The Blue Light of Rigel
Prawda i Służba Innym
4 obserwujących
116 notek
20k odsłon
  72   1

Praktyczna Praca nad Sobą: Cassiopaeans - (1) / Nawiązanie do Św. Pawła i Ukrzyżowania

To po pierwsze, a po drugie... Skojarzyło mi się to z takim powiedzeniem, którego sens jest miej więcej taki, że na każdego jest jakaś pułapka, w postaci jakiejś dezinformacji o świecie lub próbie zaszczepienia jakiejś duchowej ścieżki czy roli w społeczeństwie w rezultacie, której odejdziemy od pracy na rzecz Służby Innym, niepostrzeżenie wypełniając zadania lub jakieś polecenia sprzeczne z istotą STO, lecz będące niezbędne dla wypełnienia przez nas tej narzuconej nam przez system roli.

W takiej sytuacji, jeśli wszystko jest dla mnie pułapką, to w jaki sposób mam to ominąć? Skoro na mnie też jest jakaś pułapka, jakiś program, który czeka też i na mnie, to muszę uznać, że w pewnym momencie w niego wdepnę. Bo skoro jest na wszystkich to jest i na mnie. Obojętnie co zrobię, co pomyślę, ten program będzie wyprzedzał wszystko to tak, żebym ostatecznie dał się na niego złapać.

W związku z tym zostaje mnie wyłącznie jedno rozwiązanie. Jeśli to co jest na zewnątrz jest po to żeby mnie w jakiś sposób oszukać lub zdominować, to zostaje mi szukać ostatecznej odpowiedzi w sobie samym. To jest jedyne miejsce gdzie nie znajdę tego programu, który ma mnie uwięzić. Innymi słowy muszę być blisko swojej prawdziwej natury i wyłączyć się na ten szum, który dociera z zewnątrz.

Takie podejście pozwala sięgnąć wysoko, lecz ma swoją ceną w postaci ryzyka. W końcu nikt nam w tym nie pomoże. Nie dostaniemy informacji zwrotnej gdy ufając sobie będziemy zbaczać. Jednak logicznie myśląc, tylko tak możemy wyminąć pułapkę, która ma nas celnie trafić (a tą pułapką jest ten program, który czeka na każdego w tym świecie). Zostaje nam po prostu zaakceptować to, że nie będzie mamy, ani taty, którzy podadzą nam rękę i musimy podjąć ryzykowną walkę.

Jeśli chodzi o cały feedback i dostępną wiedzę, oczywiście jest to dla nas bardzo wartościowe i ważne. Bez ciągłego zdobywania wiedzy i oddzielania prawdy o kłamstwa, rozwój jest niemożliwy. Jednak kto mnie rozumie, to zdaje sobie sprawę, że nie o zamykanie się na rzeczywistość chodzi, a samodzielność, wytrwałość i byciu samym sobie autorytetem (rodzicem) bez podpierania się nikim/niczym.

Przychodzi moment, w którym musimy podjąć stanowczą i w pełni samodzielną decyzję, biorąc całe konsekwencje na siebie.

Ktoś może się bać tych konsekwencji, tylko czyż banie się tych konsekwencji nie jest kolejnym zachowaniem Służby Sobie, tak, ponieważ boimy się odnieść stratę lub porażkę. Musimy wziąć na siebie potencjalne cierpienie wynikłe z ewentualnego błędu kiedy to puścimy się ręki "mamy" lub "taty" i pójdziemy do przodu ignorując wszystkie głosy, które będą chciały nas zatrzymać.

A tych może trochę być, aby dla "naszego dobra" zrobić nam to czy tamto, nie potrafiąc zrozumieć, że w rzeczywistości jeśli wybierają Służbę Innym, to powinni pozwolić nam pójść dowolnie obraną przez nas drogą obojętnie czy prowadzi ona nas ku dobremu czy też sprowadza nas na manowce. A jeśli chcą na nas wpłynąć, byśmy zmienili nasze zdanie bądź postępowanie, to powinni nas oto poprosić, jako że zakładam, że możecie być zainteresowani Służbą Innym, na te prośby odpowiemy, ponieważ jako STO jesteśmy po prostu względem próśb responsywni. Do proszenia również jesteśmy zobowiązani względem innych.

Jeszcze jedną rzeczą, nad którą warto zwrócić uwagę jest to: "(...)faith in the unseen necessity and the other world and what would happen after the death was so strong he could and would do it. It was a matter of this faith that what was unseen was more real and lasting that the seen reality." To co możemy wywnioskować, to to, że potrzebujemy wiary w to, że wszystkie cnoty i wartości, którymi możemy emanować tutaj na Ziemi, które potencjalnie mają znaczenie dla naszego przyszłego życia po śmierci i podążanie za tymi cnotami i wartościami i poniesienie ewentualnej śmierci w wyniku tego jest bardziej istotne dla nas, niż zachowanie fizycznego życia bez realizacji tych cnót i wartości.

Nie chodzi niemniej o ślepą wiarę tutaj w cokolwiek, a zdecydowanie w głębi siebie wytworzenie przekonania o tym, że faktycznie to wszystko co nauczyliśmy się na temat świata duchowego, w tym nasze własne doświadczenia życiowe wskazujace na życie po śmierci, są prawdziwe. Natomiast co jeśli ktoś nie jest dość przekonany co do tego, że tak jest naprawdę czy może on odnieść korzyści z ustalania pewnej narracji, która by mu służyła niekoniecznie będąc przekonanym co do jej prawdziwości na przykład? Czy w ogóle takie coś ma prawo zadziałać?

Wyobrażenie o tym, co czeka nas po śmierci i nasza podstawa wobec tego oczywiście ewoluuje przez całe życie i nie sposób zmienić wszystkiego jedną narracją/nastawieniem. Niemniej jednak uważam, że można sobie dopomóc lub też właśnie rozpocząć pozytywne zmiany budując odpowiednie nastawienie/narracje.

Podstawą nastawienia jakim chciałbym się podzielić jest rozpoczęcie wyobrażania i utrzymywania w swoim umyśle tego, że tym czym jesteśmy jest tylko nasza świadomość, tylko i wyłącznie (która nie zajmuje żadnego konkretnego "miejsca"). A wszystko to co widzimy na zewnątrz siebie, świat, inni ludzie oraz tak samo to co czujemy, myślimy, nawet własne fizyczne i emocjonalne odczucia te które mogłyby wyniknąć z tego, że stoimy u progu śmierci, jako jakiś nierealistyczny film, który się odgrywa. O którym możemy pomyśleć i postąpić jak tylko chcemy.

Podczas życia jesteśmy dezinformowani i hipnotyzowani do tego, aby łączyć naszą świadomość z ciałem fizycznym. Natomiast nie ma żadnych dowodów, że jest ona w jakiś sposób trwale ugruntowana, albo że mieści się w ciele, a jedyne co istnieje to najprawdopodobniej tylko kanał, który pozwala na to aby informacje z ciała mogły płynąć do naszej właściwej świadomości i odwrotnie ze świadomości do ciała. Wyobraźmy sobie, że ktoś mierzy do nas z pistoletu, możemy wtedy pomyśleć "Ale co ty chcesz właściwie zrobić, skoro jestem świadomością, to co mi po tej dziurze w czasce? Co chcesz zrobić, skoro i tak mnie nie dostaniesz?"

Cóż... Potraktujmy te ostatnie trzy akapity jako dodatek... Istotą notki jest odpowiednia postawa wobec środowiska, w którym się znajdujemy (ludzie blisko nas, informacje, które cały czas do nas docierają z zewnątrz i rzeczy, którymi się interesujemy, a które mogą nas uśpić). Jednakże kwestia sprostania samej śmierci i utrzymywanie odpowiedniego nastawienia względem tego, na pewno jest korzystne. Kluczem wydaje mi się nie łączyć ciała fizycznego z świadomością/duszą, umiejętnie to rodzielić i w rezultacie funkcjonować lepiej jak i Tu i Teraz na Ziemi oraz w momencie znalezienia się poza ciałem tuż po śmierci, że w pewnym sensie nie ma różnicy między byciem żywym i martwym, a istotne jest na ile jesteśmy w stanie odrzucić niekorzystne przekonania i tym podobne oraz nakierować się na te odpowiednie myślenie, narracje i tak dalej bez znaczenia czy jesteśmy żywi lub martwi.


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale