2 obserwujących
136 notek
107k odsłon
589 odsłon

Jest taka piekarnia

Wykop Skomentuj16

Dzisiaj coś z dawnego obowiązku - znak krzyża na chlebie.

Pamiętam dawne czasy - lata 70-80 XXw. gdy jadąc do pracy w Siemianowicach musiałem zawsze kupować chleb. Rodzice dopuszczali dwie piekarnie - jedna na Wlk. Dąbrówce i druga w Siemianowicach.  O ile ta na Dąbrówce słynęła z rannego chleba  zwanego "kulany" to druga piekarnia miała tradycje jeszcze z czasów pracy ojca w tej samej hucie gdzie ja pracowałem. Czym się różniły chleby z Dąbrówki? Ten ranny, "kulany" faktycznie był lepszy. Lepiej wypieczony, zawsze taki zbity - skórka nie odstawała i - co go odróżniało - ślad na wierzchu wzoru koszyczka w którym się "wylegiwał". Ten późniejszy, pieczony masowo i szybko smak miał ten sam lecz to już nie był ten "kulany" - jaki życzyli sobie rodzice. Chleb z Siemianowic był z piekarni prywatnej którą prowadziła cała rodzina. Piekarzami byli dwaj bracia którzy przejęli ją po śmierci ojca. Tamten chleb miał "swój smak". Nie wiem czym się różnił od innych ale był nie do zapomnienia. Cały wypiek był smaczny. Dzisiaj już nie spotyka się ciastek zwanych u nas "szplitry". To kruche ciastka z marmoladą ale w tamtej piekarni u "Ś...." były też z serem. A te bułki, rogale. I tylko jeden "feler" miała piekarka - matka rodziny - jak narzekali niektórzy. Nigdy nie sprzedawała ciastek i bułeczek. "Jo tego ni mom na sklepie" mówiła. U niej były szplitry, rzymły, lynga i kołoczki. I tak to trwało do czasu gdy przestałem pracować w hucie. Piekarnia na Dąbrówce doczekała się zmiany piekarzy więc i tam już nie było "kulanego" chleba. Po 17 latach nieobecności na Śląsku nie zastałem już piekarni w Siemianowicach. Zamknięta, później dowiedziałem się że w ciągu 4 lat zmarli. Więc nie było sensu już tam jeździć.

Do wczoraj. Odwiedził nas dawny kolego z pracy z którym to właśnie wspominaliśmy tamte czasy. I to właśnie on mi powiedział że nadal kupuje chleb tylko u "Ś....". Od słowa do faktów i już wiedziałem że jeden z braci który żył kupił piekarnię w innym miejscu a dzisiaj jego syn ją prowadzi. Problem w tym że jak nie będziesz do 9 rano to chleba nie kupisz - wysprzedany. Więc dla próby pojechałem wcześnie by spróbować co zachwalał dawny kolega. Gdy przyjechałem ludzie - kilka osób - stali w kolejce na chodniku. Do sklepu tylko 2 osoby mogą wejść - koronawirus. Gdy już wchodziłem to .... straciłem rachubę czasu. Sklep niczym ten z pamiętnych lat. Stare, białe regały, na nich chleb, niżej w koszykach wiklinowych bułki. Niestety ale ciastek nie pieką. Więc kupuję dwa chleby i proszę o pokrojenie. Starsza pani za ladą zdziwiona mówi  : " MY NIE KROIMY CHLEBA, CHLEB WYMAGA ZNAKU KRZYŻA". Kurcze, swtary człowiek i zatkało mnie. Nie tylko wygląd sklepu ale też stara tradycja robienia krzyża na bochenku chleba przetrwała w tej piekarni. Chleb pieczony w starym, tradycyjnie opalanym piecu. Gdy w domu spróbowałem smaku tego chleba to wolałbym jego zjeść na obiad od np. kotleta schabowego.

Stary, dawny smak chleba,stary zwyczaj sprzedawania chleba bez krojenia w starym wystroju sklepu. Chleb jakiego od tak dawna nie jadłem. I ten odruchowy ZNAK KRZYŻA przed pierwszym krojeniem.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości