Wypadek Szydło - dziennikarz pisze, że zdjęto go z anteny za relację z Oświęcimia

Wypadek w Oświęciumiu. Fot. x-news/kadr z filmu
Wypadek w Oświęciumiu. Fot. x-news/kadr z filmu
Marcin Jakóbczyk, były dziennikarz TVP Info, pisze, że został zdjęty z anteny za przekazywanie szczegółów wypadku z udziałem kolumny rządowej ówczesnej premier Beaty Szydło, które były niekorzystne dla funkcjonariuszy BOR.

"Kłamstwa i manipulacje widziałem z bliska"

Po czterech latach od wypadku byłej premier w Oświęcimiu na jaw wychodzą nowe informacje. Jakóbczyk pisze, że był reporterem dyżurnym w dniu, kiedy doszło do kolizji i wysłano go do Oświęcimia.

"Te kłamstwa i manipulacje widziałem z bliska. Rozmawiałem ze świadkami wypadku - nikt nie słyszał sygnałów. Powiedziałem o tym na antenie, podczas lajfa dla TVP Info i nawet dałem się wypowiedzieć świadkowi. Usłyszałem wtedy w słuchawce, od wydawcy, kilka mocnych słów których tutaj nie wypada przytaczać. Gdy w kolejnym lajfie pokazałem, że w miejscu wypadku jest podwójna ciągła, której kolumna rządowa bez sygnałów nie powinna przekraczać - zdjęto mnie z anteny" - relacjonuje.

Jak pisze dalej: "Wróciłem do domu i obejrzałem w Wiadomościach „fabularyzowany” materiał Bartłomieja Graczaka a w nim zamiast podwójnej ciągłej - linia przerywana! Dzień później w Wiadomościach była już podwójna ciągła ale dodano też głośne sygnały dźwiękowe". Zarzuca Graczakowi, że wydał osąd, w którym wskazał jednoznacznie kierowcę seicento jako sprawcę, czego jako dziennikarz nie powinien był robić.

"Takich prędkości nie rozwija nawet karetka"

Pod wpisem Jakóbczyka pojawiło się kilka komentarzy świadków przejazdu kolumny rządowej.

"Również żadnych wątpliwości nie mieli mieszkający przy drodze wojewódzkiej 933 obywatele Chrzanowa, Libiąża, Bobrka, Oświęcimia, Rajska i Brzeszcz. Co tydzień, raz z Balic i raz do Balic pędziła w ciszy, ale na kogutach szydłowa kolumna, mając za nic wszelkie przepisy ruchu drogowego i zdrowy rozsądek. Takich prędkości nie rozwija żadna karetka pędząca do wypadku albo zawału. Widziałam kilka razy" - pisze p. Agnieszka.

"Mnie 35 lat temu uczyli, że pojazdy uprzywilejowane z włączonymi sygnałami mogą łamać przepisy, ale jeśli dojdzie z tego powodu do wypadku, ponoszą winę. Tu było wyprzedzanie na ciągłej i skrzyżowaniu, jakie wobec tego znaczenie miał ten sygnał dźwiękowy? Nawet z nim ponoszą przecież winę" - zastanawia się p. Tomasz.

Zeznania byłego oficera BOR

W piątek były oficer BOR w rozmowie z "GW" ujawnił kulisy śledztwa w sprawie wypadku z udziałem kolumny rządowej w 2017 r.. Były ochroniarz Beaty Szydło zdradził, że on i jego koledzy składali w sądzie fałszywe zeznania. Piotr Piątek przyznał, że tamtego wieczoru kolumna nie miała włączonych sygnałów dźwiękowych, co wskazywałoby na przejazd pojazdów uprzywilejowanych.

Z kolei taka informacja pojawiła się w Wiadomościach TVP. „Kolumna jechała w sposób prawidłowy, sygnały świetlne oraz dźwiękowe były włączone” a kierowca seicento ich nie słyszał bo głośno słuchał muzyki i jechał starym autem" - relacjonował Jakóbczyk materiał Graczaka.

Więcej o relacji oficera BOR Piotra Piątka przeczytasz tutaj.

ja


Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj139 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości