2 obserwujących
58 notek
37k odsłon
138 odsłon

Odtwórcze piętno prac naukowych

Wykop Skomentuj4

Dziwi mnie, dlaczego zdecydowana większość (o ile nie wszystkie) współczesne, humanistyczne prace postrzegane w charakterze naukowym od prac dyplomowych na symboliczne zaliczenie kolejnych etapów szkół wyższych aż do poważnych pozycji książkowych większego formatu nie wiążą się nawet z minimum samodzielnej pracy i kreatywności, które bezlitośnie uśmierca w nas państwowy system oświaty tak na poziomie podstawowym, jak i przede wszystkim na tak zwanym: „wyższym.” Niegdyś, aby ukuć porządny tekst na wiele stron i jeszcze więcej akapitów trzeba było nieco: „ruszyć głową”, uruchomić szare komórki wraz z naturalnym uposażeniem piątki zmysłów i wysilić się, precyzyjnie prześledzić opisywane procesy, poszukując odpowiedzi na liczne pytania, badając świat, dokonując obserwacji, prowadząc dyskusje i wywiady, poszerzając horyzonty poznawcze, podróżując, analizując wyciągnięte wnioski, itp., czyli wykorzystując źródła uniwersalne i ogólnodostępne. Dzisiaj wydaje mi się to bardziej pracą odtwórczą, która często zahacza wręcz o plagiatowanie, polegającą na nieustannym posiłkowaniu się pracami cudzymi, już stworzonymi, a nieraz nawet niemal dosłownym przepisywaniu z nich treści po delikatnych zaledwie korektach formy i szyku zdań przy użyciu wyłącznie utartych formułek i schematów.

Mimo, że jak pisał średniowieczny filozof i teolog, Bernard z Chartres: „jesteśmy jak karły, które wspinają się na ramiona gigantów”, to nie musimy ich kopiować w skali 1:1, zaś wzbogacać ichni dorobek własnym wkładem badawczym. Po cóż więc te obszerne bibliografie i marnowanie czasu na ślęczenie po nocach nad przypisami, wałkowanie tych samych pojęć i definicji, po co zawracać sobie głowę literaturą przedmiotu, którą każdy już zna na pamięć i od dawna widuje na półkach bibliotek, zaczytując się tak w pochlebnych jak i wyraźnie polemicznych recenzjach? Dlaczego mamy bez przerwy korzystać z dorobku innych autorów jakby kapitulując i przyznając, że nic nowego nie da się już wymyślić, zamiast od zera zbudować własny na podstawie przemyśleń i wniosków z obserwacji bez punktów zaczepnych w formie sfinalizowanej? Czy jesteśmy głupsi od swoich przodków, którzy nie mieli tak swobodnego dostępu do tych wszystkich dzieł? Czy posiadamy mniejszy potencjał niż ludzie żyjący całe wieki temu do tego stopnia, by oszczędzać sobie wysiłku i kroczyć po linii najmniejszego oporu? Czy wreszcie jedynym kryterium pojęcia na jakiś temat musi być znajomość szeregu lektur na pamięć? Być może znacznie trudniej byłoby nam wówczas dotrzeć do interesujących nas danych, a wygoda nie równa się ignorancji, ale czyż nie na wnikliwym badaniu i stawianiu sobie poprzeczki, wyznaczającej poziom trudności jak najwyżej bez taryfy ulgowej polega rzetelna praca naukowa? Oczywiście, nie warto wyważać już otwartych drzwi, ale można je bardziej rozszczelnić na własną rękę. Może być to istotny zbiór ciekawostek dla pasjonatów, zainteresowanych nieco szerszym nakreśleniem zjawiska, ale przeszłość odegrała już swoją rolę, którą warto znać, ale nie uprawiać przy tym pożałowania godnych kopiuj-wklejek w nieskończoność. Rozumiem, że bez ichnich odkryć świat nauki stałby w miejscu, ulegał stagnacji i nie dysponowalibyśmy nawet połową dzisiejszej wiedzy, której podwaliny stawiali, więc wiele im dzisiaj zawdzięczamy. Akceptuję to, że każda nowa informacja wspiera się na fundamencie starej i aby dotrzeć do sedna najpierw należy zapoznać się z podstawami danej dziedziny nauki czy konkretniej badanego jej obszaru. Nie pisali przecież dla siebie, ale dla przyszłych pokoleń, aby ich reprezentanci swobodnie z tego korzystali i sobie przekazywali lub tłumaczyli na inne języki, źródła są ważne i możemy się z nich nauczyć wielu przydatnych i pożytecznych rzeczy, mogących nam służyć przez wiele lat i rozbudzających naszą świadomość. Mimo to jednak czy taka postać bazowa musi być nam dzisiaj niezbędna w dobie internetu, swobodnej migracji ludności, komunikacji międzynarodowej, itp? Czy nie istnieją mechanizmy ułatwiające pracę na tyle, by nie musieć sięgać po często jawiące się jako nużące i monotonne: „ceglane” pozycje autorów z wieków ubiegłych?

Oczywiście, aby lepiej poznać genezę i charakterystykę omawianej materii taka wiedza okaże się przydatna, ale zaledwie powierzchownie. Część pracy, należąca do: „ducha dziejów” przeszłości została już wykonana i nie ma potrzeby jej bezsensownie pomnażać. Te kwestie zostały już wyczerpane na wszelkie możliwe sposoby na przestrzeni wielu lat i rozłożone na czynniki pierwsze. Być może warto sięgnąć głębiej i skupić się na czymś oryginalnym, otwierając na teraźniejszość zamiast bujać w obłokach lat minionych. Nieuczciwym intelektualnie byłoby stwierdzenie, że nie jesteśmy w stanie tego samodzielnie wykoncypować i niejako po nitce do kłębka dotrzeć do prawdy, zawartej w pojmowalnych (inteligibilnych) faktach. Po cóż stale odnosić się do cudzych słów, cytować, porównywać wnioski z cudzymi na zasadzie kontrastu lub krytyki? Oczywiście, konfrontacja w drodze debaty prowadzi do umocowania prawdy w stabilnej pozycji, jej uzasadnienia i obrony, ale w końcu musi zaistnieć konsensus. Ich myśl została do tej pory omówiona przez wielu badaczy na każdy możliwy sposób i nie ma potrzeby drążenia tematu w nieskończoność, warto go po prostu rozwinąć dobudowując własne szczeble drabiny, niejako własne: „piętro” nauki, własną gałąź informacji.


Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie