13 obserwujących
236 notek
41k odsłon
  60   0

Błogosławiona zbrodnia

Błogosławiona zbrodnia bożą ręką
Daje nam siłę i odnawia złości
Żeby karmić nienawiść Chrystusową męką
Odnawiając ożywcze zasoby podłości

Na nic zdrowaśki, paciorki pątników
Gdy braknie czynu z ducha nienawiści
Komorników, bankierów, zwykłych szabrowników
Nic nie przysporzy dobra co sumienia czyści

Proszę Boga o łaskę dokonania zbrodni 
Bo jestem wysuszony z jego Wody Życia
Jak spróchniały grzyb w lesie umieram w przychodni
Leczenia nerwic, psychoz i zgniłego tycia

Gdybym się nagle wyrwał ze szponów doktorów
Którzy trzymają myśli moje w brudnej celi
Poleciałbym przed siebie do wyzwolicieli
Od ludzkich dzikich zwierząt i innych potworów

Którzy mnie na uwięzi trzymają za szyję
Każdego, kto chce uciec od mieszkania w bloku
Od osiedla na kredyt, karmiąc tłuste żmije
Uczestników audytu, w jadowitym soku

Każdy kto bierze kredyt myśli by cię zabić
Spłatą kolejnej raty, przecież bankier bierze
Również debet od ciebie, musisz pozostawić
W sklepie procent od bułki – za obierki świeże

Żeby rolnik mógł wrzucić w rolę trochę ziarna
Bankier musi wypisać rewers dla klucznika
Dopiero wtedy może jego ziemia czarna
Nakarmić plewą twoje trzewia niewolnika

Miliony tłustych ślepców niepotrzebnie sterczy
W chlewie cywilizacji bawiąc się swym zgonem
Za pieniądze lichwiarskie bankiera mordercy
Który zabija ludzkość długiem odroczonym

Ile w tym naszej winy, że się chcemy bawić
W te żetony z papieru w gównie upapranym
Bredząc, że ten kapitał potrafi nas zbawić
Od głodu, swym systemem strukturyzowanym

Bankier najpierw ci zjada głowę z potylicą
Ofiarę polowania obedrze do kości
Nadmuchane fantomy jadą obwodnicą
Prowadzącą do piekła pozorów miłości

Wszyscy żyjemy z mordu, dzielimy się zbrodnią
Dzięki zbrodni się rodzą nasze drogie dzieci
Uczymy je polować z rozumu pochodnią
Żeby sobie dokładniej ofiarę oświecić

Moi bliscy mordercy dybią na odpadki
Które mi w pustej stajni zostawili zmarli
Żeby sprzedać we Francji kuchenne makatki
Stare cepy i cebrzyk z lamusa wydarli

Pozbawili mnie nawet mojego grudnika
Bo mi był niepotrzebny, bo wspomnienia budził
I tęsknotę do lampy, babki talerzyka
Żeby mnie do chęci odwetu nie judził

Kultura śmierci dyszy obłędem kobiety
Zamglone oczy przędą złodziejskie intrygi
Ofiara zbrodni kręci próżne piruety
Aż przepadnie w uścisku modliszkowej strzygi

Zbrodnie nasze wyzwolą szlachetniejsze żądze
Przypisane do roli matki i samicy
Generując dobrobyt, miłość i pieniądze
A  naszych wrogów wiozą do kostnicy

Jedynie zbrodnia taka, jak Raskolnikowa
Potrafi ludzkie zombi ocucić do życia
Świadomie przyjąć karę i wyręczyć Boga
Dając cykutę głupcom do wypicia

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale