1 obserwujący
35 notek
4199 odsłon
  211   0

Czego nie rozumiem w doktrynie o odpustach w Kościele katolickim?


Dokumenty kościelne o odpustach w Kościele katolickim posługują się często terminami, które dla człowieka naszych czasów mogą wydawać się prymitywne, a nawet odrażające. Jest to jednak mym zdaniem spowodowane jedynie nieprzystającą dla naszej wrażliwości terminologią, która z dość oczywistych względów nadal jest utrzymywana w oficjalnych dokumentach (w teologii potrzebna jest niesamowita precyzja, a każda zmiana słownictwa to nie lada wyzwanie, ale i także zagrożenie – warto zrozumieć tę przeszkodę zanim oskarżymy Kościół katolicki o bycie nieuwspółcześnionym). Po rozszyfrowaniu tych różnych trudnych i często osobliwych zwrotów z „kościelnego” na nasze, wszystko zdaje się zdecydowanie bardziej sensowne.

Zagadnienie kary

Oczywistym jest, że każde zło niesie za sobą złe skutki, które człowiek ponosi niejako „automatycznie”. Jest to nazywane często zupełnie niesłusznie karą i jest w tę karę jeszcze zupełnie niesłuszniej wciągany Bóg. Rozumiem, że w biblijnej, semickiej myśli Bóg był zawsze ostatnią przyczyną każdego wydarzenia, choćby najbardziej drobnego, ale przenoszenie tej myśli do bardzo precyzyjnego w swym rozumowaniu świata zachodniego może wywołać wiele nieporozumień. To nie Bóg więc kara człowieka, ale człowiek właśnie w ten automatyczny niejako sposób ponosi oczywiste skutki swojego zła.

Zadziwia mnie niesamowicie myśl Kościoła o tym, że jesteśmy połączeni ze sobą nadprzyrodzoną więzią, przez którą mój grzech ma szkodzić innym osobom, które z tym grzechem nie mają nic wspólnego, a moja świętość ma uświęcać innych, mimo że te osoby nie zrobiły nic, aby pomóc mi się uświęcić, bo na przykład nie wiedzą o moim istnieniu. Wydaje się to być albo nie do końca sensowne, albo nawet niesprawiedliwe. Przykładem takiego myślenia jest nauka o grzechu pierworodnym. Jedynie pierwszy człowiek/pierwsi ludzie zgrzeszyli, a skutki ich zła ponosimy w duchowy sposób wszyscy. Jest to złe, ale Kościół zakłada, że po prostu… tak to funkcjonuje. Nie widzę możliwości, by móc to zweryfikować. Kościół po prostu twierdzi, że ma tę słynną licencję na prawdę, bo posiada skarb Objawienia, który pochodzi od dobrze znanego nam wszystkim nazaretańskiego cieśli i genialnego mówcy – Jezusa.

Czym jest czyściec

Czyściec, jak dobrze rozumiem, ma być stanem/miejscem (stano-miejsce?) w którym egzystują osoby, które pragną być z Bogiem, ale ich stan duchowy nie pozwala im na to. Przychodzi mi tu na myśl porównanie do fotofobii (światłowstrętu), której doznaje osoba długo przebywająca w ciemności, a widząca nagle bardzo ostre światło. Osoba żyjąca w duchowych ciemnościach musi „przyzwyczajać” się w czyśćcu do coraz bardziej mocniejszego światła, aby w końcu móc spojrzeć w oczy Chrystusowi-Światłu. Kościół stosuje znacznie mniej przyjazne porównanie, mówiąc o skutkach kary i konieczności oczyszczenia czy odpokutowania. Jest to jedynie moja interpretacja czyśćca, może ona być niezgodna z nauką Kościoła i brać się z mojego niezrozumienia również sensowności samej fundamentalnej idei wstawiennictwa za zmarłych, z którą odpust jest bezpośrednio związany.

Czego nie rozumiem?

Trudne jest dla mnie pojąć, na jakiej podstawie za prawdziwe na przestrzeni historii kościelnej zostało uznane przeświadczenie, że biskupi mogą tworzyć dowolne pobożne akty, które gdy chrześcijanin spełni z należytą postawą i w konkretnych okolicznościach, może uzyskać darowanie „kary” swojej lub któregoś ze zmarłych. W dodatku ci sami biskupi dokonują podziału na akty dające częściowe i całościowe odpuszczenie „kar”. Znów pytanie – na jakiej podstawie? Pojawia się stwierdzenie, że Chrystus zdobył skarb odpustów Kościołowi ziemskiemu i powierzył św. Piotrowi (odpuszczam już pytanie, czy był świadomy otrzymanego daru), a następnie jego następcom tj. kolejnym papieżom. Kościół jednak naucza, że ów skarb jest jeszcze powiększany przez zasługi świętych, zwłaszcza Marii z Nazaretu. Czy skarb zdobyty przez Jezusa-Boga był niekompletny, niedoskonały, nienieskończony, że zbawieni święci mogli jeszcze go powiększyć? Oto kolejna wątpliwość. Skoro odpust jest owocem odkupienia Chrystusa, to czy oznacza to, że owo odkupienie jest w jakimś sensie niepełne? Kościół oczywiście bez namysłu by tej hipotezie zaprzeczył, ale jakich argumentów by użył by ową hipotezę obalić?

Zaznaczę tutaj, że absolutnie nie zamierzam tu używać argumentów historycznych, które jasno pokazują, że idea odpustów przyniosła wiele szkód i stała się powodem wielu nadużyć, także i finansowych. Przyjmuję obronę Kościoła, który tłumaczy się, że te wydarzenia były spowodowane nieposzanowaniem tajemnic Kościoła przez samych szafarzy, którzy teologię odpustów sprowadzili do zwykłego kupczenia.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo