31 obserwujących
574 notki
618k odsłon
1833 odsłony

Czego chcą ekolodzy?

Wykop Skomentuj125

Powiem szczerze, że kompletnie nie rozumiem sposobu myślenia (części) prawicy. Często w dyskusji używają oni błędnej argumentacji, czyli stosują nagminnie tak zwaną równię pochyłą. Cóż to jest? Powiedzmy, że w notce pisałbym o konieczności ograniczenia spożywania cukru przez dzieci. Postulat jak najbardziej słuszny, nikt nie zaprzecza, że cukier w nadmiarze szkodzi i jego ograniczenie będzie dla dzieci dobre. Na to ktoś mi jednak odpisuje, że chcę, by dzieci głodowały... To jest właśnie argumentacja typu równi pochyłej.

Gdy w notkach postuluję konieczność ochrony środowiska i ograniczania (hiper)konsumpcji zawsze znajdzie się de... ktoś, kto mi piszę, że ekolodzy chcą przeprowadzić depopulację. Nie, nie chcę tego ani ja, ani nikt z moich znajomych ani żaden z naukowców, badających wpływ cywilizacji na przyrodę.

Czym innym jest bowiem postulat ograniczania PRZYROSTU ludności a zupełnie czym innym depopulacja. Ograniczając przyrost naturalny ludności w żaden sposób nie może być mowy o depopulacji a to, czy liczba ludności świata osiągnie poziom dziesięciu miliardów w roku 2040 czy w 2060 przy ograniczeniu przyrostu ma kolosalne znacznie dla środowiska - zużycie energii, wydobycie zasobów i produkcja zanieczyszczeń to prosta zależność między ilością ludzi na świecie a poziomem konsumpcji.

Co jest złego w postulacie, by w bogatych krajach kobiety same decydowały o tym kiedy chcą mieć dzieci i ile ich chcą mieć, dzięki antykoncepcji? Świadome macierzyństwo to też - jak dla mnie - lepsze macierzyństwo. Oczywiście to w żaden sposób nie rozwiązuje problemów zanieczyszczania środowiska a tylko - aż - daje nam nieco więcej czasu. Przy czym te dwie, trzy dekady mogą mieć znaczenie - przykładowo szacuje się, optymistycznie, że komercyjne wykorzystanie technologii syntezy termojądrowej rozpocznie się za jakieś trzydzieści - czterdzieści lat... Choć mówi się tak już od kilku dekad a przełomu jak nie było, tak nie ma.

O ile jeszcze temat ograniczenia przyrostu populacji jest kontrowersyjny i mogę tu zrozumieć narosłe nieporozumienia i niezrozumienie, tak nie rozumiem używania pseudo argumentu równi pochyłej w kolejnym postulacie, czyli konieczności samoograniczenia się w hiperkonsumpcji.

Przykładowo, gdy piszę o konieczności ograniczenia zużycia energii bardzo często ktoś pisze, że jest to równoznaczne z powrotem do czasów jaskiniowców. "Zamieszkaj w jaskini, myj się zimną wodą, tego, arbuzy, chcecie?"

Nie. Nie chcę tego. Z postulatu oszczędności energii i zasobów WCALE nie wynika powyższe. Co więcej bardzo często można to obecnie robić nie rezygnując z komfortu, jaki zapewnia cywilizacja a nawet go można zwiększyć! Jak to, zapytacie, przecież to absurd!

A ja podam przykład, który nie raz już tu stosowałem: stary dom, wybudowany w latach 70tych XX wieku zużywa nawet sześćdziesiąt (!) razy więcej energii od domu zbudowanego obecnie! Dzięki termomodernizacji można oszczędzić ogromne ilości energii nie rezygnując z komfortu a oszczędzając środki finansowe na przyszłość.

Jednak najwięcej kontrowersji i emocji wywołuje zawsze postulat odejścia Polskiej energetyki od węgla. Podnosi się wtedy argumenty, że jest to najtańsze źródło energii, że mamy ogromne zasoby, że Niemcy wydobywają więcej i emitują też więcej, że jest to atak na naszą gospodarkę. Kompletnie się z tym nie zgadzam, ale w odróżnieniu od częsci blogerów postaram się to udowodnić merytorycznie argumentując. Zacznijmy jednak od kwestii wyjściowej:

Klimatolodzy, mając na to wiele solidnych dowodów, twierdzą, że dalsze spalanie paliw kopalnych sprowadzi na nas katastrofę klimatyczną. Nie jest to bynajmniej, jak twierdzi część prawicy, nowość, tylko od dawna ugruntowana wiedza. Już w 1860 roku szwedzki badacz, Svante Arhenius (przodek Grety Thunberg:P) pisał, że spalanie węgla może powodować w przyszłości wzrost temperatury a zmiany stężenia dwutlenku węgla w atmosferze dobrze tłumaczą prehistoryczne zmiany klimatu.

https://www.igf.fuw.edu.pl/pl/articles/popularyzacja-l/historia-wspolczesnej-fizyki-k-72018-05-22/

Artykuł z 1911 (!) roku o teorii antropogenicznego ocieplenia: https://books.google.pl/books?id=Tt4DAAAAMBAJ&pg=PA341&lpg=PA341&dq=this+tends+to+make+the+air+a+more+effective+blanket+for+the+earth&source=bl&ots=QvdH-SgFLl&sig=WiPUNOIzM6udOSTBm2VXzRQB9K8&hl=en&sa=X&redir_esc=y#v=onepage&q&f=false

Ale, jak to w nauce bywa, hipoteza Arheniusa spotkała się - i tak zawsze jest - z głosami przeciwnymi, naukowców zupełnie się z nią nie zgadzających. Mieli oni solidne argumenty na tezę zupełnie przeciwną: klimat będzie się ochładzał, ponieważ znajdujemy się w cyklu zmian nachylenia osi Ziemii (cykl Milankovica, mocno skrótowo) prowadzącym do zlodowacenia w czasie tysięcy lat a słabnąca moc Słońca - od mniej więcej lat 50tych XX wieku - przyśpiesza nieco ten proces. Dodatkowo w latach 1950 - 1970 bardzo poważnym problem było zapylenie atmosfery i emisja tlenków siarki, co przyczyniało się do kwaśnych deszczy... i ochłodzenia klimatu (aerozole siarkowe odbijają promieniowanie słoneczne i zwiększają albedo).

Wykop Skomentuj125
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości