284 obserwujących
1322 notki
4145k odsłon
5037 odsłon

Kościół nie może powtórzyć błędu z rozliczeniem agentów. O filmie "Tylko nie mów nikomu"

Wykop Skomentuj100

W ciągu zaledwie czterech dni film braci Sekielskich zebrał blisko 15 mln odtworzeń na Youtubie. I nie ma co się dziwić – wreszcie powstał wstrząsający dokument, nawet, jeśli niepozbawiony wad. To zupełnie inny wymiar dyskusji o problemie Kościoła niż głosy antyklerykałów czy fabularny „Kler”.

Przyznam się, że „Tylko nie mów nikomu” wgniótł mnie w fotel. Spodziewałem się mocnych akcentów, ale uczciwie dodam: zmieszanych z antykościelnymi wstawkami, oskarżeniami bez stuprocentowych dowodów, wreszcie obrazu niezwykle upolitycznionego i przesączonego publicystycznymi tezami.

Muszę na wstępie pogratulować Tomaszowi i Markowi Sekielskim, że mówiąc o pedofilii, skupili się na konkretnych przykładach i oddali głos zniszczonym ofiarom przez duchownych, wskazanych wprost na ekranie. Po latach ci, którzy noszą w sobie niewyobrażalne cierpienie, mogli stanąć twarzą w twarz ze swymi oprawcami. Czy gdyby nie autorzy dokumentu, doszłoby do przełamania w ich życiu? Wątpię. Zwykły człowiek, bez kontaktów i znajomości nie znalazłby po 40 latach kapłana, który zaszył się gdzieś w domu cichej starości. Pomijając, że wciąż pokutuje w sporej części społeczeństwa pogląd, że ksiądz to symbol świętości, zatem nie mógł aż tak zgrzeszyć, wykorzystać bezbronnej i najmłodszej istoty – dziecka.

Przypadki prawdziwe

Czy film „Tylko nie mów nikomu” kogokolwiek skrzywdził? Nie – każdy przypadek ma potwierdzenie w faktach, żadnego nie zanegowała hierarchia kościelna. O niektórych już wiedzieliśmy, ale nawet, jeśli powszechna była wiedza o skazaniu ks. Dariusza Olejniczaka na ponad dwa lata więzienia i sąd zakazał mu kontaktów z dziećmi, to autorzy „przyłapali” go na prowadzeniu rekolekcji dla dzieci. Trzeba uczciwie przyznać: gdyby nie reportaż, kapłan nadal łamałby wyrok sądu i mógłby skrzywdzić kolejne ofiary.

To, że ks. Franciszek Cybula był w latach 1969-1990 tajnym współpracownikiem SB Wydziału IV w Gdańsku o pseudonimie „Franek”, wiadomo było od lat. Już na początku lat 90. książka o wymownym tytule „Konfidenci” jednoznaczne sugerowała, że zapiski ewidencyjne na temat TW wiążą się z kapelanem Lecha Wałęsy. Mimo wszystko, duchowny był najbliższym współpracownikiem prezydenta. Nikt jednak nie podejrzewał, że Cybula był pedofilem. To jedna z najbardziej wstrząsających scen w filmie – wcielone zło, tuż przed odejściem na tamten świat, przyznaje się do zbrodni na mężczyźnie, któremu patrzy w twarz. Wyśmiewa go, że był przecież męski jako dziecko, a może potrzebuje pieniędzy? Podobnie jest w ostatnim opisanym w filmie przypadku – Eugeniusza M. Kustosz bazyliki licheńskiej uciekł i z Lichenia i przed wspomnieniami o swych grzechach sprzed 40 lat. Ofiara wpływowego kapłana napisała do autorów „Tylko nie mów nikomu” list. Opisała w szczegółach, jak była gwałcona, jak cierpiała i znikąd nie uzyskała pomocy, Kościół milczał. I to, co chwyta za serce, być może wbrew intencjom Sekielskich: molestowany chłopak wybrał drogę kapłańską, a przecież miał prawo wykląć wspólnotę i wymazać ją ze swego życia.

15 mln osób na własne oczy ujrzało konkretne przykłady grzechów Kościoła: nie tylko czyny pedofilskie, ale zmowę milczenia niektórych wysokich hierarchów, przenoszenie gwałcicieli z parafii na parafię i rozpacz osób, których życie już od najmłodszych lat zostało napiętnowane. I teraz od przewodników polskich duszpasterzy zależy, jaki będzie efekt filmu i lawiny zwierzeń, jaka nas niechybnie czeka: oczyszczający czy wstrząsający.

Ten drugi może prowadzić do kryzysu wiary w instytucję kościelną, a przykład Irlandii – choć dziś jeszcze nieprawdopodobny – powinien być dla wszystkich zainteresowanych ostrzeżeniem. Afera pedofilska, oczywiście na większą skalę, doprowadziła najpierw do odpływu wiernych i pustych ław w kościołach. Dopiero później episkopat irlandzki złożył masowe rezygnacje, a śledczy mieli pełne ręce roboty.

Braki, niedopowiedzenia, przekaz podprogowy

„Tylko nie mów nikomu” nie jest pozbawiony wad. Największą pretensję kieruję w stronę wątku z pomnikiem ks. prałata Henryka Jankowskiego. W pewnym momencie Sekielski uwiecznia obalenie pomnika kapelana „Solidarności” w Gdańsku. Jest oczywiste, że będzie ciąg dalszy historii: pojawią się ofiary molestowania ze strony słynnego duchownego, nowe dowody, relacje, dokładnie to, co widzieliśmy wcześniej i później w dokumencie. Nic jednak takiego się nie dzieje – pokazywany jest Lech Wałęsa, który bronił ks. Jankowskiego po serii reportaży „Gazety Wyborczej”, a następnie Sekielscy koncentrują już uwagę na ks. Cybuli. To oczywista wyrwa w reportażu. Brakuje choćby kilku zdań informacji o tym, że większość opisywanych przypadków dotyczy księży z przeszłością kapusiów w SB. Jedna uwaga: wbrew temu, co twierdzą krytycy Sekielskiego, współpraca z bezpieką nie była przyczyną pedofilii wśród uległych kapłanów, a najczęściej jej efektem. To nie było tak, że oficer prowadzący klepał po plecach agenta w strukturach Kościoła i nakłaniał do molestowania dzieci. Było dokładnie odwrotnie – esbek, wiedząc, że ksiądz ma skłonności pedofilskie lub ciągoty do kobiet, niemal wymuszał na grzeszniku współpracę. Dlatego to, że Sekielscy nie podają tych informacji, jest świadectwem zaniedbania, a nie celowego chronienia agentów w sutannach. W dodatku zarejestrowanych księży jako TW w latach 80. było ok. 10 proc. ogółu. To dużo i mało, zależy z jakiej perspektywy analizuje się statystykę. Czy oznacza to, że aż tylu było pedofilów w stanie duchownym? Oczywiście, nie.

Wykop Skomentuj100
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo