Domena publiczna
Domena publiczna
Tomasz Dabrowski Tomasz Dabrowski
198
BLOG

Nie szukał a znalazł!

Tomasz Dabrowski Tomasz Dabrowski Kultura Obserwuj notkę 6
Taki sobie sztukmistrz z Tel Awiw


             albo lepiej łazik jak tamten z Tormesu,, a ten z Galilei. Tam się wybrał na spacer, nie szukał niczego. Nawet straconego czasu. Ale znalazł. Coś małego leżało na ziemi - a ta ziemia, wiadomo! Święta jest. Więc trzeba stąpać powoli i z uwagą rozglądać się. Dajmy na to, czy ktoś nie łazi nieopodal i nie przypatruje się nam za bardzo. Ale nikogo takiego nie było w pobliżu, a coś na ziemi leżącego rozbłysło się w promieniach słońca,więc łazik schylił się i podniósł to coś. 

I trzeba mu poczytać, że nie schował swego szczęścia, jak Gospodyni w Weselu, tylko się nim podzielił z nami. Podobno w pierwszej chwili znalazca pomyślał, że to pamiątka po jego ziomku,który tutaj był łaził wcześniej. Nie przyszło mu do głowy, iż kawałek pomarańczowego koloru który podniósł, jest stary i cenny. Dostrzegł jednak, iż mały kamyk 1,5 cm wielkości i płaski, przedstawia jakieś zwierze. Bardzo małe wszakże, bo duże by się na takim malutkim kamyku nie zmieściło. Pomyślał o skarabeuszu. Nigdy go nie widział, co prawda, ale mu się tak jakoś narzucił.

Zatelefonował do IAA, czyli ichniego, izraelskiego muzeum narodowego. Kustosz go oświecił. Znalezisko z karneolu sporządzone, czyli kamienia półszlachetnego, służyła kiedyś jako pieczęć, ale nie Żydom bynajmniej, tylko jednym z ich okupantów z nieodległej Asyrii. 2800 lat temu to było. Na pieczęci jest przedstawiony wcale nie skarabeusz, tylko Pegaz - a więc skrzydlaty koń. Jak wiadomo pegazów już nie ma, bo odlotowe to zwierzęta, więc odleciały. Gdzie są, i czy są, nie wiadomo. 

Możecie porównać tę pieczęć z karneolu Asyryjczyków z pieczęcią Egipską z moich zbiorów. Z fajansu, glazurowanego zielonym szkliwem. Na niej wyobrażony skarabeusz, czyli chrząszcz,żuk, który to owad zażywał w starożytnym Egipcie sławę świętego symbolu odrodzenia - albowiem uosabiał wędrówkę słońca po niebie. Bóstwo z czasów Faraonów nazywało się Chepri i było czczone właśnie pod postacią skarabeusza. Jak doszło do skojarzenia żuka po ziemi chodzącego ze słońcem krążącym po niebie nie wiadomo. Faraonów już nie ma, więc i pytać o to nie ma kogo. Leszka Herdegena też nie ma między  nami więc nie wypowie się jako Pentuer i doradca Faraona. Zabrał tajemnicę do grobu.

W każdym razie porównując oba antyczne obiekty bez trudu dostrzegamy różnicę między pegazem wyobrażonym na obecnym znalezisku w Galilei a skarabeuszem ze starożytnego Egiptu. Ten odnaleziony pochodzi z czasów 2800 lat temu. Mój obiekt jest o 500 lat starszy bo pochodzi z dynastii Ramassydów, o czym informuje inskrypcja na płaskiej, pieczętnej stronie skarabeusza.

To porównanie bynajmniej nie umniejsza wagi rzeczonego znaleziska w Galilei. Może nawet być ozdobą nieistniejącej pracy naukowej lub tylko literackiej  - odpowiednikiem książki Boya Nasi okupanci. Kto wie? Może i muzeum pokazujące tych, którzy ośmielili się nie tylko najeżdżać ziemie Żydów, jak Asyryjczycy, Babilończycy, Egipcjanie, Grecy, Rzymianie, ale nawet wypędzających miejscowych z ziemi uznanej później za Świętą. W imię porządku i pokoju. 


Zobacz galerię zdjęć:

Ja sam
Ja sam

Się nie martw!

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura