24 obserwujących
190 notek
333k odsłony
4853 odsłony

Czy Ty to widzisz? Czy się nie wstydzisz?

Wykop Skomentuj117

Gdyby Polska była normalnym krajem, to o wynik wyborów byłbym całkiem spokojny. Ale Polska od kilkunastu lat nie jest krajem normalnym. Opisałem to w grudniowym artykule: Gdyby wszyscy tak podchodzili do polityki, jak Ty... 

W normalnych demokracjach (...) jest jeszcze łatwiej, bo tam (...) decyzja podjęta za pomocą kartki wyborczej jest wyborem opcji od której zależy wyłącznie realizacja takiego lub innego programu, a nie dramaty życiowe milionów i przyszłość kraju. A u nas od kilku lat z polityki zrobiono arenę wojny dobra ze złem, tylko wszyscy udają, że oni są tymi dobrymi, a przeciwnicy są wcieleniem zła, zaś w rzeczywistości nikt nie jest tym całkowicie dobrym - wybór zawsze jest wyborem mniejszego zła, a jego kryteria są tak zawoalowane, że łatwo o tragiczny w skutkach błąd.

Wrzucenie w szczytowym momencie kampanii wyborczej filmu "Tylko nie mów nikomu" braci Sekielskich nadało powyższemu zdaniu nowe, przerażające znaczenie.


Strategia znana - skala niespotykana

Platforma Obywatelska stosuje tę strategię od lat: nie przejmować się za bardzo kampanią, bo i tak życzliwe media nas osłonią, a na koniec odpalimy jakąś bombę która ogromną erupcją negatywnych emocji przeważy szalę zdecydowanie na naszą korzyść. Czy to działa? Z pewnością działało. W roku 2005 inspirowane przez posła PO Konstantego Miodowicza kłamstwa byłej asystentki Włodzimierza Cimoszewicza (który nota bene dziś jest "jedynką" Koalicji Europejskiej w Warszawie sic!) na temat rzekomego upoważnienia do zamiany oświadczenia majątkowego, które w 2002 r. miał jej wystawić Cimoszewicz - by usunąć z jego pierwotnego oświadczenia informację o posiadanych akcjach Orlenu doprowadziły do wycofania się Cimoszewicza z walki o fotel Prezydenta RP wskutek czego Donald Tusk po przejęciu jego elektoratu awansował w sondażach z trzeciego miejsca na pierwsze (by ostatecznie przegrać z Lechem Kaczyńskim). Dwa lata później (2007) zmyślona historyjka o grożeniu pistolecikiem w windzie i pogardliwych słowach rzekomo wypowiedzianych w owej windzie przez Kaczyńskiego (oczywiście bez świadków) gwałtownie przeważyła szalę zwycięstwa nie tylko debaty Kaczyński - Tusk, ale całych wyborów parlamentarnych (w zwycięstwo PO nie wierzyli wówczas nawet zagorzali zwolennicy tejże formacji, a jednak... smród po debacie zrobił swoje). Wybory prezydenckie w 2010 były pewnym wyjątkiem - PO nie odpaliła żadnej bomby, za to cała kampania przypominała grę do jednej bramki - nuda, patos, demobilizacja, dziesiątki niewykorzystanych sytuacji, jak choćby teksty typu "mamy do dyspozycji zaprzyjaźnioną telewizję i tę drugą" lub "sędzia już jest rozgrzany"... co wkrótce wyjaśnił transfer szefowej kampanii Kaczyńskiego (Joanna Kluzik - Rostkowska) do obozu Tuska. Za to rok później (2011) mamy najbardziej bezczelny przykład wykorzystania powyższej strategii: niezgadzający się z tego typu metodami członek PO ostrzega sztab PiS, że tuż przed ciszą wyborczą (aby nie było czasu na kontratak) nastąpi atak za pomocą zmanipulowanych słów Kaczyńskiego powielanych przez zagraniczne media (aby obejść ciszę wyborczą i wywołać atmosferę międzynarodowego skandalu). I co? Mimo, że fałszywka została publicznie zapowiedziana, to jednak PO zdecydowało się tę fałszywkę odpalić - słowa o kanclerz Merkel, że jej wybór na szefa niemieckiego rządu "nie był wynikiem czystego zbiegu okoliczności" w przeddzień ciszy wyborczej otrzymały nowe znaczenie: Kaczyński oskarża Merkel o to, że była agentką STASI, a przez całą ciszę wyborcza rozpisywały się o tym niemieckie gazety (poinformowane pismami rozsyłanymi przez Radosława Sikorskiego) beztrosko i bez obawy o zarzut złamania ciszy wyborczej cytowane nad Wisłą. Wynik - dziesięć punktów procentowych nagłego bonusu dla PO. W roku 2015 strategia się załamała - osłona medialna nie zadziałała i wpadki, które w kampanii prezydenckiej woku 2010 uszłyby płazem zostały wychwycone i wyśmiane przez internautów ("wziąć kredyt i zmienić zawód", "suflerka", "za Dudą stoi Kaczyński") więc wobec setek memów media musiały o nich wspomnieć. Z kolei dwie przygotowane bomby okazały się niewypałami - najpierw agent Komorowskiego sfuszerował robotę nie dbając o spójność sfałszowanych odpowiedzi Dudy w "podrasowanej" ankiecie, potem Adam Hadacz dał się przyłapać na prowokacji jak dziecko, więc nawet próba zrobienia z podania ulotki "zamachu" na niewiele się zdała - Komorowski przegrał z kretesem. 

Ale takiej kampanii jak własnie się kończąca nie było nigdy. Z trzech powodów.

Powód pierwszy - Platforma Obywatelska i Koalicja Europejska nawet nie pofatygowały się aby dotrzeć do wyborców z jakimkolwiek programem. PiS wykazał jakąś czytelną inicjatywę - ponad połowę punktów "piątki Kaczyńskiego" wymieni każdy: 500+ na każde dziecko, 13 emerytura, przywrócenie połączeń autobusowych na prowincji, obniżka PIT i podwyżka KUP oraz zerowa stawka PIT dla młodych - jak zwał tak zwał, czy by o tym mówić "populizm", czy "rozdawnictwo", "kiełbasa wyborcza" czy się zżymać, że to ma się nijak do tematów europejskich, to jest to jakiś konkret. A PO? Były jakieś hasła... chyba coś z odchodzeniem od węgla i prawami dla LGBT. Konia z rzędem temu, co to powtórzy. Były na koniec obietnice podwyżek dla nauczycieli i niezabierania tego, co dał PiS... słabo to wypada, bardzo słabo. Jedynym tematem, który na poważnie (niepoważnego, choć mogącego w przyszłości przynieść nieprzewidywalne skutki straszenia Polexitem nie liczę) dotykał Unii Europejskiej był temat przyjęcia waluty EURO. I tu deklaracja PiS była jasna, a PO/KE kluczyła - jedna opcja jest za, druga przeciw. Ta koalicja jako jedyna nie odpowiedziała na żadne spośród 24 pytań Latarnika Wyborczego  - ankiety mającej pomagać wyborcom w określeniu do jakiego ugrupowania mają najbardziej zbliżone poglądy w sprawach europejskich.

Wykop Skomentuj117
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka