33 obserwujących
603 notki
674k odsłony
1327 odsłon

Świat zwolnił swój szaleńczy bieg, czy przyroda na chwilę skorzysta?

Wykop Skomentuj81

Od trzech tygodni jesteśmy w nowej rzeczywistości, wprowadzono w związku z pandemią koronawirusa liczne zakazy i nakazy. Czy słuszne? Czy część nie jest przesadzona? Nie wiem, osobiście i prywatnie mam wątpliwości co do niektórych, ale to nie na mnie spoczywa odpowiedzialność za życie i zdrowie obywateli. Pewnie gdybym był ministrem wolałbym przesadzić, niż potem żałować. W każdym razie dotyka mnie mocno konieczność pracy zdalnej, w pustym mieszkaniu z którego wyprowadzili się w marcu współlokatorzy oraz ograniczenia przemieszczania się, mam problemy z wydostaniem się z Poznania na święta (ograniczone pociągi, ograniczenia w komunikacji prywatnej), może do jutra coś uda mi się załatwić. Jedyne pewne obserwacje i wnioski, z racji wiedzy, zawodu i zainteresowań mogę mieć jedynie co do skutków, jak ograniczenia mogą wpłynąć na przyrodę.

1. Praca zdalna

Choć nie bardzo mi się uśmiecha, to dla środowiska jest to raczej dobre rozwiązanie. Mniejszy transport pasażerski, mniej korków w miastach, mniej zadrukowanych kart (choć widzę, że opór urzędniczy jest tu bardzo silny). Uważam, że sens pracy zdalnej - nie we wszystkich zawodach oczywiście - jest nawet i bez stanu pandemii. Może, jak już bedzie po wszystkim wymuszone zmiany okażą się trwałe?

2. Ograniczenie komunikacji miejskiej

Oczywiste wady. W Poznaniu widzę duży wzrost ilości aut na drogach, mimo nawoływań "zostań w domu", nawet pomimo "uziemienia" studentów oraz pracy zdalnej stosowanej na większą skalę. Oby ten trend nie okazał się trwały... Więcej spalonych paliw, więcej zanieczyszczeń, większe korki drogowe, więcej wypadków... Lista jest bardzo długa i zdecydowanie niekorzystna.

3. Zakaz wstępu do lasów, parków, skwerów...

Moim zdaniem słuszny w przypadku bogatych gatunkowo i siedliskowo lasów, dyskusyjny w przypadku typowych monokultur sosnowych, jakie u nas przeważają. Z jednej strony szali mamy mniejsze niepokojenie zwierzyny i tzw. zadeptywanie, z drugiej utrata korzyści zdrowotnych wiążących się z przebywaniem w lasach. A już zupełnie IMO nietrafiony jest to zakaz w przypadku parków miejskich, służących zdrowiu - także psychicznemu! - mieszkańców miast. Prawdopodobieństwo zarażenia się/kogoś w parku jest bardzo małe, dodatkowo można jest ograniczyć (dystans, maseczki) praktycznie do zera a utrata możliwości relaksu wśród zieleni, zwłaszcza teraz, jest moim zdaniem bardzo negatywna. Może większość z Was to wie, ale przypomnę oczywistość, że parki miejskie są do ludzi przystosowane i jest to ekosystem wręcz od ludzi zależny.

Jest jeszcze trzecia, szalenie ważna kwestia: bardzo duże zagrożenie pożarowe związane z niezwykle już intensywną, jak na kwiecień, suszą. Można było zakazać wstępu do lasu na tej podstawie i nikt by nie marudził, że zostają ograniczone prawa obywatelskie. Niektórzy prawnicy wskazują, że zakaz wstępu do lasów uzasadniany koronawirusem nie ma podstaw prawnych w odpowiednich ustawach...

4. Zamknięcie galerii handlowych

Sam czasem korzystam, nieraz zjem obiad w bistro serwującym szwedzki stół, raz na dwa tygodnie obejrzę jakiś film w kinie i zrobię większe zakupy... ale, na dobrą sprawę mógłbym się bez galerii handlowych obejść. Osiedlowe sklepy w zasięgu 300 metrów ode mnie mają praktycznie wszystko, czego mi potrzeba. Restauracji mnogość, tylko do kina miałbym znacznie dalej. Oczywiście to moje, subiektywne i nieco egoistyczne podejście, jednak przecież całkiem niedawno galerii u nas nie było i wszyscy jakoś funkcjonowaliśmy... Jaki to ma związek z przyrodą? Już wyjaśniam. Wielkie sklepy sieciowe wymuszają niskie ceny, więc dostarczają do nich produkty wielkie gospodarstwa rolnicze. Chyba każdy wie, że w tym przypadku - dla przyrody, niekoniecznie dla naszych kieszeni, ale to temat rzeka - małe jest lepsze. Galerie handlowe znacznie zwiększają też ruch samochodowy i to do kilkudziesięciu kilometrów! Skupują też towary z całego świata, podczas gdy małe sklepy - najczęściej - polegają na lokalnych dostawcach. Znowu w tym przypadku małe jest lepsze.

5. Wstrzymanie międzynarodowego ruchu lotniczego

I znowu punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Sam kilka razy leciałem, do pracy do Islandii, sam chciałbym wybrać się kiedyś do jakiegoś egzotycznego kraju... i może spełnię to marzenie, choć raz. Chociaż jestem też takim dziwakiem, że marzę o dostaniu się na połroczny turnus organizowany przez PAN na Antarktydzie. Z drugiej strony organizacje przyrodnicze słusznie wskazują, że transport lotniczy jest szalenie nieefektywny, pożera mnóstwo ropy i przyczynia się do emisji przeogromnych ilości dwutlenku węgla. Słuszne jest też IMO spostrzeżenie, że globalna, masowa turystyka rozrosła się do gargantuicznych rozmiarów i przynosi ona w wielu turystycznych miejscach więcej szkód, niż pożytku. Nawet w Islandii, która w znaczniej mierze z turystyki żyje dyskutuje się o jej ograniczeniu, gdyż koszty są i dla mieszkańców zbyt duże. W Skandynawi powstał nawet ruch, który można luźno przetłumaczyć na "wstyd latania". Czyli, jeśli możesz, to zastanów się, czy musisz lecieć do Tajlandii na dwa tygodnie? Trochę to, nawet dla mnie, przesadzone. Sam mimo znanych Wam poglądów stoję na stanowisku, że takie egzotyczne loty można odbyć raz w życiu, żeby zobaczyć trochę świata. I w wielu takich miejscach na globie samolot jest jedyną możliwością dotarcia, ani kolej (najlepszy ekologicznie środek transportu), ani statki (może nawet gorsze od samolotów, ale nie korzysta z nich tak wielu) nie są w stanie dotrzeć wszędzie. Nie mówiąc już o czasie i kosztach...

Spójrzmy jednak na skutki, jakie ograniczenie ruchu lotniczego przyniosło: zmniejszyło się zanieczyszczenie nieba tzw. contrailsami (nie mają one nic wspólnego z chemtreilsami, jakby chciał to Tiger77), co z kolei prawdopodobnie nieznacznie, ale zauważalnie podniesie temperaturę za dnia, ale obniży w nocy (efekt jak w przypadku zachmurzenia, dokładnie tak się stało po 11.09. w Stanach). Efekt ten jednak szybko zniknie po przywróceniu lotów, tylko czy w przypadku spowolnienia (być może jest to eufemizm) światowej gospodarki liczba lotów wróci do poziomu sprzed epidemii? IMO może to potrwać parę lat, więc i skutek będzie trwalszy.

Skutki pandemii już widzimy: media i sieci społecznościowe donoszą o zwierzętach pojawiających się tam, gdzie ich dotychcas nie było z powodu zanieczyszczeń, hałasu, obecności ludzi. Świat obiegło zdjęcie delfinów pływających w kanałach Wenecji choćby. Zauważalnie, choć zapewne szykuje się tu duże odbicie, zmniejszyła się emisja dwutlenku węgla. To wszystko pokazuje, że przyroda ma ogromne możliwości regeneracji, JEŚLI "tylko" jej w tym stale nie przeszkadzamy. Oczywiście, ubiegając trollów i złośliwców, nie chcę pandemii. Też boję się skutków gospodarczych i możliwego wzrostu bezrobocia. Mam umowę na czas określony, więc pewnie będę jednym z pierwszych na wylocie...

Ale jednocześnie, zgodnie ze starym powiedzeniem "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" widzę też pewne pozytywy. Widzę co najmniej zmiany zachowań ludzkich a możliwe, że i większe zmiany w całym systemie gospodarczym, który moim zdaniem, o czym piszę od lat, musi sie zmienić. Oby to były dobre zmiany i na trwałe, ostatnie czego świat potrzebuje to powrotu do starego. Biznes - jak - zwykle musi się skończyć.

Wykop Skomentuj81
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości