Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
23 obserwujących
249 notek
140k odsłon
464 odsłony

Koronawirus a sprawa szkocka

Wykop Skomentuj

Wśród pasażerów zaokrętowanych na największy w swoim czasie statek pasażerski świata - znalazł się pewien (anonimowy zresztą) Szkot. Dość pechowo jednak transatlantyk ów zderzył się z górą lodową, w związku z czym skrupulatne szkockie media odnotowały „ABERDOŃCZYK UTONĄŁ W MORZU. Wraz z nim zatonął też Titanic…”.

Ta popularna medialna legenda (w istocie bowiem tytuł ów wyglądał nieco – ale tylko nieco! – inaczej) dobrze ilustruje stosunek Szkotów do wszystkich zdarzeń niechby i o światowym zasięgu, lecz dla nich istotnych przede wszystkim w kontekście: ale czy są dobre czy złe dla Szkocji? A zwłaszcza dla sprawy szkockiej niepodległości. Nie inaczej jest też z kwestią koronawirusa.

  image

Angielska flegma i szkockie zawadiactwo

Najpierw jednak może kilka obserwacji ogólnych. Dzieląc swe życie zawodowe, polityczne i prywatne między Polskę a Szkocję – czas pandemii szczęśliwie spędzam w tej drugiej. Szczęśliwie, bo na dystans od frustracji nieuchronnie towarzyszących wprowadzonej przedwcześnie i utrzymywanej zbyt długo polskiej blokadzie, z dala od jałowych awantur pseudo-politycznych, no i w bliskości miejscowych, szkockich, naturalnych środków profilaktycznych i wirusobójczych. Nie będąc jednak przecież odciętym świata mogę już chyba śmiała uogólnić, że właściwie ogół reakcji na fakt przebywania akurat teraz na Wyspach Brytyjskich przez Polaka (choć jest nas tu wciąż grubo ponad milion) – sprowadza się właściwie do jednej z dwóch:

a) „Ahaha, i co teraz, zachorował ten WASZ Johnson/Karol [?!], trzeba było tak długo czekać – zobaczcie jak w Polsce jest to wspaniale zorganizowane!

b) w ścisłej łączności z poprzednim oraz z mniej luba bardziej fałszywym współczuciem: „Ale co, umarliście już wszyscy? Ciężko te wszystkie trupy zbierać z ulic?”.

  image

Niestety, jednych i drugich zmuszony jestem stale rozczarowywać. Anglików nie opuściła ich flegma, Szkotów nie przestał cechować ich podszyty zawadiactwem spokój. Wszystkie kraje koronne funkcjonują na tyle normalnie, na ile pozwala formalny lockdown, nie obejmujący jednak ogromnej większości przemysłu i oczywiście całości rolnictwa. W Szkocji na polach uprawnych uwijają się miejscowi farmerzy, a na golfowych – gracze, platformy wydobywcze pracują dzień i noc, podobnie jak i setki zakładów składających się na szkocki sektor wydobywczy. Na ulicach pełna blokada widoczna była może przed dwa pierwsze dni, z czasem jednak ruch nieco się powiększył, do tego wręcz stopnia, że pewnego dnia zdarzyło mi się zaobserwować całkiem zgrabną trójautową stłuczkę na – przyznaję, poza tym pustym – wielopasmowym rondzie na obwodnicy Aberdeen (tak, tego od pechowego pasażera „Titanica”). Parki (choć nie place zabaw) są otwarte, nad rzeki powrócili spacerowicze. Maseczki ochronne są tu równie rzadkim widokiem, jak nikaby (muzułmańskie zasłony na twarz).

Gospodarka, głupcy!

Co zaś się tyczy zarażenia premiera Borisa Johnsona i Karola, noszącego w Szkocji tytuł księcia Rothesay – to ciekawostkowo można tylko wspomnieć, że tutejsza szuria (bo taka występuje przecież w dowolnej części internetu) z góry założyła, że „wcale nie mają żadnych koronawirusów, tylko a) chcą nam udowodnić, że cierpią wraz z nami / zagrożenie jest egalitarne, a nie, jak zwykle, elity są bezpieczne; b) chcą nam pokazać ich uzdrowienia, że koronawirus nie jest groźny nawet dla starszych i stukniętych, więc zaraz możemy wrócić do pracy”. Oba poglądy dość dobrze oddają podstawowe cechy wyspiarskiego nastawienia do pandemii, tzn. fakt, że nie zatarła ona poczucia dysproporcji klasowych i socjalnych, a społeczeństwo czuje, że klasy historyczne i posiadające są zawsze zabezpieczone przed wszelkimi zagrożeniami, nieważne realnymi czy nie. Po drugie zaś – że najważniejsza jest praca i powodzenie gospodarcze, bo nikt w realiach państwa liberalnego (nawet z rozbudowanym system opiekuńczym, jak w Szkocji) za ciebie ich nie osiągnie i nie wykona.

Jasne, coś się też jednak zmienia – np. część zakładów pracy musiała zawiesić działalność nie na polecenie władz, ale… z braku pracowników, którzy obdarzeni po raz pierwszy dobrodziejstwem 80-proc. (a w niektórych przypadkach nawet 100 proc.) płatnego zwolnienia – radośnie z niego skorzystali. Co ważne też, choć pierwszy i uruchomiony faktycznie natychmiast pakiet pomocowy oczywiście skierowany był do wielkiego kapitału, o tyle równie szybko, przed wszystkim pod naciskiem opozycyjnych Szkockiej Partii Narodowej i Labourzystów – program ten uzupełniono o rozwiązania dla samozatrudnionych i pracowników. Obok więc tych (skądinąd pożytecznych, wzmacniających bowiem element opiekuńczy państwa) zmian są jednak rzeczy stałe i niezmienne, jak szkocki okrzyk „Możecie nam zamknąć nasze puby, ale nikt nie odbierze nam prawa do ginu w naszych kuchniach!”. Co, skądinąd, tłumaczyłoby przejściowy brak toniku i cytryn w szkockich sklepach…

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale