6 obserwujących
54 notki
10k odsłon
  515   0

Nie sadzić na mormońskiej ziemi

Choćby nawet tysiąc świadków świadczyło „wszystkim narodom, pokoleniom i różnojęzycznym ludom”, że Joseph Smith Junior faktycznie otrzymał i przetłumaczył tajemne złote płyty, lektura Księgi Mormona i poszczególne epizody z życia Smitha jasno pokazują, że musiał być oszustem, marnej zresztą jakości. Skupię się tutaj na samej księdze, której cudowne natchnienie podważają historyczne i teologiczne fakty.

Gdy nie jest się biblistą, właściwie niemożliwe jest napisanie współczesnego apokryfu. Nie wystarczy biblijna stylizacja (na przykład nagminne rozpoczynanie zdań od „i”). Trzeba wiedzieć wszystko, na przykład, jakie są odległości pomiędzy poszczególnymi miejscami (np. Jerozolimą a Morzem Czerwonym), jakie rzeki wpływają do poszczególnych zbiorników (np. do wspomnianego Morza Czerwonego), mieć pojęcie, że wbrew słowom księgi, Półwysep Arabski nie obfituje w drewno, owoce i miód, wiedzieć, kiedy powstała stal i jaka jest jej łamliwość (w KM występuje anachronizm i absurd – ręczne złamanie stalowego łuku) albo jaka jest data napisania poszczególnych ksiąg. Nie cytowano by wtedy w latach 588-570 proroka Malachiasza piszącego ok. 480-460 czy tzw. Deutero-Izajasza. Używanie słów natenczas nieznanych, jak np. „synagoga” (gr.) czy „sakrament” (łac.) lub „cywilizacja” (również łac.) jest powszechne w Księdze.

Zawsze można zrzucić winę na niedoskonałości rzekomego tłumaczenia lub na język angielski, ale z czasem okazuje się, że taka linia obrony jest nie do obrony. Nieścisłości są zbyt ogromne – nie chodzi tu wcale o semantyczne niuanse. Jednakże „fakt”, że Smith tłumaczył tekst z reformowanego egipskiego (który z całą pewnością jest językiem przez niego wymyślonym) daje i tak duże możliwości do apologetycznych działań. Dyskutować można nad takimi słowami jak „petycja”, „rojaliści”, „wolnościowcy”. Nawiasem mówiąc, już sam niezreformowany egipski byłby wyjątkowym językiem jak na Hebrajczyka.

Bohaterowie Smitha używają bez zmrużenia oka podarowaną przez Boga cudowną busolę (niczym Jack Sparrow na swoim okręcie), podczas gdy to słowo ani narzędzie jeszcze nie powstało. Podobnie jest z orientalnymi bułatami. Na ziemie amerykańskie zabierają izraelskie zwierzęta i rośliny, mimo tego nie znaleziono śladów tychże w przedkolumbijskiej erze, z całym prawdopodobieństwem dlatego, że ta informacja została zmyślona przez autora. Nie było tam także jedwabiu ani pszczół, które przywiezione zostały dopiero przez europejskich osadników. Ziemie te miały być wcześniej nieznane, co jest nieprawdą, ponieważ cywilizacje prekolumbijskie miały się wtedy bardzo dobrze. Osiedleńcy mieli budować na tych ziemiach ogromną liczbę miast, nie znaleziono jednak żadnych archeologicznych pozostałości po tych miastach w Ameryce prekolumbijskiej. Podobnie brak dowodów na transakcje monetarne – nie istnieją żadne pozostałości pieniądza.

Zdarzają się też zabawne absurdy, gdy najpierw Nefi znajduje cenne kruszce i surowce, a kilka wersetów dalej buduje skromną świątynię, ponieważ… nie znalazł odpowiednich surowców. Świątynię te zresztą budował na wzór Salomona – w tuzin osób (Salomon potrzebował siedmiu lat i 150 tysięcy ludzi). Smith twierdzi również, że kapłan Alma był w stanie, będąc świadkiem przemówień proroka Abinadiego, odtworzyć je po jego śmierci z pamięci – dodać tylko należy, że przemówienia liczą łącznie około trzech tysięcy słów.

Smith, powołując się na Biblię, twierdzi, że Mojżesz został zabrany na wzór Henocha lub Eliasza, podczas gdy według tekstu Księgi Wyjścia pochowano go w dolinie krainy Moabu naprzeciw Bet-Peor. Wzmiankuje się jedynie, że nie zna się obecnie miejsca jego pochówku. Warto tu wspomnieć, że Smith korzystał z popularnej Biblii Świętego Jakuba, co widać jak na dłoni, ponieważ kopiuje wszystkie jej translatorskie niedociągnięcia.

Innym problemem jest to, że imigranci z Jerozolimy opuścili ją przed jej zniszczeniem przez Babilończyków w 587 roku. Diaspora amerykańska nie miała żadnych kontaktów z ludem jerozolimskim, natomiast fakt zagłady Jerozolimy w Księdze Mormona zdaje się być wszystkim wiadomy i pewny, choć jedynym źródłem wiedzy o tym mogły być nadprzyrodzone objawienia.

Ciekawym kwiatkiem, jeśli nie chwastem, jest interpretacja czarnej skóry u niektórych mieszkańców tych ziem (Lamanitów). Czarna skóra miała być karą za nieposłuszeństwo wobec Boga i brak szacunku wobec Nefiego. Ubarwienie skóry tego pokolenia zostało potraktowane jako przekleństwo, które obdarzyło ich wadą gnuśności, próżności i chytrości. Rasizm jak się patrzy. Pokolenie to w KM lubuje się w wojnach i rozlewie krwi, żywiąc wieczną nienawiść do ortodoksyjnych Nefitów. Są mordercami i zwierzęcymi krwiopijcami, okrutnikami taplającymi się w bałwochwalstwie i dzikusami. W dalszej części księgi zamieszcza się informację, że Bóg potomstwo każdego, kto zmiesza się z Lamanitami, także przeklnie czarną skórą – wyjaśnienie to z biologicznego, genetycznego punktu widzenia jest zupełną bzdurą. Tak samo, jak „wybielanie” skóry nawróconych na jedyną słuszną religię.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo