53 obserwujących
960 notek
501k odsłon
  547   7

Czy Polacy mogą kiedyś zmądrzeć?


W okresie 40 lecia PRLu siermiężna propaganda używana przez komunistów nie zdołała przekonać Polaków o tym, że żyją w wolnym państwie i opływają w wolność i dobrobyt. Rezultatem tego była pierwsza sterowana przez CIA „kolorowa rewolucja”, zwana popularnie „Ruchem Solidarności”. Jej rezultatem był upadek komunistycznego reżimu w Warszawie i…no właśnie co? Wolność?
Oczywiście na początku lat 90 tych istniała teoretyczna szansa odzyskania przez Polskę prawdziwej niezależności i suwerenności. Niestety brak autentycznych narodowych elit uniemożliwił ziszczenie tego odwiecznego marzenia polskich patriotów. Dotychczasowe okupacyjne „elity” szybko przefarbowały się z koloru czerwonego na błękitny i dostosowały swą narrację do potrzeb nowego, znacznie groźniejszego od Kremla, okupanta, jakim był i jest Zachód.

Metody socjotechniczne stosowane przez nowych najeźdźców były tak wyrafinowane, że przeciętny Polak uznał za „wolny rynek” rabunek i/lub niszczenie (za przysłowiową złotówkę) potencjalnie konkurencyjnego dla Zachodu przemysłu; za „demokrację” znamienne „porozumienia ponad podziałami”, za „jedynie słuszną drogę” tzw. „integrację europejską” (bo przecież nie drugą Białoruś! Nieprawdaż?!); a za „karierę” masową emigrację na zachodnie zmywaki i burdele.
Przez z trzydzieści lat nieustannego rabunku i kolonialnej eksploatacji, połączonych z totalną propagandą medialną i ogłupiającym młode pokolenia „zreformowanym do unijnych standardów” systemem edukacji, obywatele III RP przestali w ogóle myśleć, reagując jedynie, jak dobrze wytresowany pies, na hasła trenera.

Zmieniające się u steru władzy „opcje polityczne” umacniały w Polakach przekonanie o „możliwości wyboru”, pomimo tego, że wszystkie one były na usługach globalistycznego okupanta.

Dzięki takiemu systemowi, władcy skutecznie i bez obawy społecznego buntu (jak to bywało za PRLu), mogli rabować niszczyć i sprzedawać Polskę wszystkim naszym wrogom. Mogli nawet wdrożyć masową kampanię „szczepień”, której rezultatów, w postaci prawdziwej epidemii zapalenia mięśnia sercowego, udarów, raka, i innych chorób, nie nagłaśniają w mediach dotychczasowi „troskliwi sanitariusze narodu”.

Medialną i administracyjną kampanię „walki z covidem” zastąpiono z dnia na dzień „walką z rosyjskim najeźdźcą”. Przy czym fakt, że Rosjanie nie najechali Polski, a jedynie banderowską, od wieków wrogą nam Ukrainę, umknęło uwadze większości spostrzegawczych obywateli.

Długoletnia tresura, by na hasło „putin” , rozpocząć ogólnonarodowe ujadanie na Kreml, wzmocniono jeszcze nieustanną propagandą ponad podziałami, przypominającą Polakom wszystkie zbrodnie Moskali na Polsce i Jej Narodzie.
Zbrodnie te są znane i wielokrotnie już osądzone. Po co więc rozdrapywać rany w kontekście konfliktu, którego formalnie jesteśmy jedynie postronny obserwatorem?

Odpowiedź jest oczywista dla każdego myślącego; po to by rozbuchać nienawiść do Rosji do rozmiarów dających społeczne przyzwolenie na przystąpienie do wojny po stronie Ukrainy i doprowadzenie tym do ostatecznej anihilacji tego co pozostało jeszcze z Polski i Polaków.

Znając psychikę Polaków, trudno oczekiwać by zaczęli oni postępować pragmatycznie miast emocjonalnie. Ale nawet bez usunięcia tej przyrodzonej wady, można by żywić nadzieję, że w końcu rozeznają oni swego głównego dzisiejszego wroga, jakim jest globalistyczny, zbrodniczy, totalnie zakłamany, zaborczy Zachód.


Niestety, na tytułowe pytanie tego artykułu, odpowiedzą jest jednoznaczne NIE!
Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale