7 obserwujących
56 notek
57k odsłon
1121 odsłon

Niepotrzebna im była Ustawa o IPN. Znieśli wolność naukową, żeby ocenzurować rewizjonistów

J. Mądel
J. Mądel
Wykop Skomentuj3

Irving i Ratajczak, historycy - brytyjski i polski - nie musieli zaprzeczać faktom, żeby stanąć przed Sądem. Wystarczyło, że znaleźli poważne luki w myśleniu o holokauście, żeby obrońcy jedynie słusznej wersji dziejów znaleźli na nich sposób, o którym dziś krzykliwie gardłują, że jest cenzurą i kryminalizacją dociekań naukowych.

 

Gdy na oficjalnym profilu na Twitterze opublikowano oświadczenie sekretarza stanu Rexa Tillersona o tym, że wejście Ustawy o IPN w życie znacząco wzruszy wolność słowa oraz możliwości prowadzenia pracy badawczej do ambasady naszego sojusznika wpłynęło zapytanie: "Dlaczego USA bez głosu sprzeciwu przyjęły osadzenie w więzieniu brytyjskiego badacza holokaustu"? Wyrok austriackiego sądu z 2006 roku na Davidzie Irvingu, rzekomym negacjoniście wywołał falę entuzjazmu w Izraelu i Ameryce północnej.

Polska również doczekała się  swoich rewizjonistów i ich procesów.

Walczą o autonomię uniwersytecką, krytykują nowelizację podpisaną przez prezydenta Dudę. Polscy przeciwnicy ustawy o IPN schizofrenicznie nie chcą jednak słyszeć o anulowaniu wyroku "kryminalizującego" działalność akademicką stygmatyzowanego kontestatora, zaszczutego przez establishment historyka, Dariusza Ratajczaka. W przeszłości wytoczyli haniebny proces naukowcowi i dydaktykowi z Opola. Polowania na niezależnych badaczy urządzali już w PRL. 

W styczniu 2000 r. - po opublikowaniu rok wcześniej "Tematów niebezpiecznych", zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holokaustu - zapadło "stalinowskie" orzeczenie komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu Opolskiego zakazujące dr. D. Ratajczakowi wykonywania zawodu nauczyciela przez trzy lata. Akademik został zawieszony, a następnie wydalony z Wydziału Historyczno-Pedagogicznego. Ruszyła nagonka, w wyniku której pozbawiony środków do życia (pracował jako stróż nocny w jednej z opolskich firm) historyk popełnił "samobójstwo". W kunktatorskiej komisji zasiadali także duchowni.

Wstydliwy epizod cenzury naukowej w "niepodległej" Polsce datuje się po upadku komunizmu. I w tym przypadku amerykańska ambasada nie reagowała z "właściwą sobie wrażliwością" na łamanie podstawowych zasad regulujących swobodę myśli i słów.

Dariusz Ratajczak ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1997 obronił z wyróżnieniem pracę doktorską pt. "Zagadnienie postaw ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków WSR-ów w Katowicach i w Opolu w latach 1945-1955" (promotor prof. Stanisław Nicieja). W latach 1988–2000 był pracownikiem naukowym Uniwersytetu Opolskiego (wcześniej – Wyższej Szkoły Pedagogicznej) na Wydziale Historyczno-Pedagogicznym. Jest autorem i współautorem książek naukowych i popularnonaukowych oraz wielu artykułów publikowanych.

Ratajczak honorowo i bohatersko bronił niezależności akademickiej na swoim blogu:

"Zatrzymujemy się zatem przed bramą z napisem 'tajemnica', której wyważenie jest dla profanów prawie niemożliwe. W tym miejscu 'oficjalny historyk' (na przykład Powstania Styczniowego, II Wojny Światowej, schyłkowego PRL-u) zrazu bezradnie rozkłada ręce i po chwili – jak na dworaka przystało – zaczyna łgać, posiłkując się naskórkowymi źródłami wypracowanymi przez mieszkańców 'domu za bramą' – to jest właściwych spiskowców. W ten sposób sam staje się – mizerną wprawdzie, bo jedzącą okruchy z pańskiego stołu – cząstką misterium nieprawości. Natomiast badacz niepokorny stara się mimo wszystko dotrzeć do źródeł nieoficjalnych (ma się rozumieć: prawdziwie nieoficjalnych) i pośrednich, a nade wszystko logicznie (indukcyjnie) wnioskować z faktów. Wtedy przy okazji ustala swój los: wyśmiany, poniżony i obsobaczony kończy w starannie przygotowanym koszu na śmieci." 

Kilka lat później zmienia ton. - Chciałem ukazać mój punkt widzenia. Uważałem, że skoro istnieje takie środowisko historyków, to jako historyk mam obowiązek przedstawić ich poglądy. Mogłem dodać jedno zdanie: "Nie zgadzam się z nimi!". Żałuję, że tego nie zrobiłem, bo przez ten błąd uznano mnie za antysemitę – kajał się przed dziennikarką "Wyborczej", która przeprowadziła "nękające" śledztwo dziennikarskie w sprawie rewizjonisty broniącego wolności dociekań historycznych przed cenzurą (cywilną i karną) III-j Rzeczpospolitej.

Kalendarium dramatu historyka z chirurgiczną precyzją odtwarza Dorota Wodecka-Lasota. Miał to być reportaż pokazowy, podobnie jak modelowe było postępowanie prawne w sprawie Ratajczaka przed IPN i komisją uniwersytecką.

Maj 1999 r. Prokurator Lidia Sieradzka kieruje do sądu akt oskarżenia. Powołuje się na artykuł 55 ustawy o IPN (kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom nazistowskim, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech).

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka