"Lex Czarnek to powrót edukacji do czasów PRL". Ostra krytyka projektu

Przemysław Czarnek. fot. PAP/Piotr Polak
Przemysław Czarnek. fot. PAP/Piotr Polak
"Lex Czarnek" oznacza powrót edukacji do czasów PRL, uderza w rodziców i samorząd, oznacza pozbawienie szans edukacyjnych polskiej młodzieży – takie m.in. zarzuty padały wobec projektu Prawa oświatowego podczas zorganizowanego w Sejmie przez kluby opozycyjne wysłuchania publicznego.

Otwierając wysłuchanie w gmachu Sejmu, była minister edukacji Krystyna Szumilas (KO) poinformowała, że drugie czytanie projektu ustawy Prawo oświatowe ma się odbyć 8 grudnia. - W takim tempie przyjmowane jest prawo, które dotyczy 6 mln uczniów, 600 tys. nauczycieli i kilkunastu milionów rodziców – mówiła.

Czytaj też: Biały Dom ogłosił dyplomatyczny bojkot zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie

Spowolnić prace nad projektem

Przekonywała, że opozycja parlamentarna otrzymała liczna monity, by zorganizować wysłuchanie społeczne. Stąd kluby opozycyjne razem – przede wszystkim KO i Lewica – postanowiły je zorganizować. - Myślę, że to będzie bardzo silny głos, który dotrze do ministra edukacji – zaznaczyła Szumilas.

Jej zdaniem trzeba też zaapelować do marszałek Witek, aby spowolnić prace nad tym projektem. - I zastanowić się, czy chcemy wolnej, demokratycznej szkoły, czy chcemy szkoły spętanej cenzurą, w której decydują politycy, a nie rodzice, nauczyciele i środowisko – podkreślała.

Do wysłuchania, jak poinformowała Szumilas, zgłosiło się ponad 150 osób. - Ta liczba oznacza reprezentację wszystkich środowisk związanych z oświatą – mówiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Lewica).

To zainteresowanie pokazuje też, dodała, że projekt nie został poddany rzetelnym konsultacjom. - Wszyscy opowiadamy się na rzecz szkoły otwartej, otwartej na wiedzę, nie tylko tą, która podoba się aktualnej władzy – podkreślała Dziemianowicz-Bąk.

Zwróciła uwagę, że przedstawiciele MEiN byli zaproszeni na obrady, ale nie odpowiedzieli na zaproszenie. - To dla państwa istotna informacja, bo pokazuje, jak jesteście traktowani przez urzędującego ministra edukacji i nauki – podkreślała posłanka Lewicy.

Czytaj też: Berlińskie techno znajdzie się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO?

Krytyka lex Czarnek

Przedstawiciele organizacji społecznych byli bardzo krytyczni wobec projektu.

- Zaproponowany w czerwcu tego roku pakiet zmian w Prawie oświatowym to jest zamach na wolną, samorządną, otwartą i nowoczesną szkołę. Używam słowa zamach celowo, dlatego, że procedowane zmiany naruszą fundamenty pracy w placówkach. Wprowadzą w miejsce kultury zaufania, współpracy, dialogu (...) kulturę strachu, partyjniactwa i kontroli – powiedziała Iga Kazimierczyk z kampanii "Wolna Szkoła". - Część z nas obecnych tutaj na sali nie pamięta szkoły z okresu PRL-u, ale to, że w takiej szkole nie byliśmy, nie oznacza, że mamy brać udział w jej odtwarzaniu i inscenizacji, jak wygląda szkoła sterowana partyjnie – dodała.

Wskazała, że przed polską szkołą stoją takie wyzwania, jak brak nauczycieli, kondycja psychiczna dzieci i młodzieży. - To są problemy, z którymi powinniśmy się teraz mierzyć. Tego nie da się osiągnąć, wprowadzając do szkoły obsesyjne standardy kontroli i wprowadzając realia, w których pani kurator, np. z Małopolski, będzie mogła ręcznie sterować programem profilaktyczno-wychowawczym w każdej podległej sobie szkole.

Dlatego – jak mówiła – do kampanii, która jest obywatelskim wyrazem sprzeciwu, przystąpiły organizacje pozarządowe, nauczycielskie związki zawodowe, stowarzyszenia i korporacje samorządowe.

- Stoimy razem przeciwko tym zmianom, nie dlatego, że jest to działanie polityczne. Stoimy razem dlatego, że w każdej szkole są dzieci. My stoimy razem dla dzieci, bo dzieci nie są workiem ziemniaków, które można przerzucać dowolnie od jednego programu, do drugiego i fundować zmiany, absolutnie niekonsultowane. Dzieci są najważniejszymi uczestnikami tego systemu – podkreśliła.

Kazimierczyk podniosła, że już teraz działania organizacji społecznych są kontrolowane przez dyrektora i radę rodziców. - Wydaje się, że to są wystarczające zabezpieczenia, by w szkole nie pojawiły się rzeczy przypadkowe, albo bardzo złej jakości – mówiła.

-bOd lat jest tak, od dziesiątek lat – można już spokojnie użyć tego sformułowania – nie tylko w realizacji zajęć dodatkowych. To są nie tylko zajęcia z edukacji seksualnej – termin, który wzbudza poruszenie w gmachu MEiN – to są zajęcia z edukacji historycznej, regionalnej, obywatelskiej, informatycznej, kulturalnej. To są zajęcia, które się dzieją w ramach lekcji. W sytuacji zmiany, którą nazywamy lex Czarnek, zostaną wyprowadzone, tych zajęć, które się odbywają w ramach lekcji nie będzie. Nie będzie oferty, która wzbogaca programy nie tylko profilaktyczno-wychowawcze, ale także codzienną pracę szkół – powiedziała.

Czytaj też: Zmarł wokalista węgierskiego zespołu Omega. Na pewno znasz jego wielki hit

"Uchwała sprzeciwiająca się lex Czarnek"

Olgierd Porębski z rady rodziców Szkoły Podstawowej w Izabelinie poinformował, że podjęła ona jednogłośnie "uchwałę sprzeciwiająca się lex Czarnek i wzywającą wszystkich do sprzeciwiania się jej". Jak mówił, proponowane w projekcie zmiany można w skrócie sprowadzić do tego, że "urzędnik ministerialny chce mówić mnie i rodzicom w mojej szkole, na jakie zajęcia wolno posyłać nasze dzieci".

Lubię to! Skomentuj101 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo