zapis
Dość NIEwie nikt. Za dużo - tak wielu.
1 obserwujący
62 notki
12k odsłon
766 odsłon

..garść utajnionych faktów o operacji "Hiacynt"

Wykop Skomentuj7

GDY IDZIESZ PRZEZ PIEKŁO – NIE ZATRZYMUJ SIĘ
W Odpowiedzi PO – wskim manipulatorom i łgarzom próbującym ugrać to i owo na „rewelacjach” Sekielskiego, twierdząc, że poruszył problem kryty przez obecną władzę, odnoszący się do dzisiejszej rzeczywistości, tej pod rządami PiS – fragment książki pt. ABW.


Wojciech Sumliński, Tomasz Budzyński
„W latach osiemdziesiątych minionego wieku pod patronatem generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka generał Józef Baryła prowadził szeroko zakrojoną operację mającą w zamiarze skompromitować środowiska opozycyjne, której częścią była akcja przeciwko homoseksualistom.

Nadano jej kryptonim „Hiacynt”. Homoseksualistów spisywano, tak jak spisywano spekulantów i różne „niebieskie ptaki”, czyli ludzi nigdzie niezatrudnionych. Taka jest oficjalna wersja wielu polityków tamtego czasu. W rzeczywistości akcja „Hiacynt” była częścią zmasowanych działań operacyjnych w stosunku do antykomunistycznej opozycji, mających na celu poszerzenie bazy werbunkowej poprzez uzyskanie dokumentów kompromitujących osoby zaangażowane w działania przeciwko rządom generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Rządzących ówcześnie wojskowych mało interesowały środowiska homoseksualne same w sobie, bo niemrawe organizacje zrzeszające osoby o tej orientacji nie stanowiły zagrożenia dla reżimu. Prawdziwym celem zmasowanych działań Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej na tym polu było co innego: uzyskanie jak największej ilości kompromitujących informacji odnoszących się do działaczy opozycji, możliwych do użycia jako materiały nacisku przy werbunkach.

15 listopada 1985 MO rozpoczęła akcję „Hiacynt”, polegającą na zbieraniu materiałów o środowisku polskich homoseksualistów, które – w uproszczeniu – miały posłużyć do szantażu osób znajdujących się w sferze zainteresowań SB. Ta akcja polegała na zatrzymaniu i aresztowaniu osób podejrzanych o homoseksualizm lub regularne kontakty ze środowiskiem homoseksualistów.
Po aresztowaniu wytypowanych kazano im wypełniać formularze z nagłówkiem „Karta homoseksualisty” o treści: „Niniejszym oświadczam, że jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi.” Tym, którzy mieli opory, „dobrze radzono”, a jeśli to nie przynosiło skutku, „zachęcano” ich w inny sposób. Metody zachęt były urozmaicone, w zależności od widzimisię „zachęcających”, od bicia po straszenie ujawnieniem homoseksualnej orientacji w miejscu pracy, szkole i środowisku domowym. Oficjalnym powodem przeprowadzenia akcji „Hiacynt” przez MO i SB przedstawianym przez komunistyczne władze była konieczność walki z epidemią AIDS i ograniczenie kryminogenności środowisk homoseksualnych oraz poprawienie wykrywalności popełnianych przestępstw. Szkopuł w tym, że podczas zatrzymań homoseksualistów nie robiono im testów krwi na obecność HIV, nie informowano o niebezpieczeństwie zarażenia, nie inicjowano działań profilaktycznych. Zamiast tego, funkcjonariusze SB wypytywali o kontakty z działaczami Solidarności, księżmi i gośćmi z Zachodu.

Warto wspomnieć, że nie była to pierwsza kompleksowa próba kontroli homoseksualistów. Już pod koniec lat pięćdziesiątych SB stworzyła pierwsze rejestry podejrzanych o homoseksualizm mężczyzn. Podstawowym celem inwigilacji tego środowiska było uzyskiwanie informacji o seksualnych preferencjach środowisk opozycyjnych wobec komunistycznej władzy, ułatwiająca SB pozyskiwanie osobowych źródeł informacji lub w razie konieczności kompromitująca osoby niechętne do współpracy. Informacjami o homoseksualizmie próbowano skompromitować między innymi Jerzego Andrzejewskiego, autora „Popiołu i diamentu” publikując w prasie fałszywy list, w którym pisarz żądał legalizacji małżeństw homoseksualnych. Prowokacja nie przyniosła spodziewanego efektu, bo wszyscy i tak wiedzieli, że Andrzejewski jest gejem.

W listopadzie 1985, zgodnie z poleceniem generała Kiszczaka, szefa MSW, funkcjonariusze SB ruszyli do mieszkań, uczelni, szkół i zakładów pracy, skąd bez nakazów aresztowań „zgarniali” homoseksualistów na komendy. Poza zakładaniem „Kart homoseksualisty” i zebraniem odcisków linii papilarnych, zatrzymanych zmuszano do składania donosów na innych homoseksualistów oraz własnoręcznych, bardzo szczegółowych opisów technik seksualnych. Akcja „Hiacynt” prowadzona była do 1987, choć kartoteki uzupełniano jeszcze w roku 1988. W jej wyniku udało się zgromadzić prawie jedenaście tysięcy kart, które rozproszono w różnych archiwach Komend Wojewódzkich Policji. Najciekawsze „Karty homoseksualisty” przejęła SB, skąd następnie trafiły do UOP. Tak naprawdę nikt dokładnie nie potrafi oszacować ilości kart, przejętych przez funkcjonariuszy SB na „zasadzie prywatności”, stających się w ich rękach niezwykle skutecznym elementem nacisku i szantażu. Niewielka część akt z akcji „Hiacynt” trafiła do archiwum Komendy Głównej Policji oraz archiwów Komend Wojewódzkich, tak więc jest to zbiór rozproszony. Według wersji oficjalnej większość pozostałej części materiałów UOP miał przekazać do Instytutu Pamięci Narodowej, ale jest to tylko częściowa prawda – a więc także częściowe kłamstwo.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka