38 obserwujących
154 notki
154k odsłony
  557   5

Lex Czarnek. Czy marksizm Kornhauserów stratuje edukację?

W jednej z prelekcji w książce "Drogami myślących" wybitny fizyk teoretyczny, kosmolog, ksiądz Michał Heller, wyjaśniał jak dalece nasze myślenie oddaje intencje ideologiczne i filozoficzne. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, jak myślimy i dlaczego tak myślimy, a nasze przekonania pochodzą wprost z krążących w kulturze kalek. Książek filozoficznych nie czytamy, nie porównujemy. Mamy gotowca przełożonego przez film czy prasę i jej komentatorów. Jeżeli filozofia potrafi zapłodnić fizykę (por. spór racjonalistów z empirystami albo dyskusję Newtona i Leibniza o przestrzeni i czasie) to jakże nasz mały umysł miałby się obronić przed nurtem myślowym, który wziął sobie na cel zmianę stosunków społecznych przez aktywne kanały środków masowego przekazu, jak zrobił to marksizm. (Szerzej o związkach filozofii z życiem społecznym pisał Richard M. Weaver (1910-1963) ceniony uczony, humanista, krytyk kultury i filozof polityczny w powojennej pracy "Ideas Have Consequences").

Niewątpliwie prezydentowa jest hardą babką, swoje idee ma. Wzorem męża zapobiegliwie szykuje sobie przyszłość zawodową i zapewne pragnie wpisać się w miejską legendę w glorii wybawicielki od obskurantyzmu. Wszystko wskazuje na to, że pan prezydent posłucha żony, bo ta jest do tego nauczycielką dyplomowaną i córką wybitnego komunisty. I choć wianuszek tępych bab, którymi udekorowała się lokatorka Belwederu nie jest wiele wart - a na pewno nie więcej, niż mądrość głoszona przez duszpasterstwa rodzinne, które stawiały dzielnie odpór propagandzie uprawianej przez Jakuba Kornhausera - to prezydentowej jest bardziej po drodze i do twarzy z krzykliwą opozycją.

Jednak zadaniem szkoły nie jest dostarczanie nieskończonego wachlarza opcji światopoglądowych, a już na pewno nie takich, które kolidują z przyjętym programem nauczania. Pani Agata nie widzi tej kolizji, bo ignoruje korzyści oferowane przez polskie wychowanie do życia w rodzinie (WDR), wydaje jej się ono nienowoczesne i pogmatwane, za to uderza ją potencjał organizacji, które chcą to wychowanie zastąpić edukacją, choć różnica między wychowaniem a edukacją jest znacząca.

imageSpotkanie z Agatą Dudą

W końcu, czemu - dla zrównoważenia wpływów - do syna nie mieliby się udać p. Piotr i matka prezydenta, skoro już o lobbingu bliskich mowa? Czemu nie zorganizować spotkania strony społecznej rekrutowanej z organizacji prorodzinnych? Czy kipiąca nienawiścią - antynatalistyczna i cynicznie odmawiająca uznania sieci wzrastania starannie tkanych przez ojca i matkę, najbardziej kompetentnych i wrażliwych na dziecko - strona społeczna ma wyłącznie kierować sumieniem politycznym szefa państwa?

Jak pustoszy marksistowska teoria seksualności i płci?

Najważniejsze pozostają jednak argumenty merytoryczne a nie kto, kogo przekabaci. Kaganek oświaty, który niesie agenda LGBT, o którą głównie chodzi, to akurat największy okres ciemnoty i zacietrzewienia w najnowszej historii. Bo nie sposób zaprzeczyć, że konsekwentne respektowanie postulatów i zestawu światopoglądowego ruchów, które niepowstrzymane przeleją się – za sprawą p. Agaty - jak fala przez polskie szkoły wprowadza w świadomość społeczną akceptację dla niebywałych absurdów. Zgoda społeczna i brak oporu utwierdzają w przekonaniu, że owe absurdy są częścią jakiegoś rozumnego porządku społecznego, lepszego i humanitarnego. Tak ten fikcyjny porządek zapuszcza korzenie w umysłach.

Edukacje równościowa i seksualna - wymienione jednym tchem u prezydentowej na herbatce - które szturmują mury szkół, zasadzają się na zniesieniu zasady niesprzeczności obowiązującej naukę: to samo twierdzenie nie może być prawdziwe i fałszywe. Dobrze tę niekonsekwencję widać na przykładzie pochodzenia orientacji seksualnej. W perspektywie gender jest ona wrodzona jak konstrukcyjna zarazem. Błędne założenia zostały zaimplantowane przez marksistów w seksuologii a potem przebojem usypane politycznie poprzez tzw. grupy eksperckie, mniejszościowe w nauce ale bezkonkurencyjne instytucjonalnie.

Na pytanie, co złego niesie gender i w jaki sposób krzywdzi rodzinę (więź dziecka z rodzicami biologicznymkmi) można odpowiedzieć w trzech punktach. Gender i ruch i teorie LGBT:

- odbierają dzieciom prawo do tożsamości biologicznej, płeć na podstawie chromosomów (przypisaną przy urodzeniu) na której (a nie wbrew niej) buduje się tożsamość ludzka,

- aberrują rozwojowe kryzysy tożsamościowe (tłumaczy to teoria rozwoju psychoseksualnego Erica Ericsona), i cały proces rozwoju psychoseksualnego (weźmy choćby umniejszenie rodzica),

- likwidują psychoseksualną funkcję rodziny, odcinają od identyfikacji z rodzicami, zasłaniają reprezentacje rodziców, gdy ich brakuje.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo