1 obserwujący
127 notek
30k odsłon
206 odsłon

GIRO PO PIERWSZYM TYGODNIU

Wykop Skomentuj2

Co się wydarzyło na Giro od piątego etapu, w którym po sprinterskiej walce zwyciężył Helmut Ackermann?

Ano, na szóstym lider Roglić bęcnął na asfalt, podarł majtki i wskutek tego zdecydował się czasowo oddać różową koszulkę. Miał dość pilnowania wszystkiego i wszystkich, bo lider tak musi, a - jak wiadomo jego ekipa -Jumbo - Skajem nie jest. Peletonem wedle własnego uznania nie porządzi, bo to nie ta liga. Zbyt wiele kosztowałoby kolarzy Jumbo prowadzenie Roglicia i pilnowanie konkurencji przez całe aż trzy tygodnie. Czyli po głębokim namyśle Jumbo pozwoliło odjechać dość silnej ucieczce solidnych średniaków, a żaden inny team też nie miał nic naprzeciwko. I w ten sposób liderem Giro został niejaki Walery Conti z drużyny Jakichśtam Emiratów. W sumie wszyscy byli z tego faktu zadowoleni. Nawet CCC też, bo niejaki Antunes, Portugalczyk,  który uciekał razem z Contim i kilkoma jeszcze szczęściarzami, co to ich wielcy wyścigu zlekceważyli, załapał się na szóste miejsce w generalce. Dziwne i śmieszne, ale prawdziwe. Majka spadł na siedemnaste miejsce, ale w doborowym towarzystwie wszystkich wielkich wyścigu, w tym Szacownego Wincentego Nibalego z Messyny.

Z kolei na siódmym etapie Bora Panzergarnken wypuściła do walki o zwycięstwo Dawida Formolo, o którym dotąd chodziły słuchy (oficjalne), że jest liderem Bory. Razem z Majką Rafałem, czyli we dwóch. Skoro jednak derekcja ekipy puściła Włocha do samodzielnej akcji na byle jakim etapie, tym samym przyznała, że nie on posiada (już?) statusu równego Majce. Czyli że żadnym liderem nie jest. No, chyba że Pan Rafał porządnie się gdzieś na deszczu wyfajtnie (on to lubi) albo złapie go katar kiszek po nieświeżym spaghetti, albo się czegoś przestraszy i zwolni. To tyle się nadziało na siódmym etapie.

Na ósmym najszybciej finiszował niewielki sprinter Kaleb Ewan z Lotto, co go bardzo ucieszyło. Mniej radował się Viviani, który nie dał mu rady. Ale w tym roku słynny Eliasz jakoś nikomu nie daje rady. Trzeci był Ackermann, który w ten sposób po raz czwarty zmieścił się na etapowym pudle. Niezłą chłopak ma średnią - na cztery finisze w których brał udział, dwa wygrał, a w dwóch był trzeci. Bora ma z niego pożytek.

No i wreszcie dziewiąty, ostatni przed przerwą etap - długa czasówka z długim podjazdem w jej drugiej części. Ważny etap, bo faworyci generalki mogli w nim rozwinąć skrzydła, pokazując na co będzie ich stać w porządnych górach. Wygrał w cuglach Roglić, ale to było wiadomo. Bardzo dobrze pojechał Nibali, choć to też było wiadomo. Spalił się za to Szymon Yates, który sporo stracił. Majka chyba za bardzo się nie spinał (ale przed startem - w deszczu oczywiście - przeżegnał się z bardzo poważną miną). Ostrożnie pojechał po płaskim, przycisnął pod górkę i dzięki temu do Roglicia stracił dwie minuty, a do Miszcza Wincentego tylko jedną. Pojechał mniej więcej w takim tempie jak tak jak Zakarin czy Carapaz, czyli sensownie, acz bez zbytniej spinki. Bo po co się spinać zanadto, skoro prawdziwe Giro jeszcze się właściwie nie zaczęło?

Liderem wciąż jest Conti, ale Roglić tuż-tuż za nim. Nibali skrada się na początku drugiej dziesiątki, a za nim po cichu nadchodzą następni chętni na końcowe zwycięstwo albo chociaż pudło w generalce. Między nimi wciąż przewija się Majka Rafał.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport