13 obserwujących
228 notek
40k odsłon
  73   0

Na pogrzbiny imci króla Zygmunta Augusta

Wstaję rano niechętnie w pierdolone słoty
Polskich klimatów zgniłego baroku
Nastrajają do płaczu polski czerep złoty
Szukając ukojenia i spokoju w kroku

Na wsi folwarcznej możesz błotną porą                                                                                                                                                           rozpoznać fragment z dupy, z kości mlecznej miecza                                                                                                                                             gdy mieszkasz na cmentarzu z żydowską diasporą                                                                                                                                                     z cadykiem, który na tobie psy wiesza

Widzisz bękarcie uwielbione ciałko                                                                                                                                                                      tożsame świni w kiszkach i jelitach                                                                                                                                                                               dlatego Kapuletich i Montekich białko                                                                                                                                                                      pieprzysz zawzięcie w dziewiczych Julitach

Stary jebures ledwie z krzyża zdjęty
Me purpurowe migdałowe ciało
Wisi we mnie rozpięte w sposób niepojęty
W świętych obrazach pod zgniłą powałą

Przychodzi na śniadanie do mnie goła kura
Zakurzy papieroska, stare gówna drapie
Co sobie z dupy wyskubała pióra
Bo ze starym cietrzewiem śpi na kocią łapę

Pies, kogut na podwórzu, mityczne stworzenia
Kłócą się ciągle o stare saboty
I w boskich wolach łyse wyoblenia
W których pradziadek chodził do roboty

Stare gówna, saboty, ja, pogrzebacz stary
Leczy nas ze starości jakiś diabeł młody
Rozpala w starym piecu miłosne żagary
Zakochałem się w kurwie anielskiej urody

Pokazał mi ją w ołowianym lustrze
Stała naga za piecem cała w pajęczynach
Jeszcze niewinna w klasztornej  klaustrze
Z czerwonym nosem od mszalnego wina

Jeżeli diabeł na czyste sumienie
Niech skradnie biskupowi kielichy i dzbanki
To ja się choćby siódmy raz ożenię
Gdy mi przeniesie wiano dla wybranki

Niech rozwali dwa banki i jakieś kasyno
Doprowadzając złodziei do płaczu
To się ożenię w piekle z Prozerpiną
Tak nie lubię bławatnych pejsatych chałatów

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura