Blog
Kościół i Społeczeństwo
Marcin Stanowiec
Marcin Stanowiec Analityk
6 obserwujących 27 notek 27877 odsłon
Marcin Stanowiec, 7 lutego 2018 r.

Niepotrzebna im była Ustawa o IPN. Znieśli wolność naukową, żeby ocenzurować rewizjonistów

1043 3 0 A A A
J. Mądel
J. Mądel

Irving i Ratajczak, historycy - brytyjski i polski - nie musieli zaprzeczać faktom, żeby stanąć przed Sądem. Wystarczyło, że znaleźli poważne luki w myśleniu o holokauście, żeby obrońcy jedynie słusznej wersji dziejów znaleźli na nich sposób, o którym dziś krzykliwie gardłują, że jest cenzurą i kryminalizacją dociekań naukowych.

 

Gdy na oficjalnym profilu na Twitterze opublikowano oświadczenie sekretarza stanu Rexa Tillersona o tym, że wejście Ustawy o IPN w życie znacząco wzruszy wolność słowa oraz możliwości prowadzenia pracy badawczej do ambasady naszego sojusznika wpłynęło zapytanie: "Dlaczego USA bez głosu sprzeciwu przyjęły osadzenie w więzieniu brytyjskiego badacza holokaustu"? Wyrok austriackiego sądu z 2006 roku na Davidzie Irvingu, rzekomym negacjoniście wywołał falę entuzjazmu w Izraelu i Ameryce północnej.

Polska również doczekała się  swoich rewizjonistów i ich procesów.

Walczą o autonomię uniwersytecką, krytykują nowelizację podpisaną przez prezydenta Dudę. Polscy przeciwnicy ustawy o IPN schizofrenicznie nie chcą jednak słyszeć o anulowaniu wyroku "kryminalizującego" działalność akademicką stygmatyzowanego kontestatora, zaszczutego przez establishment historyka, Dariusza Ratajczaka. W przeszłości wytoczyli haniebny proces naukowcowi i dydaktykowi z Opola. Polowania na niezależnych badaczy urządzali już w PRL. 

W styczniu 2000 r. - po opublikowaniu rok wcześniej "Tematów niebezpiecznych", zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holokaustu - zapadło "stalinowskie" orzeczenie komisji dyscyplinarnej Uniwersytetu Opolskiego zakazujące dr. D. Ratajczakowi wykonywania zawodu nauczyciela przez trzy lata. Akademik został zawieszony, a następnie wydalony z Wydziału Historyczno-Pedagogicznego. Ruszyła nagonka, w wyniku której pozbawiony środków do życia (pracował jako stróż nocny w jednej z opolskich firm) historyk popełnił "samobójstwo". W kunktatorskiej komisji zasiadali także duchowni.

Wstydliwy epizod cenzury naukowej w "niepodległej" Polsce datuje się po upadku komunizmu. I w tym przypadku amerykańska ambasada nie reagowała z "właściwą sobie wrażliwością" na łamanie podstawowych zasad regulujących swobodę myśli i słów.

Dariusz Ratajczak ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1997 obronił z wyróżnieniem pracę doktorską pt. "Zagadnienie postaw ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków WSR-ów w Katowicach i w Opolu w latach 1945-1955" (promotor prof. Stanisław Nicieja). W latach 1988–2000 był pracownikiem naukowym Uniwersytetu Opolskiego (wcześniej – Wyższej Szkoły Pedagogicznej) na Wydziale Historyczno-Pedagogicznym. Jest autorem i współautorem książek naukowych i popularnonaukowych oraz wielu artykułów publikowanych.

Ratajczak honorowo i bohatersko bronił niezależności akademickiej na swoim blogu:

"Zatrzymujemy się zatem przed bramą z napisem 'tajemnica', której wyważenie jest dla profanów prawie niemożliwe. W tym miejscu 'oficjalny historyk' (na przykład Powstania Styczniowego, II Wojny Światowej, schyłkowego PRL-u) zrazu bezradnie rozkłada ręce i po chwili – jak na dworaka przystało – zaczyna łgać, posiłkując się naskórkowymi źródłami wypracowanymi przez mieszkańców 'domu za bramą' – to jest właściwych spiskowców. W ten sposób sam staje się – mizerną wprawdzie, bo jedzącą okruchy z pańskiego stołu – cząstką misterium nieprawości. Natomiast badacz niepokorny stara się mimo wszystko dotrzeć do źródeł nieoficjalnych (ma się rozumieć: prawdziwie nieoficjalnych) i pośrednich, a nade wszystko logicznie (indukcyjnie) wnioskować z faktów. Wtedy przy okazji ustala swój los: wyśmiany, poniżony i obsobaczony kończy w starannie przygotowanym koszu na śmieci." 

Kilka lat później zmienia ton. - Chciałem ukazać mój punkt widzenia. Uważałem, że skoro istnieje takie środowisko historyków, to jako historyk mam obowiązek przedstawić ich poglądy. Mogłem dodać jedno zdanie: "Nie zgadzam się z nimi!". Żałuję, że tego nie zrobiłem, bo przez ten błąd uznano mnie za antysemitę – kajał się przed dziennikarką "Wyborczej", która przeprowadziła "nękające" śledztwo dziennikarskie w sprawie rewizjonisty broniącego wolności dociekań historycznych przed cenzurą (cywilną i karną) III-j Rzeczpospolitej.

Kalendarium dramatu historyka z chirurgiczną precyzją odtwarza Dorota Wodecka-Lasota. Miał to być reportaż pokazowy, podobnie jak modelowe było postępowanie prawne w sprawie Ratajczaka przed IPN i komisją uniwersytecką.

Maj 1999 r. Prokurator Lidia Sieradzka kieruje do sądu akt oskarżenia. Powołuje się na artykuł 55 ustawy o IPN (kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom nazistowskim, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech).

Opublikowano: 07.02.2018 16:41. Ostatnia aktualizacja: 15.02.2018 18:04.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • to chyba drożej będzie, konkurencyjność spadnie
  • Myślę na własny rachunek, więc zapoznaję się z różnymi opiniami. Doświadczenie...
  • Historycy holokaustu zupełnie odlecieli. Już nie uprawiają historii., tylko postprawdę.

Tematy w dziale Polityka