9 obserwujących
48 notek
64k odsłony
  554   1

Długie lato w Andaluzji czyli Pérez-Reverte

Słońce wschodzi z lewej strony horyzontu. Pojawia się wczesnym i chłodnym jeszcze porankiem nad rybackim portem, do którego właśnie wracają kutry z nocnym połowem. Na nadbrzeżu czekają na tę chwilę miłośnicy świeżych ryb na śniadanie. Kupują je od rybaków bezpośrednio z pokładu, zanim trafią na pobliski poranny targ rybny.

Samo miasto jeszcze śpi, ale pracownicy miejscy już zbierają śmieci i polewają ulice wodą, spłukując resztki poprzedniego dnia i minionej nocy. W okolicznych wioskach i osadach, nawet tych daleko pod Kordobą, budzą się twardzi faceci, wypijają pierwszą kawę i zapalają pierwszego papierosa, aby w chwilę potem wsiąść do swojego zdezelowanego Seata Marbella i wyruszyć do pracy gdzieś w jednym z miast na Costa. Kilku z nich budzi mnie jeszcze przed ósmą, kiedy parkują na ulicy, a potem wciągają pierwsze wiadra z cementem na pobliskiej budowie, pokrzykując, ile tylko sił w gardle.

Właściwie powinienem wtedy szybko wstać i udać się do najbliższego baru portowego i wypić tam brandy na śniadanie, tak jak pisze Pérez-Reverte, i powinien to być prawdziwy bar: „Nie jakaś tam pretensjonalna kawiarnia, tylko dobra portowa knajpa – z tych, co to istnieją od zawsze, ze zniszczonym kontuarem, plastikowymi krzesłami, zdjęciami drużyn piłkarskich na ścianach i wizerunkiem Matki Boskiej pomiędzy butelkami brandy...

Jest tu taki jeden w porcie rybnym, otwarty chyba cały czas, ale tak rano to dla mnie za rano, a potem cała poetyka a la Réverte pryska. Później, to co innego. Barów tego typu jest tu pełno, jeden nawet widzę z mojego balkonu i złoszczę się na dochodzące z niego pokrzykiwania, które ustają gdzieś około drugiej w nocy. Pocieszam się, że zwykli mężczyźni, którzy nie spędzili nocy na połowie dorsza, albo na przemycie haszyszu z Maroka mogą przecież wypić brandy „Soberano” u siebie w domu. To o brandy raczej chodzi, polski tłumacz „Życia jak w Madrycie” zapomina, że koniak to we Francji.

Nie wiem czy bary na Costa del Sol podobałyby się Hemingwayowi, który co prawda otworzył oczy Amerykanów i Europejczyków na Hiszpanię, corridę i Pampelunę, ale bardziej chyba wolał standard Cafe de la Paix, czy barów Hawany, gdzie popijał rum. Na pewno są tu bary w stylu Arturo Péreza-Reverte, nowej gwiazdy literatury hiszpańskiej, bary w których kelnerzy mają tatuaże na grzbietach dłoni, a dookoła pełno facetów w roboczych kombinezonach, popijających brandy od samego rana! „Już tylko w takich miejscach widuje się mężczyzn, którzy podobni są do mężczyzn”. Są tu też nadbrzeżne knajpki „chirringitos” ze stojącymi obok na plaży obowiązkowymi starymi łodziami rybackimi, wypełnionymi dziś piaskiem. Na piasku rozpala się wczesnym rankiem przy pomocy starego oleju silnikowego ognisko, na którym przez cały dzień przypiekane są sardynki dla turystów.

Na nadmorskim Paseo rozsiądą się też niebawem starzy rybacy – Pepe y la compania – mali faceci w małych kapeluszach z wąsikami a la generał Franco, którzy wspominać będą aż do siesty czasy wojny domowej, albo najbardziej udane połowy czy przemyt z Maroka...

Skąd u mnie ten pociąg do Hiszpanii, trzeciego kraju, w którym usiłuję znaleźć sobie miejsce na ziemi nie znając nawet dobrze języka? Przecież nie z lektury Don Kichota, a raczej z kiczowatej nieco tęsknoty za tropikami, za palmą rosnącą na piaszczystej plaży, tęsknoty za obrazem hiszpańskiej brygantyny pod pełnymi żaglami, przepływającej gdzieś na horyzoncie w drodze po złoto do nowego świata, tęsknoty za światem chłopięcych marzeń. Przyjacielu, pojedź do Sewilli, a zrozumiesz, co mam na myśli, gdy spojrzysz na szczyt Giraldy, wokół którego krążą gołębie odcinające się bielą od granatu mroczniejącego nieba. Pójdź potem na spacer ulicami starej żydowskiej dzielnicy, wypij brandy w jednym z setki barów, posłuchaj dobiegającego nie wiadomo skąd smutnego zawodzenia pieśni flamenco... Przed zaśnięciem zaś sięgnij po „Ostatnią bitwę templariusza” Péreza-Reverte. Zanim zaśniesz, zrozumiesz, co mam na myśli, a do snu kołysać cię będą fale Gwadalkiwir.

Pérez-Reverte zrobił światową karierę dzięki „Klubowi Dumas”, przetłumaczonemu na wiele języków i w końcu sfilmowanemu przez Polańskiego jako „Dziewiąte wrota”. „Klub Dumas” to właściwie dwie książki, z których w ostatniej chwili autor zrobił jedną. Może pisał dwie na raz i nie mógł się zdecydować, którą szybciej chce skończyć. Ostatecznie wątek jednej z nich wplótł się w wątek drugiej i już nie było wyjścia. Tyle szczegółów było wspólnych, a diabeł jak wiadomo siedzi w szczegółach... Zresztą poszukiwanie diabła i formuły na jego przywołanie to w końcu jeden z ważniejszych składników naszego życia, i diabeł w końcu zwyciężył, chciałoby się powiedzieć, jak zwykle w życiu. U Péreza-Reverte nie ma bowiem szczęśliwych, hollywoodzkich zakończeń, kiedy to słychać dźwięki trąbki i kawaleria Stanów Zjednoczonych przychodzi na odsiecz oblężonemu fortowi, a dwoje głównych bohaterów odjeżdża szczęśliwie w dal na tle napisu The End. Nie, nie, to nie znaczy wcale, że wszystko u niego kończy się katastrofą. To nie tak, choć pisarz twierdzi, że tak długo chodzisz, aż się przewrócisz, a że się w końcu przewrócisz, to jest przecież pewne. I to mniej więcej mam na myśli, pisząc o zakończeniach jego książek. Nie chodzi przecież o optymizm za wszelką cenę. Optymizm ma swoją cenę i to tak wysoką, że czasem człowiek nie jest w stanie jej zapłacić... Ale wracając do „Klubu Dumas” i „Dziewiątych wrót” Polańskiego, które obejrzałem z mieszanymi uczuciami. Film jest do zaakceptowania, jeżeli nie czytało się książki. Jeżeli jednak najpierw przeczytało się książkę, a potem zobaczyło film, to Polański wypada blado w tym porównaniu. Po pierwsze wykorzystał tylko jeden wątek, co sprawia, że postacie z drugiego plączą się trochę bez sensu po planie filmu, a po drugie zmienił zakończenie i... znalazł diabła, bardziej dosłownie niż metaforycznie, jak w oryginale. Cóż, chciałoby się powiedzieć, że każdy ma takiego diabła, na jakiego zasługuje...

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości