Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
13 obserwujących
39 notek
93k odsłony
  5136   4

O jeden grzech śmiertelny Konferencji Episkopatu Polski za daleko

Katolicy, którzy od początku pandemii wiernie i posłusznie realizowali słowa ordynariuszy swoich diecezji gromadząc się na Mszę Świętą przed ekranami telewizorów, komputerów lub głośnikami odbiorników radiowych, aby ochronić najstarsze osoby przed zarażeniem i śmiercią, a system ochrony zdrowia przed zapaścią nagle poczuli się, jakby im splunięto w twarz. Uderzenie przez Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski arcybiskupa Stanisława Gądeckiego (choć nazywanie go w tym kontekście "arcybiskupem" cuchnie bluźnierstwem) w obecny rząd w kilka dni po tym, jak Urząd Państwowej Komisji ds. Pedofilii i jej przewodniczący prof. Błażej Kmieciak po raz kolejny zgłasza uwagi o braku współpracy i nieprzekazywaniu koniecznych dokumentów przez stronę kościelną, to więcej niż kpina z inteligencji wiernych - to splunięcie im w twarz! Przypomnę, że w 30 procentach spraw zgłoszonych do komisji występują osoby duchowne w roli sprawcy przestępstwa lub osoby chroniącej sprawcę (najczęściej jest to kilku księży w jednej i drugiej roli). Trudno nie dojść do wniosku, że zdaniem KEP to nie tak miało wyglądać - komisja miała zamieść sprawy pod dywan, rozwodnić temat, stwierdzić, że pedofilia była wszędzie, a przestępstwa dokonywane przez osoby w sutannach to jeden procent lub jeszcze lepiej jeden promil i miało być po staremu - w dalszym ciągu tuszowanie i udawanie głupa. Ale zgłaszały się kolejne ofiary i świadkowie, rząd nie chciał brać na siebie współudziału w przestępstwie ukrywania zbrodni seksualnych na dzieciach, więc Przewodniczący KEP postanowił uderzyć w rząd "argumentami" zaczerpniętymi od Total(itar)nej oPOzycji - tej samej, która wyciągnęła temat kościelnej pedofilii aby w kampanii do Parlamentu Europejskiego uderzyć w PiS.

Wiele grzechów śmiertelnych episkopatu w swoim życiu widziałem. Skutków niektórych z nich doświadczyłem na własnej skórze. Widziałem żądzę władzy i bogactwa w roku 1989 i zaraz po nim. Widziałem sojusz władzy z ołtarzem - polityków od Antoniego Macierewicza poprzez Stefana Niesiołowskiego aż Hannę Gronkiewicz - Waltz robiących sobie kampanię wyborczą w murach świątyń. Widziałem rozpasanie finansowe i seksualne kleru w latach 90-tych (gdy większość społeczeństwa gwałtownie ubożała) wraz z jego najokrutniejszą formą - zbrodniami pedofilskimi na dzieciach. Doświadczyłem na własnej skórze tuszowania tychże zbrodni w pierwszej dekadzie tego stulecia - musiałem w trybie natychmiastowym zmienić zawód i w wieku 30 lat zacząć wszystko (studia, karierę zawodową) od początku, bo jako młody katecheta stałem się niewygodnym świadkiem w sprawie Ryszarda Salskiego - homoseksualisty w sutannie, który w parafii NMP Królowej Polski dopuścił się licznych przestępstw seksualnych wobec podwładnych, a także wobec nieletnich chłopców (ministrantów). Doświadczyłem języka niebywałego zakłamania i hipokryzji, kiedy zbrodnię i grzech śmiertelny faceta w czerni lub purpurze zwano "słabością" lub "umizgami" a dążenia jego ofiar do obrony swego dobrego imienia nazywano "ubeckimi metodami". Doświadczyłem uprzykrzania życia ofiarom i świadkom, doświadczyłem prób skompromitowania tychże osób aż po świetokradczą próbę wykorzystania sakramentu pokuty dzieci pierwszokomunijnych do wrobienia mnie w rzekome zaniedbanie przygotowania dzieci do sakramentu (nowy proboszcz nie oddał mi trzech kartek dzieci, które się u niego spowiadały - gdy po policzeniu kartek grzecznie zapytałem go co zrobić z trójką dzieci, których kartki do mnie nie wróciły, a dawałem im je bezpośrednio przed nabożeństwem pokutnym i widziałem jak podchodzą do konfesjonału, wówczas wpadł w szał).

Także w czasach pandemii episkopat wielokrotnie ciężko zgrzeszył. Na początku były to grzechy zaniechania - brak jakiejkolwiek reakcji na działające wewnątrz instytucjonalnego kościoła sekty głoszące, że koronawirus nie istnieje, że nie można się zarazić przez Komunię Świętą, że lepiej zabić siebie lub siedzącego w ławce obok staruszka niż uczestniczyć zdalnie w liturgii Mszy Świętej. Wprawdzie hierarchowie (w tym ordynariusz archidiecezji łódzkiej do której należę - abp Grzegorz Ryś) oficjalnie mówili coś dokładnie przeciwnego niż zbuntowani sekciarze, oficjalnie wspierali działania rządu w walce z pandemią i zalecali aby się stosować do rządowych zaleceń i uczestniczyć w Mszy Świętej zdalnie, ale na działania sekciarzy żadnej reakcji episkopatu nie było. Później doszedł kolejny grzech ciężki - dolewanie oliwy do pożaru jaki wybuchł w związku z niefortunnym i w tym momencie skrajnie nieodpowiedzialnym użyciem wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w walce o zaostrzenie prawa antyaborcyjnego. Wtedy hipokryzja kleru osiągnęła taki poziom, że w ciągu jednego Apelu Jasnogórskiego ten sam prowadzący odczytywał modlitwę o pokój w ojczyźnie i kilka sekund później wyrażał żądania które ten pokój uniemożliwiały. I wreszcie najcięższy do tej pory grzech - postawienie linii komórkowej płodów abortowanych przed dziesiątkami lat ponad życiem tysięcy ludzi, którzy zmarli i jeszcze w przyszłości odejdą w naszym kraju wskutek zamętu moralnego jaki KEP zafundowała wiernym wokół szczepień. 

Lubię to! Skomentuj119 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo