Kłopoty byłego rzecznika MON. Jednak złoży wyjaśnienia ws. "Misiewiczówki"

Bartłomiej M. ma poważne kłopoty z prawem. Fot. Flickr
Bartłomiej M. ma poważne kłopoty z prawem. Fot. Flickr
Prokuratura oskarża Bartłomieja M. o reklamę i sprzedaż wódki własnej marki bez specjalnych zezwoleń. Proces w tej sprawie został odroczony do lipca, a były szef MON będzie składał wyjaśnienia, choć pierwotnie obrona wnosiła o umorzenie postępowania.

Były rzecznik MON i współpracownik ówczesnego ministra Antoniego Macierewicza dotąd nie pojawił się na rozprawach w warszawskim Sądzie Rejonowym. W poniedziałek sędzia Marcin Niedźwiecki zdecydował o kontynuowaniu rozprawy pod jego nieobecność ze względu na to, by nie przeciągać postępowania ws. Bartłomieja M. 

W poniedziałek przesłuchano b. prezesa zarządu spółki należącej do Bartłomieja M. "W czasie pełnienia przeze mnie funkcji spółka już ten alkohol sprzedawała i promowała swój wyrób w internecie przez portale. Spółka posiadała profil na Facebooku i Instagramie oraz stronę pod nazwą Misiewiczówka" - zeznał mężczyzna. Pod tą nazwą spółka prowadziła też sklep internetowy. Według niego, Bartłomiej M., jedyny udziałowiec spółki, był zaangażowany we wszystkie ważniejsze czynności w firmie: promował wyrób w internecie, a nawet wydawał alkohol kurierom, którzy realizowali zamówienia ze sklepu internetowego.  

Czytaj: 

Znany prawicowy publicysta już nie tylko w TVP. Teraz objął posadę w "Trójce"

Kłopoty samotnych rodziców z Polskim Ładem. Biedroń: "PiS ich dyskryminuje"

Zawrócony samolot LOT-u, wszczęto alarm. Oto szczegóły

M. złoży wyjaśnienia 

Jednocześnie świadek zeznał, że spółka posiadała zezwolenia na handel alkoholem, detaliczne, wydane w Wołominie i hurtowe udzielone przez ministerstwo rozwoju. "Prawnik zapewniał, że są wystarczające do prowadzenia sprzedaży internetowej" - tłumaczył w sądzie. 

Nieoczekiwanie, na koniec poniedziałkowej rozprawy mecenas Bartłomieja M. zadeklarował, że jego klient chce jednak złożyć wyjaśnienia. Zawnioskował o wyznaczenie dogodnego dla oskarżonego terminu rozprawy, do czego przychylił się prokurator i sąd. Bartłomiej M. złoży zatem stosowne wyjaśnienia 6 lipca.

Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej rozprawy, obrońca Bartłomieja M. wnioskował o umorzenie postępowania albo o powrót akt do prokuratury w celu ich uzupełnienia. Zdaniem adwokata, nie doszło w ogóle do sprzedaży przez oskarżonego alkoholu bez zezwolenia.

- Z żadnego z dowodów, które zdobyła prokuratura, nie wynika, że oskarżony dokonał sprzedaży - przekonywał wtedy Marczak. Wskazał przy tym, że w akcie oskarżenia nie określono - jego zdaniem - precyzyjnie czynu, miejsca i czasu, w którym miało zostać popełnione przestępstwo.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w maju ubiegłego roku. Były rzecznik MON za czasów Antoniego Macierewicza został w nim oskarżony o sprzedaż "Misiewiczówki" bez zezwolenia i reklamę tego alkoholu w internecie. 

M. reklamował wódkę bez zezwoleń 

"W okresie od 31 stycznia 2020 r. do 17 września 2020 r. na ogólnodostępnym profilu na portalu twitter.com i stronie internetowej publicznie reklamował wódkę "Misiewiczówka" poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego" - brzmiało oskarżenie. 

W sieci pozostały klipy reklamowe z udziałem Bartłomieja M., reklamującego "Misiewiczówkę". - 0,5L = ok. 17-stu celebracjom ważnych momentów z Misiewiczówką - pisał. 

 

- Misiewiczówka otrzymała złoty medal podczas III Warsaw Spirits Competition w kategorii wódka pszeniczna - chwalił się M. 

 

  

Nie przegap: 

"Najmłodszy milioner" w Polsce z aktem oskarżenia. Tysiące klientów oszukanych

Tomasz Grodzki straci immunitet? Senat rozpatrzy wniosek prokuratury

Oszuści na drogach. Celowo doprowadzali do wypadków


GW

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka