Emmanuel Macron jest w trudnej sytuacji. Fot. PAP/EPA/LUDOVIC MARIN
Emmanuel Macron jest w trudnej sytuacji. Fot. PAP/EPA/LUDOVIC MARIN

Ryzykowny ruch Macrona ws. emerytur. Może na tym wygrać partia Le Pen

Redakcja Redakcja Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 50
Emmanuel Macron chce za wszelką cenę przeforsować niepopularną reformę systemu emerytalnego bez głosowania w izbie niższej Zgromadzenia Narodowego. Reforma według niego jest potrzebna dla finansów Francji, ale budzi duży opór społeczeństwa, a prawicowa partia Marine Le Pen mówi o zamachu stanu.

Rząd Macrona chce podwyższyć wiek emerytalny

Rząd Macrona doszedł do wniosku, że nie uda mu się zebrać wystarczającej liczby głosów od konserwatywnych posłów w izbie niższej, aby zapewnić poparcie dla swojego planu podniesienia minimalnego wieku emerytalnego z 62 lat do 64 lat. Dlatego zapowiedział użycie art. 49.3 konstytucji, który daje mu możliwość przyjęcia reformy emerytalnej bez poddawania jej projektu pod głosowanie w Zgromadzeniu Narodowym.

Reforma według Macrona ma uspokoić inwestorów i zapewnić agencje ratingowe o francuskiej stabilności zadłużenia - powiedziało agencji Reuters źródło rządowe.

Ta wiadomość elektryzuje opozycję i związki zawodowe, które są bardzo zdeterminowane, aby wyprowadzić ludzi na ulicę – wskazuje w piątek dziennik „Le Figaro”. Zdaniem gazety "prezydent Emmanuel Macron nie ma pojęcia, jak przeprowadzić reformę emerytalną". Przyszłość naszego kraju przy obecnych podziałach nie rysuje się w świetlanych barwach – komentuje dziennik. „Czy nasz kraj można jeszcze w ogóle zreformować” – pyta w komentarzu redakcyjnym gazety Yves Threard.

Premier Francji wygwizdana w parlamencie

„Obawiając się, że ustawa emerytalna zostanie odrzucona, prezydent Macron ostatecznie zdecydował się uniknąć głosowania wysokiego ryzyka w Zgromadzeniu Narodowym, co jest przyznaniem się do słabości” – ocenił dziennik „Le Monde”, zauważając, że brak poparcia parlamentu dla reformy emerytalnej oznacza rozdrobnienie i osłabienie nie tylko formacji Macrona, ale również francuskiej centroprawicy, w tym partii Republikanie, której część deputowanych odmówiła poparcia ustawy, a część była gotowa ją poprzeć.

Premier Elizabeth Borne po ogłoszeniu w czwartek zapowiedzi rezygnacji z głosowania w parlamencie kluczowej dla opinii społecznej reformy, podwyższającej wiek emerytalny z 62 do 64 lat, została wygwizdana i zakrzyczana w parlamencie. Posłowie opozycyjnej skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej oraz koalicji lewicy Nupes po odśpiewaniu Marsylianki, zarzucili szefowej rządu łamanie demokracji.

Marine Le Pen stoi przed szansą

„Wynocha i dymisja” – domagali się natomiast deputowani Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, która zapowiedziała złożenie wotum nieufności wobec rządu. "To demokratyczny zamach stanu" - powiedziała dziennikarzom Le Pen.

Niezadowolenie i frustrację z powodu decyzji rządu okazała nawet część posłów prezydenckiej koalicji w parlamencie. „Chociaż art.49.3 jest narzędziem konstytucyjnym, powinniśmy byli przejść do głosowania, aby uszanować parlamentarną ścieżkę i zobowiązać wszystkich do odpowiedzialności” – ocenił na Twitterze poseł centrowego ugrupowania Modem Erwan Balanant. „Błagaliśmy do końca o głosowanie” „Jest dużo złości i frustracji” – wskazywali nawet posłowie prezydenckiej partii Renesans, zwykle bezdyskusyjnie popierający działania rządu i prezydenta.

Artykuł 49.3 konstytucji, na który powołał się Macron, by uchwalić reformę, był w przeszłości wykorzystywany przez rządy lewicy, prawicy i centrum. Były socjalistyczny premier Michel Rocard w latach 80. i 90. ubiegłego wieku aż 28 razy uciekał się do specjalnych uprawnień, jakie ze sobą niesie ten artykuł.

Analitycy zwracają uwagę, że rząd Macrona od początku nie potrafił przedstawić sensownych argumentów przemawiających za reformą. Ministrowie początkowo sprzedawali zmiany jako konieczne, aby uratować system emerytalny przed upadkiem. Następnie tłumaczyli, że zmiany są tylko "lewicową reformą", co z kolei oburzyło posłów lewicy do tego stopnia, że jeden z nich ministra odpowiedzialnego za obronę reformy nazwał "mordercą".

Te nastroje chce wykorzystać Marine Le Pen, która wielokrotnie deklarowała swój sprzeciw wobec reformy, ale zachowuje się w bardziej powściągliwy sposób niż przedstawiciele francuskiej lewicy, co podnosi jej statystyki w sondażach - zauważa Reuters.

- Ta reforma ma wszystkie składniki, aby zwiększyć głosy dla partii radykalnej prawicy - powiedział Bruno Palier, politolog z francuskiego uniwersytetu Sciences-Po.

Palier powiedział, że ciężar reformy poniesie przede wszystkim niższa klasa średnia, ten segment populacji, który już czuje się przegrany w globalnym świecie. Jego zdaniem to taki sam elektorat, który w Wielkiej Brytanii zagłosował za Brexitem, a w Stanach Zjednoczonych za wyborem Donalda Trumpa. Przypomniał, że poprzedni francuscy przywódcy, którzy wtrącali się do wieku emerytalnego, ponieśli tego koszty, jak Nicolas Sarkozy, który przegrał w reelekcji po tym, jak przesunął wiek emerytalny do 62 lat (z dotychczasowych 60).

Zamieszki we Francji. Protesty przeciwko reformie emerytalnej

Od ponad tygodnia we Francji trwają protesty przeciwko reformie emerytalnej. Sondaż Odoxy wykazał, że 62% Francuzów uważa, że powinny być one kontynuowane nawet po przyjęciu ustawy. W czwartek wieczorem doszło do poważnych zamieszek w Paryżu na pl. Zgody, gdzie policja użyła gazu łzawiącego wobec demonstrantów. Zatrzymano ponad 120 osób, jak poinformowała policja w czwartek w nocy, zarządzając przymusową ewakuację placu.



Manifestanci zaatakowali policjantów kamieniami i podpalali góry śmieci, które zalegają od kilku dni w Paryżu w związku ze strajkiem śmieciarzy przeciwko reformie. Część zgromadzonych podpalała śmietniki, skutery i hulajnogi oraz budowała prowizoryczne barykady, które następnie podpalała. Na ulicach stolicy pojawili się również przedstawiciele ruchu „żółtych kamizelek”.

Symbolika miejsca paryskich protestów była potężna: to właśnie tam 230 lat temu zgilotynowano Ludwika XVI - zauważa Reuters.

Do zamieszek doszło również w innych miastach Francji, m.in.: w Marsylii, Amiens, Dijon, Lille i Lyonie. Protestujący niszczyli witryny sklepowe, a w Rennes zaatakowano kamieniami budynek merostwa.Związki zawodowe zapowiadają na piątek, weekend oraz na 23 marca kolejne protesty przeciwko reformie emerytalnej.

ja

Czytaj także:

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj50 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka