rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
25 obserwujących
26 notek
93k odsłony
8134 odsłony

O ludziach, którzy wierzą w świętego Mikołaja.

Wykop Skomentuj173


Kiedy byłem małym chłopcem, kiedy byłem małym chłopcem, hej!...

Kiedy byłem małym chłopcem wierzyłem w świętego Mikołaja, dobry świat elfów, gumisiów, smerfów i sam tylko jeden dobry Pan Bóg wie jeszcze w co jeszcze mi się zdarzało, a w mojej głowie wciąż tkwi przepiękne wspomnienie świąt i przedświątecznych przygotowań, zakupów, przystrojonej ślicznie choineczki i zapakowanych pod nią prezentów, które były niespodzianką. Wierzyłem, iż to święty Mikołaj, zaprzężonym w renifery wozem, sprezentował mi je na Gwiazdkę dlatego, że byłem grzecznym (no może nie tak do końca) dzieckiem.

Listę rzeczy, które chcielibyśmy dostać, układaliśmy wraz z bratem długo i z krzykiem dziecięcych negocjacji, a naszym sztandarowym życzeniem, które się po kilku latach spełniło, było posiadanie pieska. Spisywaliśmy owe pobożne życzenia na karteczce od mamy, która następnie - wieczorem - kładła je na parapecie i twierdziła, że święty Mikołaj zabierze owe świsteczki z balkonu. I faktycznie - rano znikały, a my święcie wierzyliśmy, iż to dobroduszny dziadek z białą brodą wziął by spełniać nasze marzenia. Wówczas, będąc dzieckiem, dałbym się za to pokroić, że tak właśnie było i kolega, który pewnego razu powiedział nam, iż z tym Mikołajem to wszystko kłamstwo - został przez wszystkie dzieci na podwórku zbesztany i wyśmiany. A on jeden mówił prawdę... Z drugiej strony - to kłamstwo było tak wspaniałe, piękne i magiczne! Chciałem w nie wierzyć! Chciałem wierzyć, a ktoś kto odsłonił mi brutalną rzeczywistość z miejsca stał się moim wrogiem. Bo to wszystko popsuł! Zniszczył magię owego, magicznego, listka.

Dziś, będąc już dorosłym człowiekiem, uśmiecham się jedynie pod nosem widząc jak wzrasta kolejne pokolenie wierzące w grubego dziadka - mają do tego prawo i bardzo dobrze!

Niestety mam też takie wrażenie, iż niektórzy ludzie z wiary w świętego Mikołaja nie do końca wyrośli, a jedynie zamienili ją na inną - wierzą w demokrację, w Jurka Owsiaka, w Amnesty International, Gretę Thunberg, szczepionki, wolne sądy, w Unię Europejską, w europejskie wartości, w Stany Zjednoczone...i któż wie w co jeszcze. A ten kolega, ten kolega z podwórka, który mówi, że to wszystko kłamstwo to wróg! Bo ludzie pragną wierzyć, a on - odsłaniający rzeczywistość - on wszystko psuje! Zabija magię, zabija wiarę w dobry świat prawych polityków, kryształowo uczciwych lekarzy, walczących o przyrodę ekologów, bezpieczne szczepionki, bijące się o "wolność" Stany Zjednoczone i wzniosłe czyny europejskich przywódców.

Tak. Dobrze myślicie - nie daje Owsiakowi, nie płacę na WOŚP, choć w czasach liceum nawet sam zbierałem do puszki. Wspieram za to konkretne dzieci na jednym z największych internetowych serwisów, który się tym zajmuje, zdarza mi się kupić jedzenie głodnemu człowiekowi, czy też sypnąć przydrożnemu grajkowi groszem. Ale - w myśl wielu - jestem złym człowiekiem. Bo nie daję na "Jurka" (niezmiernie bawi mnie owo imię, wypowiadane przez ludzi, którzy nigdy Owsiaka w życiu na oczy nie widzieli. Jurek, nie Jerzy, to "dobry ziomal" (jak to się mówi w młodzieżowym slangu) )

Nie stoję po żadnej stronie sporu, jestem tylko obserwatorem świata, badaczem rzeczywistości. Moja, doprawdy wspaniała, Pani profesor matematyki zawsze powtarzała nam, iż zarówno w życiu jak i podczas rozwiązywania równań - najlepiej jest stanąć z daleka, bo z dużej odległości więcej widać, a dystans, zarówno ten fizyczny jak i psychiczny jest istotny.

Wybrałem więc miejsce na skałce, gdzie pośród krążących nad moją głową sępów słychać radosne okrzyki ptactwa szykującego się na trupi żer. Bo oto w odległej dolinie wiele armii zbroi się i przygotowuje do ostatecznej bitwy, z daleka słychać pokrzykiwania generałów, którzy pośród tumanów kurzu zagrzewają swych naiwnych podwładnych do walki na śmierć i życie, o wszystko, decydującej, a faktycznie o nic, o nic innego jak kiesy tychże przywódców. Żołnierze tupią, wrzeszczą i nawołują - ŚMIERĆ! ŚMIERĆ! nieprzyjaciołom, nie pytając - dlaczego? Maszerują, nie zastanawiając się dokąd i po co. Kazali to idą i biada tym, którzy się ociągają i rozmyślają - zadepcą łamagę, oćwiczywszy go wcześniej kijami i batem. Ewentualnie zatrąbią - szybciej! szybciej! Śpieszy mi się by być niewolnikiem, mój Pan czeka!

Podążają więc, ufni w swoich załganych przywódców, patrząc na nich wiernym okiem wyznawców posągowych bogów i bogiń z litego kamienia. Wpatrzeni, klęczą niczym przed ołtarzem, spijając każde słowo z zimnych ust, smakując tę ambrozję, będącą w rzeczywistości tylko plwociną o żółtym zabarwieniu. Zahipnotyzowani, czują jak ów gorący, mętny nektar, rozpływa się w ich gardłach, powodując przypływ tajemnej wiedzy. 

"Tak jest Pani Krystyno!", "Całkowicie się z Panem zgadzam!", "Ma Pani rację!", powtarzają beznamiętnie, sądząc iż przybywa im mądrości od owych wyznań, przyjmując je bezmyślnie jako własne. Wierzą w swoich Bogów, choć nie w Boga - wiara w Boga jest dla idiotów - tak powiedział niegdyś pewien niezwykle mądry profesor, więc w niego wierzyć nie wypada. To po prostu nie przystoi, tak jak bekanie przy stole czy też wycieranie smarka w rękaw - a fe! To obrzydliwe!

Wykop Skomentuj173
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo