarkował stary woj, miecza jednakże nie opuszczając, boć przecie może próbować rzucić czarownica jaki urok obmierzły.

Kroczyła wolno, idąc ku niemu z wyraźną obawą, aż w końcu przystanęła o kilka kroków od czubka miecza. Pędem zbliżały w ich kierunku żagwie z lasu, niesione przez słabo widocznych między drzewami ludzi. Tłum był liczny, a kiedy zatrzymał się nieopodal rzeki, wieśniacy - najpewniej zaskoczeni widokiem rosłego starca – pokazali w blasku pochodni swoje pełne złości oblicza.

Kilku z nich zsunęło się z niewielkiej skarpy i przystąpiło bliżej do Spytka i dziewczyny. Młoda białka dygotała na całym ciele. Nie wyglądała złowrogo, raczej reprezentując sobą rzecz wprost przeciwną – niewinność i kruchość ledwie wyrosłego kwiatu. Nie mogła mieć więcej niźli naście lat, dzieckiem jeszcze raczej będąc niż dorosłą kobietą.

- To przeklęty pomiot, zrodzony z podłego nasienia, Panie – zaczął przedstawiać sytuację jeden z wieśniaków. – Para się nieczystą magią i rzuciła klątwę nieurodzaju na nasze zbiory, marniejemy z winy narzuconych uroków – dodał.

- Kłamią, Panie! Jam jeno prosta białka – odparła dziewczyna krzycząc donośnie. - Zielem umiem leczyć po przodkach, ociec receptury zostawił – dodała i przysunęła się bliżej do Spytka, jakby obrony u woja szukała.

- Taka młódka zdaje się wasz mości – kontynuował chłop. – Mocy się mieć nijakiej nie wydaje, ale błądzi kto podobną myśl przyjmie, zrodzona ona bowiem z wieszczego rodu i ma nadprzyrodzone zdolności – podkreślił.

Zerknął stary woj na dziewkę, później popatrzył na wieśniaka, a końcem wzrok położył na leżącym pod drzewem, nieprzytomnym Mirko. Druh ledwie dychał, lecz jeno nadal wśród żywych pozostawał. Fałszywie lub prawdziwie rzucali na białkę podejrzenia – bez znaczenia były dla Spytka owe zarzuty, jeżeli mogła rannego kompana zratować.

- Bodajbyś, Panie, nie żałował nieroztropnej litości nad niebezpieczną białką. Młodziaka nie zbudzi, ino do piekła pośle lub w upiora przemieni – rzekł, odgadując myśli woja, inny z chłopów. – To diabelska krew, ni Krystusa, ni starych bogów nie uznaje i biesią magią się posługuje – zaakcentował wyraźnie.

- Bezbożnik był niegodziwiec Bałbod, niby mowę miał momotliwą, a prawdziwie - przeklęte zaklęcia wówczas rzucał. Ten odmieniec, z wiedźmy zrodzon – zawtórował im kolejny wieśniak, wskazując na młódkę. – Złorzeczy równie podle i na złe zaklął nasze zbiory, nędzy nam złośliwie przysparzając – dodał.

- Dość! Nie zwolę wam ukrzywdzić niewinnego dziecka! – odparł szorstko i zdecydowanie Spytko. – Pójdźcie precz albo wam porachuje gnaty, wstrętne ciury! – dodał przybliżając się do chłopów.

Twarze wieśniaków zrobiły się zacięte, pełne złości i nienawiści. Nie zamierzali łatwo przepuścić dziewce, ale woj był znacznie roślejszy niźli oni, więc potężna postura Spytka wzbudzała w nich postrach. Nie ośmielili się zaatakować, rozumiejąc iż nawet w kilku szansy ze zbrojnym olbrzymem nie mają nijakiej. Dobrze miarkowali – zasiekłby ich wartko.

- Bodajbyś, Panie, nie żałował. Obyś dzisiejszej nocy do końca żywota nie przeklinał! – rzucił jeden z nich, na prędce się wycofując – Przekażemy opatowi, żeś wiedźmę zratował, Panie – dodał, będąc już na skarpie.

Po chwili pochodnie zaczęły oddalać się, a kiedy wieśniacy zupełnie zniknęli w lesie Spytko odłożył miecz i przyklęknął przy Mirko. Po policzkach hardego zazwyczaj woja popłynęły łzy - maleńkim będąc, zupełnym pisklakiem niemalże, Mirko został mu przysposobiony do opieki i zawsze niby prawdziwy syn był.

- On zemrze, prawda? – zapytał dziewkę szlochając, a jednocześnie upatrując w owym przerażonym dziecku jakiejś lichej nadziei. – Nie ważne, czyś jest wiedźma lub inne licho - umiesz pomóc, zdam się na Twoją łaskę, bylebyś mu żywota zratowała – dodał.

- Zwą mnie Sława, Panie, i niem wiedźma lub inne licho, ino prosta zielarka – odparła dziewczyna, kładąc swoją małą i delikatną dłoń na ramieniu Spytka. – Musimy zabrać Twojego druha do mnie, być może będę mogła mu pomóc – dodała.


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura