rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
18 obserwujących
23 notki
79k odsłon
1416 odsłon

Piłsudski, czyli wszystkie grzechy polskiego kina historycznego.

Wykop Skomentuj23


Mój pradziadek był legionistą. A właściwie - obaj pradziadkowie, zarówno ten ze strony mamy, jak i ten od taty. Służyli pod Piłsudskim przez niemalże całą wojnę, przechodząc z nim lwią część szlaku bojowego. Po wojnie obaj pozostali wierni marszałkowi, ubóstwiając go. Do dziś nie wiem po którym z nich została pewna pamiątka.

Mowa tutaj o gramofonowej płycie z pieśniami legionów. Pięknie ozdobiona koperta z obrazem marszałka siedzącego na koniu musiała zainteresować 7-letniego brzdąca, którym wówczas - odkrywając ją - byłem. Pamiętam, iż zapytałem mamy kim jest ten Pan - a ona odparła że to Piłsudski, wielki Polak i patriota,pytając czy miałbym ochotę posłuchać tego co zostało nagrane. Skinąłem głową, więc wyjęła stary gramofon, który pozostał po jednym z moich dziadków i włączyła muzykę w której z miejsca się, nie wiem dlaczego, zakochałem. 

Słuchałem jej podśpiewując, oczywiście tak naprawdę niewiele rozumiejąc, bardzo często. Komiczny musiał być widok 7-latka nucącego legionowe pieśni, ale tak właśnie zaczęła się moja wieloletnia miłość do historii, historii Polski i do Polski w ogóle. Moja mama była i jest nadal, patriotką. To właśnie od niej pierwszy raz słyszałem o przeróżnych bohaterach naszych dziejów. Opowiadała mi o tym wszystkim w sposób baśniowy, bajkowy, gdzie Polska zawsze była zwycięska i wielka a dobro na końcu pokonywało zło. Uważam, iż robiła to w sposób doskonały a jej metoda zaszczepienia we mnie patriotyzmu była niezwykle skuteczna, bo całym swym młodym sercem pokochałem Polskę. Unikała w swoich "baśniach" okrucieństwa, pamiętam, iż raz tylko nie wiedziała co powiedzieć gdy gdzieś usłyszałem o Auschwitz-Birkenau i zapytałem czym owo miejsce było.

Miałem to ogromne szczęście, iż nie tylko moja mama genialnie umiała snuć opowieści o historii. W czwartej klasie szkoły podstawowej przyszedł do naszej szkoły nowy nauczyciel historii. Gdy tylko zaczął swą pierwszą lekcję, od razu wiedziałem, że będę uwielbiał jego zajęcia - nie wymagał bowiem od nas "wkuwania" na pamięć dat bitw i idealnej wiedzy na temat traktatów pokojowych, ale "sprzedawał" nam historię w sposób, który dziś nazwałbym fabularnym. Mieszko I, Kazimierz Wielki czy Władysław Jagiełło to byli żywi ludzie i tak właśnie ich on przedstawiał, dzięki czemu potrafił nas nimi doskonale zainteresować. Na jego historii pełno było anegdot, zasłyszanych opowiastek i rzeczywistych ludzi a nie pomnikowych bohaterów ze spiżu. Władcy na jego lekcjach ożywali w naszych umysłach za pomocą prowadzonej przez niego narracji. I tak, dzięki owemu nauczycielowi, spoglądając na pomnik księcia Józefa Poniatowskiego, stojący przed Pałacem Prezydenckim, nie widzieliśmy pomnika, ale żywego,  bardzo ludzkiego człowieka, który popełniał błędy i pełen był wad, będąc jednocześnie bohaterem - dzięki czemu postać dosiadająca konia na cokole wydawała nam się dużo bliższa i bardziej interesująca. Z pewnością nigdy nie zapomnę ile zawdzięczam swojej mamie i owemu Panu od historii - to dzięki nim stałem się pasjonatem "dziejów ludzkości".

"Piłsudski", którego mieliśmy okazję wczoraj zobaczyć, to niestety całkowite zaprzeczenie owego "fabularnego" nauczania. Pięknie odwzorowane stroje, znakomicie oddane realia tamtych lat, przy całkiem niezłej grze aktorskiej - nie były w stanie uratować filmu, który miał, przy odpowiednim poprowadzeniu scenariusza, realne szanse na zostanie kinowym hitem.

Historia samego marszałka bowiem już sama w sobie jest kapitalnym materiałem na sensacyjny film akcji. Piłsudski to postać tak ciekawa, o tak niezwykłym życiorysie, iż nie trzeba było wiele - wystarczyło jedynie odpowiednio te wszystkie wątki z biografii Naczelnika powiązać i ulepić w całość. Począwszy od dzieciństwa aż po starość, życie tego człowieka było wręcz "filmowe" i idealne do stworzenia znakomitego kina. Niestety Michał Rosa nie odrobił lekcji z wcześniejszych klęsk naszego przemysłu rozrywkowego i nie tylko powielił błędy poprzednich produkcji, ale nawet zwielokrotnił ich siłę.

Marszałek w jego obiektywie to nudziarz, postać tak idealna, że aż płasko banalna. Być może sprawdziłoby się to przy tworzeniu pomnika, ale z pewnością nie w produkcji filmowej. I choć Borys Szyc robi co może, będąc najjaśniejszym punktem tego obrazu, to postaci Piłsudskiego w tym filmie nie da się polubić, wiecznie nachmurzony i poważny człowiek ten, jest nam zupełnie obojętny - obserwujemy jego losy z całkowitą apatią, mając wrażenie, że czytamy akademicki podręcznik do historii, a naszym nauczycielem jest maniak dat i traktatowych podpunktów, który co i raz pyta nas o dokładną datę bitwy nad rzeką Hydaspes, na dokładkę żądając od nas byśmy pamiętali jakie były dokładne warunki, które Aleksander zaoferował pokonanemu Porosowi - punkt po punkcie z zachowaniem właściwej numeracji!

Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura