6 obserwujących
108 notek
161k odsłon
  1716   1

Ojciec Szustak i Robert Lewandowski

W udzielonym ostatnio wywiadzie (*) Dominikanin Adam Szustak wyraził nadzieję, że wszyscy zostaną zbawieni. Nadzieja to nie pewność, ale i tak ciężko to połączyć z nauką chrześcijańską.

Według ojca Szustaka tuż po śmierci dostaniemy możliwość odpowiedzi na pytanie, czy będziemy chcieli żyć od tej chwili przy Bogu, czy bez Niego. Oczywiście odpowiedź pozytywna gwarantuje wieczne szczęście, a przeciwna - potępienie.

Czy ojciec ma w tym punkcie rację, nie sposób ani udowodnić, ani zaprzeczyć. Trzeba będzie przekonać się empirycznie. Ksiądz Szustak nie jest zdaje się pierwszym, który głosi pogląd o ostatecznej decyzji podejmowanej przez każdą duszyczkę po zakończeniu tak zwanego życia doczesnego.

Gdzie indziej leży problem. Otóż ksiądz Szustak nie wyobraża sobie, żeby ktokolwiek powiedział Bogu „nie”, gdy wreszcie zobaczy Go z bliska i pozna, że jest samą Miłością, tą przez wielkie „em”.

Ktoś nie tak zaznajomiony z teologią, jak ojciec Szustak, mógłby jednak nieśmiało zwrócić uwagę, że przecież tradycja chrześcijańska zna taką osobę, która odmówiła Bogu współpracy - Lucyfera, Księcia Ciemności czy jak tam go zwą. Najpierw anioła, bodaj czy nie stojącego najbliżej samego Szefa, a potem pierwszego spośród upadłych. Lucyfera zgubiła pycha i to mimo tego, że na wyciągnięcie skrzydła miał Miłość absolutną.

Co by tam chrześcijanie nie nawrzucali Lucyferowi, to jednak w jednym punkcie wszyscy teolodzy są chyba zgodni - że to wyjątkowo inteligentna bestia. Nie mądra, ale za to piekielnie - nomen omen - inteligentna. Jeżeli więc taki intelektualista nie poznał się na Bożej miłości, to dlaczego przeciętny człowiek miałby ją przyjąć zawsze, bez żadnego sprzeciwu?

Świętej pamięci ksiądz Piotr Pawlukiewicz ujął to tak. Być może rzeczywiście dostaniemy po śmierci jeszcze jedną możliwość wyboru między szczęściem i potępieniem. Tyle tylko, że najpierw trzeba przez całe życie przygotować się do powiedzenia „tak”.

To trochę jak z piłkarzem. Całe życie trenuje po to, żeby w jednym decydującym ułamku sekundy przyłożyć stopę we właściwe miejsce i skierować piłkę do bramki. Niby to takie proste - wystarczy wystawić nogę we właściwym kierunku. Ale z jakiegoś powodu wymagało to na przykład u Roberta Lewandowskiego lat wyrzeczeń i ostrego treningu. Jakoś tak instynkt podpowiada, że w przypadku życia wiecznego jest podobnie.

*
https://www.youtube.com/watch?v=toAeoCG1T3I

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo