Blog
Moimi oczyma
Zuzankin
Zuzankin Magister historii i teologii
0 obserwujących 20 notek 9694 odsłony
Zuzankin, 11 września 2017 r.

Wąż w trawie

108 2 0 A A A
Witajcie! Zdaję sobie sprawę, że mocno zaniedbałam bloga. Tak, mea culpa. Przyczyny tego stanu były naprawdę ważkie. Nie wchodząc zbyt w szczegóły, postaram się Wam opowiedzieć dlaczego ostatnio tak długo milczałam. Powód jest prosty. Choroba. Jak wiadomo, nie wybiera. Pytanie tylko czy stan, w którym obecnie się znajduję, będzie oczyszczającym katharsis i drogą do dorosłości czy upadkiem w przepaść pod ciężarem cierpienia... Na tej swojej chorobowej drodze wiele już musiałam przejść, a doskonale wiem, że to jeszcze nie koniec. Począwszy od zdziwienia, nawet mnie samej i moich najbliższych po naciski, że może "daruj sobie walkę z tym ustrojstwem i może od razu adoptuj, albo poddaj się procedurze IVF". To zupełnie tak jakby powiedzieć (wbrew logice), iż techniki wspomaganego rozrodu (ART), której częścią jest IVF leczą problem niepłodności. A to jedno, wielkie kłamstwo, na którym nieźle się zarabia, wykorzystując bezradność i zagubienie chorych ludzi. IVF stanowi rodzaj obejścia problemu niepłodności. Choroba i jej przyczyny pozostają niezdiagnozowane i nieleczone, no ale przecież liczy się "efekt końcowy" w postaci dziecka. Jest dziecko? No jest. A kto by się tam przejmował "drobiazgami". Przecież to Ciemnogród wciska nam takie informacje. Co on (ten Ciemnogród) o tym wie? Ja jestem przedstawicielką tego Ciemnogrodu. I dlatego, że zmagam się z chorobą cywilizacyjną, do tego przewlekłą, bez dostatecznie jasnego początku, mówię Wam: Kobiety! Mężczyźni! Nie wierzcie w te kłamstwa! Jeśli naprawdę potrzebujecie wiedzy na temat technik ART, leczenia niepłodności, przyczyn tej choroby, czytajcie książki medyczne, artykuły z prasy medycznej. Przeglądajcie strony internetowe! I dowiedzcie się w końcu, że niepłodność MOŻNA SKUTECZNIE LECZYĆ. Rozmawiajcie z ginekologami. Szczególnie z takimi, którzy znają się na tym problemie. Zaraz pewnie usłyszę: "Nie ma takich, lub jest ich niewielu". Z pierwszą częścią zdania się nie zgadzam. Są w Polsce ginekolodzy, którzy zęby zjedli na pomocy parom z niepłodnością i na skutecznym leczeniu.. Łatwo znaleźć o nich informacje w internecie. Stwierdzenie, że jest ich w Polsce niewielu i czeka się w kolejce na zapis, to jest prawda. Zapotrzebowanie jest dużo większe. W Polsce brakuje także specjalistów od andrologii, czyli męskich ginekologów (niezłe, co? facet u ginekologa? A jednak!). Obecnie jest ich tylko 15!!!! Dramat! Niektórzy nie postrzegają niepłodności nawet jako chorobę. A to błąd. Światowa Organizacja Zdrowia uznaje niepłodność za chorobę, a nie fanaberię. Definiuje ją jako: „niepełnosprawność objawiającą się niemożnością zajścia w ciążę pomimo regularnego współżycia przez 12 miesięcy bez stosowania środków antykoncepcyjnych”. Oprócz tego nasza choroba (tak, dobrze widzicie NASZA WSPÓLNA CHOROBA) jest chorobą o charakterze przewlekłym. Choroba ma nieznany początek. Jest podstępna niczym wąż w trawie. Cichutko pełznie do Ciebie kobieto, a potem, gdy Cię już zaatakuje, zaciska się na Twojej szyi. Sączy jad zwątpienia i zgorzknienia. Nie widzicie dróg wyjścia. Każdy chętnie pośpieszy z jakąś dobrą radą i tanim wsparciem. Nie ma jednak chętnego do położenia się na lodowatym stole operacyjnym w celu wykonania diagnostycznych badań. Do tego dochodzi poczucie osamotnienia, bo wszędzie widzicie pary z dziećmi, a Wy ciągle tylko dla siebie....Rodzina też nie pomaga. Po pełnych troski pytaniach „KIEDY” teraz zaczęli pytać....”CZY WY W OGÓLE MOŻECIE”. Na tak postawione pytania odpowiadamy: - Kiedy? Jak przyjdą Szwedy - Z boku, z lewej, prawej, kilka razy, a może nawet kilkanaście, czasem podczas podwieszania do sufitu ;) Trzecia bardziej „cywilizowana” taktyka mierzenia się z niewygodnymi, choć naturalnymi pytaniami, to odpowiedź: - Jak Pan Bóg dopuści to i z kija wypuści. Do tego, ten podstępny wąż wmawia Ci, że to kara za WASZE grzechy, Bóg tak chciał. A Wy słabeusze teraz gińcie, bo tako rzecze wąż. Stop!!! ŻADNA KARA, ŻADNE TAM GADKI W STYLU „Bóg tak chciał”. Bóg daje to trudne doświadczenie dla Małżonków, być może po to, aby ich miłość była nie do zdarcia, nie do zniszczenia przez zawistnych ludzi i świat, który stanął na głowie. Gdyby nie Mąż i szerokie grono moich osobistych Aniołów, z całą pewnością trafiłby mnie już szlag. Długo szukałam także wsparcia Kościoła. Powiem Wam otwarcie: łatwiej jest w polskim Kościele znaleźć wspólnoty skupiające osoby żyjące w związkach niesakramentalnych niż dla osób zmagających się z dramatem niepłodności. Tak, to gorzka konstatacja. Dość powiedzieć,, że w samej Warszawie jest dosłownie jedno (1) tak ważne duszpasterstwo (dla zainteresowanych podaję adres: http://www.pragniemypotomstwa.pl/). Spotkania odbywają się raz w miesiącu (każda II niedziela miesiąca) na warszawskich Stegnach, w parafii NMP Matki Miłosierdzia dzięki uprzejmości Ojców Marianów. Opiekunem duchowym wspólnoty jest ksiądz Tomasz Nowaczek. Grupa ma jak już napisałam własną stronę www, a także na FB. Zrzesza nie tylko małżeństwa oczekujące potomstwa ale także te, którym udało się zostać biologicznymi czy adopcyjnymi rodzicami. Wracając do węża w trawie. Nie należy go słuchać. Trzeba dać mu zdecydowany odpór poprzez modlitwę, stan łaski uświęcającej, zgłębianie Pisma Świętego czy inne budujące lektury. Warto także otaczać się właściwymi, dobrymi i wartościowymi ludźmi, którzy będą nas wzmacniali swoim przykładem życia i życzliwą, ufną modlitwą i trwaniem, kiedy już tylko to pozostanie. O moich Aniołach ciężko nie mówić bez wzruszeń...Rodzice, siostra z rodziną, babcia, Mąż, no i dobry zespół medyczny, a czasem tabun koleżanek, który wysłucha biadolenia tylko na jeden temat. Bo tak już jest, iż każda kobieta zaprogramowana jest na macierzyństwo. Jak potomstwo się nie pojawia czuje się gorsza, niespełniona, traktuje swój stan jako karę. W moim wypadku cały tak czas jest. Robię Bogu wyrzuty, że skoro stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo, z motywu, którym była Miłość gotowa pójść za mnie na Drzewo, to dlaczego dopuszcza i pozwala, abym czuła się gorsza od kobiet, które mają swoje dzieci? Dlaczego czuję zazdrość i złość? Czuję, że ona dostają dzieci w prezencie, za nic, praktycznie bez zbędnych starań i trudów?? Bach i już. Nawet mnie, teologowi, ciężko znaleźć odpowiedź, zrozumienie, sens i fakt, że Bóg mnie w tym wszystkim kocha. Jeszcze gorzej jest, gdy próbuję o tym rozmawiać z innymi. Ból wypowiedzenia tego trudnego zdania, dławi gardło. I najgorsze są te spojrzenia, na mnie i na Męża, jakbyśmy byli zombie z innej planety - jedne pełne politowania i pogardy, inne, przepełnione zdaniem z Ewangelii, gdy w synagodze spotykają się faryzeusz i celnik: "Boże, dobrze, że nie jestem jak tamten celnik".... W tym całym gąszczu wężowych szeptów są jeszcze ci bezimienni Samarytanie i rodzinne Anioły. Liczę na to, że dzięki nim nie zamkną mnie u świrów i już całkiem niedługo będziemy we trójkę. Wiara jeszcze się tli, choć jest nieźle przykurzona i nadwątlona. Poszukująca wytchnienia i ostatecznej możliwości pokonania węża ukrytego w trawie i czekającego tylko jak nas pokąsać.
Opublikowano: 11.09.2017 19:05. Ostatnia aktualizacja: 12.09.2017 08:34.
Autor: Zuzankin
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Szczęśliwa Żona swojego Męża. Katoliczka rzymska, tradycjonalistka. Nacjonalistka. Dziennikarka.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dzięki za życzenia :) Kobieta ma o wiele silniejszy instynkt niż mężczyzna i nie jest jej...
  • @KAYAK123 To Pańskie zdanie, że jest to szkolne wypracowanie. To opracowanie miało mieć...
  • @JULIAN ARDEN Musiałam zmieścić się na tylko 5 stronach....miałam, więc mocno zawężone...

Tematy w dziale Społeczeństwo