Łamanie art. 45 Konstytucji RP
Czy zwykły obywatel ma jeszcze jakieś prawa? Czy sąd może skazać niewinnego człowieka wbrew dowodom? Czy Polska jest praworządnym państwem?
2 obserwujących
24 notki
5353 odsłony
  148   0

Skandaliczna sprawa sądowa - odc. 12 - HISTORIA PRAWDZIWA

#Sądownictwo #przemoc #wymiarsprawiedliwosci

Następny odcinek (13)

Materiał opracowany na podstawie dowodów zgromadzonych w aktach sprawy oraz nagrań dokumentujących zdarzenia będące przedmiotem śledztwa i analizy procesowej na rozprawie sądowej.


Poprzednie odcinki:

Część 1 Część 2 Część 3 Część 4 Część 5 Część 6 Część 7 Część 8 Część 9 Część 10  Część 11

Ciąg dalszy:

Rodzina Bartka R. czekała na uniewinnienie, a usłyszała wyrok, który zwalił wszystkich z nóg. Nie znali jeszcze wówczas akt sprawy, ufali sędzi, adwokatowi. Wierzyli w wymiar sprawiedliwości, wierzyli w to, że sędziowie to uczciwi ludzie, którzy poszukują prawdy. Przede wszystkim prawdy. To zderzenie z rzeczywistością było bardzo bolesne. Bartek R. myślał o samobójstwie.

Rodzina wynajęła drugiego adwokata, aby zbadał akta i napisał apelację. Na jego wynagrodzenie składała się już cała rodzina bliższa i dalsza, ponieważ rodzice Bartka R. nie mieli już pieniędzy. Niezależnie od pracy drugiego adwokata, rodzina po uzyskaniu upoważnienia do wglądu do akt zaczęła sama badać akta. 

Miesiąc po ogłoszeniu wyroku, żona Bartka R. udzieliła wywiadu w dość popularnym programie. I właśnie ten wywiad dopiero uzmysłowił rodzinie, z jak poważnymi naruszeniami w procesie mamy do czynienia. Zrodziło się także pytanie, czy żona Bartka R. zachowuje się racjonalnie, żeby nie powiedzieć mocniej: normalnie. Otóż w wywiadzie tym opowiedziała dokładnie o tym jak to zsunęła się z balkonu uciekając przed bijącym ją metalową rurką mężem. Już pomijam tę rurkę, której nie było, ale miesiąc wcześniej, na ostatniej rozprawie sądowej, potwierdziła wersję prokuratury, że mąż ją wypchnął z balkonu i sędzia w wyniku tego skazała człowieka za próbę zabójstwa. A teraz opowiada na całą Polskę znów swoją wersję, że sama zsunęła się z balkonu. Jakieś rozdwojenie jaźni? Ponadto, na pytanie dziennikarza, jak teraz ocenia swój związek z Bartkiem R, odpowiedziała: "minęliśmy się". Czy tak się mówi o związku z przemocą ze szczególnym okrucieństwem??? 

Rodzina zaczęła pisać do instytucji wymiaru sprawiedliwości, do Ministerstwa Sprawiedliwości, do Prokuratury Krajowej, do Prokuratury Okręgowej, nawet do Prezydenta, wskazując na to, że człowiek zostaje skazany za próbę zabójstwa na 15 lat więzienia, a rzekoma ofiara opowiada na całą Polskę, że nie było żadnej próby zabójstwa, że sama wyszła z balkonu. Przecież to jest niemożliwe, aby tak bardzo różniła się wersja głównego uczestnika zdarzenia od wersji sądu. Oczywiście urzędnicy wymiaru sprawiedliwości sprawę zignorowali, odpisując, że można skorzystać z apelacji. 

Rodzina sama zaczęła badać akta, obu adwokatów przygotowywało apelacje. Pierwsze co rodzina odnalazła w aktach, to to, że sędzia sfałszowała zeznania świadka.  Na czym polegało to fałszerstwo? Oto opis tego fałszerstwa:

Świadek (koleżanka żony Bartka R) zeznała: że w przeddzień wypadku żona Bartka przyszła też do mnie, też jakoś wieczorem i była taka bardzo zamyślona. Coś wspomniała, że ta firma średnio idzie, że może ją zamkną. To była krótka wizyta. Mówiła, że musi dużo rozmyślać, trochę uciekała wzrokiem i poszła do domu. 

i dalej świadek zeznała: raz też przyszła do mnie pod wieczór i od razu na korytarzu zauważyłam, że ma podbite oko. To było niedługo przed urodzeniem tej drugiej dziewczynki. Zapytałam: „co się stało?” i żona Bartka przedstawiła mi piękną historię jak to ją zaatakowano na rogu ulicy ją napadnięto i wyrwano torebkę, uderzono. Oczywiście torebkę miała, bo nie dała sobie wyrwać. Nie pasowało mi to i tak to zostawiłyśmy.

Następnie świadek zeznała: potem był ten wypadek. Dowiedziałam się w formie smsa od żony Bartka. Był bardzo długi. Napisała, że nie była ze mną szczera, że bardzo mnie przeprasza, że wypadła z drugiego piętra, jest poobijana, ma rozdartą czaszkę i że jest w szpitalu, że stan jest chyba stabilny, i że dziecku nic się nie stało.

Co do rozmowy telefonicznej świadek zeznała: po pracy zadzwoniłam do żony Bartka, to mogła być godzina 16.00. Żona Bartka była wtedy bardzo rozmowna. Ja się trochę bałam zadzwonić, bo myślałam, że będzie płakać, że trochę inaczej to wszystko usłyszę. Ona mówiła, żebym się nie martwiła, że ona jest już teraz bezpieczna, że jest w szpitalu, że rodzice przyjadą czy już byli. Wtedy się zapytałam, czy mogę ją odwiedzić i chyba za jeden lub dwa dni byłam u niej z mamą. 

A jak sędzia przytoczyła te zeznania w uzasadnieniu wyroku? Można to przeczytać na 12 stronie uzasadnienia wyroku na dole: 

W okolicach godziny 23.00 żona KR udała się do swojej koleżanki, której nie podała jednak prawdziwej przyczyny tak późnej wizyty. Koleżanka zauważyła u KR podbite lewe oko. KR, nie chcąc ujawnić prawdy, powiedziała jej, że została zaczepiona przez mężczyznę, który chciał zabrać należącą do niej torebkę, a gdy szarpała się z napastnikiem, została uderzona w twarz. Już później, podczas pobytu w szpitalu, KR napisała sms-a, w którym przeprosiła koleżankę za to, że dzień wcześniej ją okłamała, a potem w trakcie rozmowy telefonicznej opisała koleżance, co zdarzyło się dnia poprzedniego, między innymi to, że została pobita przez męża.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale