Rosyjski historyk: Putin boi się, że utną mu głowę. Jego następca będzie jeszcze gorszy

Zdaniem rosyjskiego historyka dni Władimira Putina są policzone, fot. PAP/EPA/MIKHAIL METZEL/KREMLIN POOL/SPUTNIK
Zdaniem rosyjskiego historyka dni Władimira Putina są policzone, fot. PAP/EPA/MIKHAIL METZEL/KREMLIN POOL/SPUTNIK
Problem z Putinem polega na tym, że nikt ze światowych przywódców już mu nie wierzy, nikt nie chce z nim rozmawiać, a nawet uścisnąć mu dłoni. A to praktycznie uniemożliwia Rosji udział w rozmowach czy negocjacjach. Dlatego uważam, że może zostać zastąpiony: stał się niewygodny - uważa rosyjski historyk Jurij Felsztyński.

PAP.PL: Według informacji podanych przez brytyjski wywiad, Rosjanie stracili ponad 50 proc. terytorium, które zdobyli w pierwszej fazie inwazji na Ukrainę. Czy pozycja Putina na Kremlu jest tak samo silna jak 9 miesięcy temu?

Jurij Felsztyński: Sądzę, że najprawdopodobniej traci władzę. Ludzie, którzy obecnie go otaczają, np. Jewgienij Prigożyn, który – ujmując to delikatnie - jest postacią niekonwencjonalną, są dowodem na to, że Putin stracił kontrolę nad sytuacją. Jednocześnie muszę zaznaczyć, że nigdy nie postrzegałem Putina jako dyktatora, który byłby odpowiednikiem Łukaszenki. Uważam, że nie jest dyktatorem, a wyłącznie reprezentantem FSB - Służby Bezpieczeństwa, jako instytucji dzierżącej władzę. Dlatego nie wierzę, że jeśli Putin zniknie, czy to politycznie czy fizycznie, sytuacja zmieni się na lepsze. Możemy się domyślać, że są wokół niego ludzie niezadowoleni ze sposobu, w który prowadzi wojnę. I tu powstaje pytanie: czy niezadowolenie wynika z faktu, że w ich ocenie, wojna prowadzona jest zbyt statycznie? Być może niektórzy uważają, że Putin powinien pójść o parę kroków dalej? W związku z tym możemy się spodziewać, że jego następca, kimkolwiek by nie był, będzie od Putina dużo gorszy.


PAP.PL: Putin jest głową państwa i twarzą panującego systemu. Wspomniał pan o niezadowoleniu w kręgu jego najbliższych współpracowników, czy możemy uznać, że te tarcia to pierwsze oznaki rozłamu?


J. F.: Nie sądzę, żebyśmy mogli mówić o rozłamie. Co więcej, nie mam przekonania, by w Rosji istniała opozycja, czy to w strukturach FSB, czy poza nimi. Problem z Putinem polega na tym, że nikt ze światowych przywódców już mu nie wierzy, nikt nie chce z nim rozmawiać, a nawet uścisnąć mu dłoni. A to praktycznie uniemożliwia Rosji udział w rozmowach czy negocjacjach. Dlatego uważam, że może zostać zastąpiony: stał się niewygodny. Jest osoba, którą wszyscy uważają za numer dwa, czyli Nikołaj Patruszew, były dyrektor FSB, który teraz właściwie zarządza Radą Bezpieczeństwa. To on może zająć miejsce Putina, chyba że Putin zostanie zastąpiony kimś innym, a Patruszew pozostanie numerem dwa, bo pod wieloma względami jest to w Rosji bezpieczniejsze. Numer jeden ma to do siebie, że raz na jakiś czas znika w niewyjaśnionych okolicznościach.

To wszystko jednak nie oznacza, że rosyjski rząd lub FSB jako instytucja, rozumieją, że inwazja na Ukrainę była błędem, że przeproszą i uznają, że woleliby, gdyby nigdy do niej nie doszło.

Co prawda wiemy, że po dziewięciu miesiącach wojny z rosyjskiej armii właściwie nic nie zostało. A to bardzo ważna kwestia, bo wpłynęła na zmianę taktyki nie tylko wojskowej, ale też rządowej. Z militarnego punktu widzenia wszystko, co Rosjanom pozostało, to niszczenie Ukrainy z powietrza, a w ten sposób wojny nie wygrają. Jednocześnie Ukraińcy też nie są w stanie jej wygrać. Wspomniała pani, że udało im się wypchnąć Rosjan z ponad 50 proc. podbitych pierwotnie terenów – sądzę, że to prawda, ale problem leży gdzie indziej. Zachód wspiera Ukrainę pod jednym warunkiem: Ukraińcy mogą prowadzić tylko i wyłącznie wojnę defensywną.

Otrzymują pomoc finansową, dostawy broni, a państwa Zachodu przyjmują uchodźców, ale w zamian nie wolno im kierować ognia na terytoria Rosji i Białorusi. W efekcie nie mają szans na odniesienie zwycięstwa, a obecna sytuacja może przeciągać się miesiącami. Możemy oczywiście pomyśleć, że Związek Radziecki w ten sam sposób przez dekadę prowadził wojnę w Afganistanie, ale w mojej ocenie z wielu względów jest to mało prawdopodobne. Uważam natomiast, że im dłużej trwa wojna, tym bliżej Putinowi do podjęcia decyzji o użyciu broni nuklearnej.

PAP.PL: W innym wywiadzie powiedział pan, że daje Putinowi zaledwie kilka miesięcy u władzy. Jeśli do tego dojdzie, czy jedną z jego ostatnich decyzji będzie użycie broni atomowej?


J.F.: Nie sądzę, żeby mogła to być wyłącznie jego decyzja, bo mówimy tu o zbiorowym przywództwie. Decyzja o inwazji w 2014 roku została podjęta przez pięć osób: Putina, Patruszewa, Aleksandra Bortnikowa, który obecnie kieruje FSB, Siergieja Szojgu, który jest ministrem obrony, i Walerego Gierasimowa, który kieruje Sztabem Generalnym. Ta sama piątka podjęła decyzję w lutym tego roku, więc jest to zbiorowy proces decyzyjny. Myślę, że jeśli Zachód zmieni swoje podejście do wojny, przestanie postrzegać ją w kategoriach defensywnych, a do tego zacznie dostarczać Ukrainie broń ofensywną i pozwoli Ukraińcom używać jej w taki sposób, jaki uznają za konieczny, to przebieg wojny diametralnie się zmieni.

PAP.PL: Wydaje się, że innym możliwym następcą, różniącym się nieco od skrajnie radykalnego Patruszewa, jest Dmitrij Miedwiediew lub ktoś jego pokroju, kto pełniłby rolę marionetki. Czy wykorzystanie znanego na zachodzie Miedwiediewa do załagodzenia konfliktu z NATO jest realne?

J.F.: Cóż, z pewnością nie będzie to Miedwiediew. Miedwiediew jest personalną marionetką Putina, mają zażyłe osobiste relacje. Miedwiediew jest teraz wykorzystywany do straszenia Zachodu. Wygaduje jakieś absolutnie koszmarne rzeczy.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka