165 obserwujących
1825 notek
4382k odsłony
2866 odsłon

Nowa partia Biedronia czarnym koniem wyborów 2019

Wykop Skomentuj212

Dlaczego tak uważam?

Bo, w Polsce nie może wiecznie być tak, jak to napisałem przed trzema dniami w cieszącej się niezwyczajnie pokaźnym zainteresowaniem Internautów notce pt. „Zapytanie blogerskie do pana Rafała Ziemkiewicza” – vide: https://www.salon24.pl/u/salonowcy/887877,zapytanie-blogerskie-do-pana-rafala-ziemkiewicza, cytuję:

politycy Trzeciej RP doprowadzili naród do choroby umysłowej zamieniwszy Polskę w jeden wielki dom wariatów, od lewa, przez środek, do prawa. I myślę, że się Państwo ze mną zgodzicie, że Polska weszła już na dobre w ostatnie stadium paranoidalnej schizofrenii zrodzonej z maniakalnej nienawiści wszystkich do wszystkich, za czym jest już tylko czarna dziura. Zaś najgorsze jest to, że skundlenie, chamstwo i zapaść estetyki intelektualnej rosną w postępie geometrycznym, - co nikogo już nie dziwi"

A teraz coś Państwu opowiem. Na przełomie lat 80./90. ubiegłego wieku, w czasie między pierwszym, a drugim małżeństwem utraciłem płynność finansową, a ponieważ na uczelni zarabiałem mniej więcej tyle, co paryski kloszard, - przez kilka lat z rzędu jeździłem latem do Prowansji, gdzie dorabiałem przy zbiorach czereśni. Zatrudniał mnie zaprzyjaźniony francuski farmer, właściciel ciągnących się po horyzont sadów czereśniowych, opodal pełnego rzymskich zabytków baśniowego miasteczka Mazan koło Awignonu. Ale nie tylko pieniądze i nieodparte piękno prowansalskiego krajobrazu ciągnęły mnie na południe Francji, lecz także, a na dobrą sprawę przede wszystkim mieszkający tam ludzie. Bo każdego dnia przed pracą, jak przed szóstą rano szedłem do miejscowej bulanżerii po bagietkę to wszyscy, powtarzam wszyscy mieszkańcy tego zaczarowanego miasteczka uśmiechali się do mnie jakby mnie znali od zawsze, pozdrawiając mnie życzliwie promiennym „bonjour!”, co już wtedy uświadamiało mi, że mieszkam w kraju nie do końca sobie przyjaznych ludzi patrzących na siebie wilkiem. I tak z upływem czasu, choć nie znaliśmy się przecież osobiście, zacząłem się w tym francuskim miasteczku czuć pośród zamieszkujących je mieszkańców bardziej swojsko niż w Polsce, gdzie wtedy trwała już tocząca się do dnia dzisiejszego wojna polsko polska rozpoczęta wybuchem stanu wojennego, kiedy to generał Jaruzelski i jego ludzie wypowiedzieli wojnę ludziom „Solidarności”, a potem orędownicy Jaruzelskiego zdradzili przy okrągłym stole tych, którzy się nigdy nie wyrzekli solidarnościowych ideałów. Bo to już wtedy Polska pękła na pół dzieląc się na tych, którzy dzisiaj są za Platformą i KOD-em, oraz tych, którzy poszli za Jarosławem Kaczyńskim.

Ale było jeszcze coś, co mnie ciągnęło na południe Francji, a mianowicie tolerancja. Już tłumaczę, o co chodzi. W maleńkim Mazan przeżyłem czarownie szaleńczy romans z pewną boską paryżanką. Manu, - tak na nią wołano od imienia Emanuele, miała wtedy 24 lata, ja zaś 46 wiosen. Nie dziwota tedy, że w małym miasteczku, w którym wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, romans dojrzałego mężczyzny, w dodatku Polaka, z młodziutką studentką z Paryża wywołał sporą sensację. Ale z biegiem dni, gdy mieszkańcy Mazan spostrzegli, że jest to prawdziwe uczucie, sami nas pokochali. Nikt się na ten flirt zrodzony w rajskim czereśniowym sadzie  nie oburzał, a wręcz przeciwnie całe miasteczko przeżywało razem z nami tę miłość, wspomagając nas dobrym słowem i szczerymi uśmiechami pełnymi serdecznej życzliwości. A gdy pewnego dnia Manu oznajmiła mi, że przyjeżdżają do niej w odwiedziny rodzice, śmiertelnie przeraziłem się tym faktem. Lecz, okazało się, że tata Manu, francuski pisarz, i jej mama znana paryska dziennikarka spędzili z nami przeuroczy weekend jednym słowem nie wspominając o różnicy wieku, między mną, a ich jedynaczką, a gdy na pożegnanie ojciec Manu uścisnął mi przyjaźnie rękę i patrząc mi w oczy powiedział, iż bardzo się cieszy, że Manu spędza najszczęśliwsze w jej życie wakacje, - zrobiło mi się wstyd, że moja zaściankowa mentalność nie dopuszczała możliwości takiej reakcji rodziców kochających ponad wszystko swoją córkę. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, jak my Polacy mamy jeszcze daleko do prawdziwie wolnego i wyzwolonego świata od tego, o czym mówi teraz w swoich encyklikach tak nielubiany przez polskich purpuratów papież Franciszek.

Dlaczego to opowiedziałem? Otóż myślę, że jest coś, czego dzisiejsi Polacy podświadomie pragną kompletnie sobie tego nie zdając sprawy. Czuję bowiem przez skórę, że po tej bezustannej politycznej młócce trwającej od czasu wybuchu stanu wojennego Polakom jak kani dżdżu potrzebny jest:

 „przyjazny ludziom, bezinteresownie szczery uśmiech na co dzień

A, co by o nim nie mówić, to właśnie może dać Polakom zawsze życzliwie i szczerze uśmiechnięty Robert Biedroń, który jako prezydent Słupska pokazał, iż mimo naszego polskiego kołtuństwa potrafił zmienić kody komunikowania się z ludźmi, czym moim zdaniem trafia w gusta młodego pokolenia, które porozumiewa się w języku kompletnie niezrozumiałym dla przeżartych wciąż żywą dulszczyzną jajogłowych zgredów dzierżących obecnie w swoich rękach kluczowe stanowiska w państwie. A młodzi chcą, żeby było po polsku, patriotycznie, ale jednocześnie radośnie, miło, sympatycznie, bez tej dołującej ludzi toksycznej martyrologiczno-bogoojczyźnianej żółci, a przekaz idący z góry był zgodny z formami komunikacji, jakie oni preferują. I mówcie, co chcecie ale Robert Biedroń wyraża swoje myśli w takim właśnie opakowaniu, - bez trucia, marudzenia, doradzania, pouczania i moralizowania. Ma być miło i radośnie. Powiem więcej. Pomijając kontekst partyjnych programów gospodarczo-politycznych, który dla znakomitej większości polskich wyborców ma znaczenie, jeśli nie trzecio, to drugorzędne, nikt nie może zaprzeczyć, że zawsze przyjaźnie uśmiechnięty (?) Biedroń ma tę potrzebną ludziom do szczęścia charyzmę, przyjazny ludziom sposób bycia i magnetyczną osobowość, która pozytywnie wpływa na innych, poprawia im samopoczucie, poszerza wyobraźnię i budzi ochotę do życia i działania. A do tego ma jeszcze polot, wrodzony instynkt aktorski, sporo malarskiej fantazji i cały ocean dobroduszności. Ale to jeszcze nie wszystko. On potrafi się bawić tym, co robi. I jeszcze jedno. Biedroń stara trzymać się zasady: „nic złego o nikim”, a co bardzo ważne, ma ten naturalny i nieudawany luz blues, który uwielbiają ludzie nieobciążeni komuną.

Wykop Skomentuj212
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka